Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania effaclar, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania effaclar, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

Effaclar DUO - legendarny krem dla cery trądzikowej

Cześć Dziewczyny :)

Dzisiejsza recenzja nie będzie żadnym odkryciem, ponieważ napiszę o kultowym już kremie dla cery trądzikowej. Chodzi oczywiście o Effaclar DUO od LA ROCHE-POSAY. Mój wpis to kropla w morzu recenzji jakie do tej pory powstały, ale nie może jej zabraknąć na moim blogu. Jestem posiadaczką skóry tłustej, trądzikowej, skłonnej do zanieczyszczeń i zaskórników, ale już nie młodzieńczej. Nie będę Was zwodzić, moja recenzja będzie jak najbardziej pozytywna, bo Effaclar DUO bardzo mi odpowiada. Napiszę w jaki sposób go stosuję i jak u mnie działa. Oczywiście ma on swoje plusy i minusy, ale jest to krem leczniczy, więc wiele można mu wybaczyć. Przyznam jednak, że okazał się najlepszym tego typu specyfikiem, jaki do tej pory stosowałam, a dlaczego? O tym napiszę za chwilę :)

Effaclar DUO - legendarny krem dla cery trądzikowej

Effaclar Duo jest kompletną pielęgnacją zawierającą 4 składniki aktywne, aby skutecznie działać na dwa główne objawy trądziku: - zapalne zmiany trądzikowe (krosty i grudki): niacynamid i pirokton olaminy aby oczyścić skórę i chronić przed powstawaniem nowych zmian trądzikowych, - zaskórniki: połączenie LHA z kwasem linolowym aby odblokować pory i eliminować martwe komórki odpowiedzialne za ich zatykanie. Uzupełnieniem składników aktywnych jest woda termalna z La Roche Posay o właściwościach kojących i zmniejszających podrażnienia. Po 4 tygodniach pory są odblokowane a zapalne zmiany zredukowane. Skóra jest gładka i oczyszczona. Krem długotrwale przywraca równowagę skórze, aby nadać jej zdrowy wygląd. Na początku stosowania stan skóry może się przejściowo pogorszyć.

Effaclar DUO - legendarny krem dla cery trądzikowej

Skład: Aqua/Water, Glycerin, Cyclohexasiloxane, Hydrogenated Polyisobutene, Niacinamide, Isopropyl Lauroyl Sarcosinate, Ammonium Polyacryldimethyltauramid E/Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Silica, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Sodium Hydroxide, Salicylic Acid, Nylon-12, Zinc PCA, Linoleic Acid, Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl, Hydroxyhydrocinamate, Capryloyl Glycine, Capryloyl Salicylic Acid, Caprylyl Glycol, Piroctone Olamine, Myristyl Myristate, Potassium Cetyl Phosphate, Glyceryl Stearate SE, Parfum/Fragrance

Effaclar DUO - legendarny krem dla cery trądzikowej

OPAKOWANIE
Krem zamknięty jest w podłużnej tubce, która ma pojemność 40 ml. Początkowo wydawało mi się to mało, bo przyzwyczaiłam się do 50 ml kremów, ale okazuje się, że jego wydajność jest niesamowita. Wystarczy odrobina, aby rozprowadzić go na twarzy.  Tubka jest wygodna, dozownik ma mały dzióbek, dzięki czemu bez problemu można odmierzyć potrzebną ilość kremu.

KOLOR/ZAPACH
To najmniej istotne kwestie dotyczące tego kremu, ale postanowiłam o nich mimo wszystko napisać. Kolor jest białawy, ale transparentny, a zapach specyficzny. Ciężko jest mi go określić, ale jest on typowo apteczny.

KONSYSTENCJA
Jest dość rzadki, jakby żelowy, co sprawia, że bardzo łatwo się rozsmarowuje na twarzy. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie żadnej warstwy. Jest niesamowicie wydajny. Jedno opakowanie, przy regularnym stosowaniu, spokojnie starczy na dwa miesiące. Krem lubi się lekko rozwarstwiać, więc najlepiej jest wstrząsnąć go przed każdym użyciem. Krem nie roluje się podczas nakładania.

MOJA CZĘSTOTLIWOŚĆ STOSOWANIA
Według producenta krem można stosować zarówno na noc, jak i na dzień, raz lub dwa razy dziennie. Moja częstotliwość stosowania jest nieco inna, ale uważam, że każdy powinien ją dostosować do własnych potrzeb. Przetłuszczanie się skóry u każdego może być inne, nasilenie trądziku również. Moim zdaniem, im większe przetłuszczanie się i większy trądzik, tym większa musi być częstotliwość stosowania. Ja Effaclar DUO stosuję raz dziennie, ale nie częściej niż 3-4 razy w tygodniu. Taka częstotliwość jest dla mnie idealna, a doszłam do niej metodą prób i błędów.

SKUTKI UBOCZNE
Jak każdy preparat leczniczy, ten też ma swoje skutki uboczne. Można ich jednak uniknąć, poprzez odpowiednie użytkowanie. Po pierwsze, nie należy przesadzić z ilością nałożoną na skórę, wystarczy jedna warstwa. Ja za pierwszym razem przesadziłam i nałożyłam zbyt dużo. Objawiło to się ostrym pieczeniem skóry przez kilkanaście minut, nie zmyłam, przetrzymałam. Zrobiłam to wieczorem, a rano mojej cerze nie stało się nic złego, a  wręcz przeciwnie, była super wygładzona i przyjemna w dotyku. Zrobiłam tak tylko raz. Po tym incydencie, zastosowałam krem dobrze nawilżający i było OK.
Przy zbyt częstym, a jednocześnie długotrwałym stosowaniu Effaclar DUO może podrażnić skórę, mogą powstać przesuszenia, bolesność, zaczerwienienia. Dlatego też, należy dostosować częstotliwość stosowania do własnych potrzeb. Porównując te skutki uboczne, do tych które mogą wywołać inne, podobne, apteczne specyfiki (najczęściej na receptę od dermatologa) ten jest naprawdę delikatny. Mam porównanie z EPIDUO i różnica  jest ogromna.
Podczas kuracji Effaclar-em DUO, konieczne jest stosowanie kremu nawilżającego, be tego ani rusz. Oczywiście nie jednocześnie, ale jeśli Effaclar stosujemy na dzień, to na noc nawilżamy i odwrotnie. W stosowaniu dwa razy dziennie (przy ostrych zmianach trądzikowych), warto jest robić przerwy i nawilżać cerę, np. trzy razy pod rząd Effaclar i raz krem nawilżający. Oczywiście, według potrzeb. Nasza skóra z pewnością da nam znać, kiedy będzie trzeba ją nawilżyć ;). Effaclar nie ma absolutnie żadnych właściwości nawilżających. 
Innym skutkiem ubocznym jest złuszczanie się naskórka, co może być problemem dla osób, które stosują podkłady, czyli dla większości posiadaczek cery tłustej ;). Suche skórki dają o sobie znać, u mnie szczególnie na nosie i na środkowej części czoła.
Producent informuje, że na początku stosowania kremu może pojawić się nasilenie zmian trądzikowych, związane z oczyszczaniem się cery, ale u mnie coś takiego nie wystąpiło.

DZIAŁANIE
Teraz nadszedł najważniejszy punkt programu, który jest niewątpliwą zaletą tego kremu. Już po kilku użyciach można zaobserwować polepszenie stanu cery. Staje się ona wygładzona, a pory zostają spłycone. Wypryski goją się bardzo szybko, dwa - trzy dni i nie ma po nich śladu. Oczywiście gdzie nie gdzie pojawiają się nowe, ale jest ich nieporównywalnie mniej niż wcześniej.
Od kiedy stosuję Effaclar DUO zapomniałam już o podskórnych wypryskach, które wyglądają jak guzy. Nie wyskoczył mi ani jeden, jeśli już coś się pojawia, to takie, że można to szybko wycisnąć i po problemie. Krem szybko łagodzi i koi stany zapalne.
Kolejna zaleta tego kremu to redukcja przebarwień potrądzikowych, z tygodnia na tydzień jest ich coraz mniej.

PODSUMOWUJĄC
Słyszałam i czytałam wiele..., bardzo wiele pochlebnych opinii na temat tego kremu, ale zdarzały się też negatywne. Ja jednak należę do zwolenniczek Effaclar-a DUO i polecam go wypróbować. Oczywiście jeśli jeszcze tego nie zrobiłyście, a macie problem z tłustą i zanieczyszczoną skórą ;)

Rodzinka Effaclara jest duża, a ja mam ochotę sprawdzić jeszcze pozostałe produkty, czyli:
TONIK ZWĘŻAJĄCY PORY SKÓRY, MIKROZŁUSZCZAJĄCY
OCZYSZCZAJĄCY ŻEL DO SKÓRY TŁUSTEJ I WRAŻLIWEJ
OCZYSZCZAJĄCY PŁYN MICELARNY
EFFACLAR A.I. PUNKTOWY PREPARAT NA ZAPALNE ZMIANY TRĄDZIKOWE
EFFACLAR K
EFFACLAR MAT
EFFACLAR M
EFFACLAR H
Miałyście któryś z tych preparatów? Możecie coś szczególnie polecić?

Effaclar DUO - legendarny krem dla cery trądzikowej

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Jak już pewnie doskonale wiecie, mam cerę tłustą, z lekką postacią trądziku, zaskórnikową. Niestety pomimo tego, że przekroczyłam już trzydzieści lat, nadal borykam się z problemami cery trądzikowej. Co prawda, nie są już to ogromne stany zapalne (takie miałam jako nastolatka), ale moja cera bardzo się przetłuszcza i co jakiś czas muszę radzić sobie z wypryskami. 

Przez długi czas ratowałam się kremem z LA ROCHE-POSAY - Effaclar DUO. Jego recenzję możecie przeczytać tutaj. Ostatnio jednak zdecydowałam się na wypróbowanie Effaclar K+, czyli kremem dla cery mieszanej i tłustej, która odznacza się nadmiernym łojotokiem, a także zaskórnikami. Mimo, że z Effaclar DUO byłam bardzo zadowolona, to na Effaclar K+ zdecydowałam się dlatego, że jest nieco łagodniejszy niż DUO.

Głównym składnikiem aktywnym kremu Effaclar K+ jest lipohydroksykwas (capryloyl salicylic acid), którego zadaniem jest usunięcie zalegającej warstwy martwych komórek i odblokowanie ujść gruczołów łojowych. Jest to bardzo delikatnie działający kwas, który można stosować nawet w przypadku cer wrażliwych. Krem zawiera również kwas salicylowy, który moja cera bardzo lubi, znany jest ze swoich właściwości przeciwzaskórnikowych (komedolitycznych) i zwężających pory.
Te dwa składniki aktywne odpowiadają za ODNOWIENIE skóry.

Całkowicie nowym, innowacyjnym składnikiem, który zastosowano w Effaclar K+ jest AIRLICIUM. Jest to substancja, która zmniejsza błyszczenie się skóry. Airlicium składa się w 99% z powietrza i w 1% z krzemionki. Wchłania ona 150 razy więcej sebum, niż sama waży! NIESAMOWITE! Dzięki tej substancji, po zastosowaniu  kremu Effaclar K+ można zapomnieć o świeceniu się skóry nawet przez ponad 8 godzin. Oczywiście warto zauważyć, że airlicium nie działa wysuszająco.

To jednak nie koniec. W preparacie zastosowano również składniki antyoksydacyjne, czyli witaminę Ekarnozynę. Nie zastosowano ich oczywiście przypadkowo. Badania wykazały, że tłusta  skóra , codziennie bombardowana jest  wolnymi rodnikami, a przez to ulega ciągłemu procesowi utleniania. Czynniki zewnętrzne powodują  bowiem oksydację sebum. Proces ten wywołuje hiperkeratynizację (nadmierne rogowacenie) i nadprodukcję sebum, co prowadzi do powstawania zaskórników. Powierzchnia skóry staje się nierówna i zanieczyszczona, a te zanieczyszczenia znów podlegają procesowi utleniania i koło się zamyka. 

Na Effaclar K+ zdecydowałam się dlatego, że działa on na wielu różnych płaszczyznach. Ma działanie: 
* ODNAWIAJĄCE SKÓRĘ - lipohydroksykwas i kwas salicylowy 
* MATUJĄCE - airlicium 
* ANTYOKSYDACYJNE - wit. E i karnozyna


Effaclar K+ pokochałam już od pierwszego użycia. Mimo, iż opakowanie zawiera jedynie 30 ml kremu, to produkt ten jest bardzo wydajny, więc nie ma co się obawiać, że szybko się skończy. Ja czasem używam go zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż. Zdarza się jednak, że użyję go tylko na noc, lub tylko na dzień. Poza nim używam też kremu nawilżającego - zamiennie. 

Najbardziej cenię sobie stosowanie go pod makijaż. Nawet nie macie pojęcia, jaką zmorą dla mnie było przetłuszczanie się cery w ciągu dnia. Zdarzało się, że nie mogłam sobie z tym poradzić i na nic zdawały się bibułki matujące. Teraz ten problem zniknął! Dzięki temu, że skóra się nie przetłuszcza, makijaż utrzymuje się dużo dłużej, właściwie cały dzień bez skazy!

Oczywiście to nie jest jedyna jego zaleta, jeśli chodzi o działanie. Właściwie już po pierwszym użyciu widać efekty, ale po tygodnniu stosowania wyraźnie zauważalne jest to, że cena robi się gładsza, a pory zwężone. Jestem zachwycona!

Jeśli tak, jak ja macie problemy z tłustą skórą, to koniecznie wypróbujcie nowy Effaclar K+!



Zachęcam Wam do odwiedzenia witryny laroche-posay.pl

Krem Effaclar K + od La Roche-Posay - MUST HAVE dla cery trądzikowej po trzydziestce!

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

W marcu i kwietniu zużyłam zastraszająco mało kosmetyków, aż wstyd się przyznać. No cóż, nie będę owijać w bawełnę, słabo to wygląda, aż sama siebie nie poznają. Powodem mógł być permanentny brak czasu i spadek formy, ale też to, że napoczęłam bardzo wiele opakowań produktów, które spełniają podobne funkcje i dlatego kolejne denko może być kolosalnie duże.

Wróćmy jednak do obecnego!


Szampony HAIR MEDIC

Pisałam już o nich jakiś czas temu, klik klik. Muszę przyznać, że żałuję, że się skończyły, bo świetnie działały na moje włosy, jak i kondycję skóry głowy. Teraz nie mogę znaleźć odpowiedniego szamponu, bo te były tak dobre, że ciężko mi po nich przyzwyczaić się do innych marek. Obydwa zawierały wiele naturalnych, roślinnych i dobroczynnych dla włosów i skóry głowy ekstraktów. Co więcej, dawały długotrwałe uczucie świeżości. Planuję je znów zamówić. 

Żele pod prysznic BEBEAUTY Maroko i Green Pharmacy

Żele pod prysznic, jak żele pod prysznic. Obydwa sprawdzały się poprawnie. Dobrze myły, świetnie się pieniły i nie szkoliły skórze. Obydwa miały też odpowiednią konsystencję. Jeśli chodzi o zapach to bliżej mi do tego od BEBEAUTY, Green Pharmacy średnio mi się podobał. Nie zapałałam jednak miłością do żadnego z nich. Myślę, że raczej nie spotkamy się ponownie.


Krem do rąk z miodem Dermagiq

Tego kremu do rąk używałam głównie na noc, ponieważ średnio się wchłaniał, ale za to dobrze nawilżał i regenerował skórę dłoni. Znalazłam go w pudełku Liferia. Nawet go lubiłam, bo jego zapach był delikatny i mnie nie przeszkadzał. Generalnie nie był wyjątkowy, ale na tyle poprawny, że używałam go z przyjemnością.

ORGANIQUE Balsam do ciała z masłem shea Czarna Orchidea

To masełko miało tak fantastyczny zapach, że skończyło mi się szybciej, niż myślałam. Uwielbiałam je! Pozornie było niesamowicie gęste i toporne, ale w kontakcie ze skórą szybko topniało i tworzyło przyjemny olejek. Dla mnie fantastyczne!

Beauty Formulas - plasterki do oczyszczania nosa z olejkiem z drzewa herbacianego

Ten produkt, to totalny niewypał! Zużyłam chyba dwa plasterki, które absolutnie nie zadziałały i z przyjemnością pozbyłam się reszty opakowania. Bardzo nie polecam! Jak dla mnie, wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo działania ZERO!

La Roche Posay Effaclar A.I. preparat na zmiany zapalne skóry

Bardzo lubię produkty z gamy Effaclar - La Roche Posay. Ten krem używałam zawsze wtedy, kiedy zrobiły mi się stany zapalne na twarzy. Działał zawsze i wszędzie! Wystarczyły dwie aplikacje i po problemie. Polecam!

Gosh Foundation Drops Podkład Nawilżająco – Wygładzający

Z tego podkładu byłam zadowolona, choć zauważyłam, że miał działanie wysuszające. Przy jego bardzo wodnistej, lejącej się konsystencji, miał bardzo dobre krycie i trwałość, a ponadto nie utleniał się. Zawsze przed aplikacją używałam serum na bazie olejku i to się sprawdzało. Zawsze przed użyciem trzeba było go porządnie wstrząsnąć, ale mimo tego, pod koniec opakowania, w środku zostało dużo produktu. Pokusiłam się o rozcięcie buteleczki, bo szkoda było mi zmarnować dobry podkład, ale to nastręczyło sporo problemów. Mimo wszystko udało mi się zużyć go do ostatniej kropelki ;)


Próbki i miniprodukty
Zużyłam sporo próbek i mini produktów, ale nie będę pisała o nich wszystkich. Napisze tylko o tych, które mnie zachwyciły i zdecydowanie chcę pełnowymiarowe opakowania!

Cytrynowy peeling koreańskiej marki MIZON okazał się CUDOWNY!!! Zdecydowanie chcę pełnowymiarowe opakowanie! Powodował on, że podczas użytkowania czułam pod palcami jak martwy naskórek się złuszcza i roluje. Rewelacja!

AHAVA, krem nawilżający również zasługuje na uwagę. Przyznam się, że miałam już kiedyś przyjemność z pełnowymiarowym opakowaniem i chętnie zużyłam ten mini produkt. Znów myślę nad pełnowymiarowym! <3

To już całe moje denko. Wiem, że słabo mi poszło, a jak z denkami u Was?


Denko marca i kwietnia 2017!

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Moje jesienne denko nie wygląda zbyt obficie, ale moim zdaniem jest całkiem udane, bo znalazły się w nim kosmetyki, które z czystym sumieniem mogę Wam polecić. Oczywiście, jak zazwyczaj, znalazły się w nim również kosmetyki, które nie spisały się jakoś szczególnie dobrze, ale jest ich zdecydowanie mniej.


Zaszalałam z podkładami i pudrami. Oczywiście nie zużyłam ich wszystkich przez te dwa miesiące, ale tak jakoś się stało, że wszystkie osiągnęły denko praktycznie w jednym czasie.

Lily Lolo, Star Dust - Rozświetlający sypki puder mineralny
Okazał się świetnym pudrem rozświetlającym, bardzo go lubiłam, Był bardzo drobniutko zmielony i świetnie się aplikował, Dawał bardzo delikatne rozświetlenie i choć było ono słabo widoczne, to kiedy aplikowałam go na podkład matujący, dawał świetny satynowy efekt. Poza tym był bardzo wydajny.

Infallible 24H, Matte Powder - Długotrwały puder matujący
To, że ten puder daje efekt matu, to się zgodzę, ale nie jest to mat dwudziestoczterogodzinny. Generalnie bardzo mi się podobał, ładnie się aplikował i nie sypał się i ładnie utrwalał makijaż. Po aplikacji nie ciemniał na twarzy i fajnie matowił cerę. Jak już wspomniałam, nie dawał efektu matującego 24h, a raczej ok. 3-4 godziny. Dobrze spisywał się przy poprawkach makijażu dzięki praktycznej gąbeczce dołączonej do opakowania. 

Jane Iredale - Puder mineralny

Miałam też próbkę pudru mineralnego Jane Iredale. Próbka była niewielka i ciężko było mi wybrać z niej produkt, ale i tak robiłam to z wielką przyjemnością, bo była świetna. Niezwykle drobniutko zmielony puder dawał na twarzy bardzo naturalny i piękny efekt. Cudownie utrwalał makijaż. Generalnie ja jestem zakochana w tej marce i gdybym mogła, to większość moich kosmetyków posiadałaby logo Jane Iredale. Niestety marka jest bardzo słabo dostępna w Polsce, a poza tym, niestety..., ceny kosmetyków są dość wysokie, np. ten puder w pełnowymiarowym opakowaniu to koszt rzędu 230 zł.

GOSH - Podkład FOUNDATION PLUS
Niestety, tym podkładem zachwycona nie byłam. Miał mieć bowiem mega krycie (wszak to ponoć połączenie podkładu z korektorem) w lekkiej formule. Okazało się niestety, że krycie wcale nie jest duże, raczej przeciętne. Z kolorem niestety też nie trafiłam, bo za bardzo wpadał w żółte tony.

Vichy Dermablend 3D Correction - Podkład wyrównujący powierzchnię skóry
Ten gagatek natomiast krycie miał MEGA! Zakrywał dosłownie wszystko, niestety było to okupione ciężkością na twarzy, a cera przed nałożeniem musiała być bardzo dobrze nawilżona. Kiedy musiałam zakryć nieco więcej stosowałam go solo, ale kiedy nie potrzebowałam wielkiego krycia mieszałam go z podkładem GOSH o którym pisałam wyżej. Wtedy efekt był naprawdę niezły i co równie ważne bardzo trwały.

YONELLE - Metamorphosis CC Cream
Krem CC YONELLE to jeszcze pozostałość po lecie. Skończył mi się zaraz na początku września. Stosowałam go od maja przez całe wakacje praktycznie codziennie. Wydajność miał naprawdę świetną. Poza tym dawał naturalny efekt i ładne krycie, a co więcej bardzo dobrze wpływał na cerę. Myślę, że za rok również się na niego pokuszę :)


BIAŁY JELEŃ - Apteka Alergika - Dermatologiczne mydło naturalne 'Węgiel aktywny'
Cudowne mydełko! Idealne dla cery tłustej i zanieczyszczonej! Uwielbiam je! Jeszcze go nie zużyłam do końca, ale mimo wszystko, zostało mi opakowania, więc czym prędzej chciałam się z Wami podzielić moim zachwytem. To mydło jest lepsze niż nie jeden żel oczyszczający do twarzy! Świetnie oczyszcza cerę, usuwa zaskórniki i powoduje, że cera się nie przetłuszcza, a w dodatku jest antybakteryjne. Chyba śmiało mogę powiedzieć, że jest to najlepsze mydło dla cery tłustej, jakie miałam. Pokazywałam je jakiś czas temu na Facebook w pełnej okazałości :). 
Jego cena nie należy do wysokich, bo to ok. 9 zł, ale za takie działanie, to sprawa groszowa, więc bierzcie śmiało!

CIEN - White Flower's - Żele do pod prysznic
Generalnie żele się sprawdziły, tworzyły niezłą pianę, były wydajne i nie moglam narzekać. Ich zapachy jednak nie powalały, nazwałabym je poprawnymi. Biała tuberoza mi się podobała, ale słodka stokrotka już mniej. Jest to jednak kwestia gustu i żele mogę polecić.



Colgate, Sensitive with Sensifoam - pasta do zębów
Zazwyczaj do moich postów denkowych nie wrzucam past do zębów, ale dla tej zrobiłam wyjątek, bo jej opakowanie typu AIR-LESS jest świetne. Moim zdaniem wszystkie pasty do zębów powinny mieć takie opakowania. Nie ma problemów z wydobyciem zawartości, nie ma nieestetycznie zmiętych tubek i produkt jesteśmy w stanie zużyć do ostatniej kropli. Super!

Schwarzkopf BC Sun Protect - Odżywka w sprayu ochronna przed słońcem
To kolejny kosmetyk, który skończył mi się na początku września i był jeszcze wspomnieniem po lecie. To naprawdę świetny produkt, lekka mgiełka chroni przed słońcem, a jednocześnie nadaje włosom miękkości, lekkości i doskonale je wygładza. Nie obciąża i nie powoduje szybszego przetłuszczania się włosów. Generalnie polecam na lato!

Bionigree - Odżywka Nawilżająca Do Skóry Głowy i Włosów
O kosmetykach Bionigree już pisałam w osobnym poście. Najbardziej z całego zestawu spodobało mi się serum i szampon, odzywka zeszła troszkę na drugi plan, ale złego słowa o niej nie powiem. Najlepiej będzie, jeśli zaproszę Was do całej recenzji: <klik klik>.

Z.One Concept - Milk Shake Argan Oil - Ochronny olejek arganowy do wszystkich rodzajów włosów
Co prawda miałam tylko to maleńkie opakowanie tego olejku, ale mimo tego, jestem w stanie stwierdzić, że jest on rewelacyjny. Olejek arganowy na moje włosy działa naprawdę wspaniale, a i w tym przypadku to się potwierdziło. Zdecydowanie polecam i wiem, że jest to nie tylko moja opinia :)

HIMALAYA HERBALS - Odżywczy krem do twarzy i ciała
Ten krem nie zrobił na mnie pozytywnego wrażenia, bo w jego składzie znalazłam parafinę i z całą pewnością nie użyłabym go do twarzy. Wykorzystałam go do ciała i to opakowanie starczyło mi na jednorazową aplikację. Krem był i już nie ma. Żal mi nie jest ;)

LAB 5033 - Peeling do ciała
Ten peeling znalazłam w jednym z kosmetycznych box-ów. Pewnie sama bym go nie zakupiła, bo kosztuje ok. 40 zł, co jak na zwykły peeling solny jest dla mnie ceną nieco przesadzoną. No dobra..., nie był on znów taki zwykły, bo zawierał olejki i fajnie natłuszczał ciało, poza tym, ze peeling-ował, ale i tak nie zapłaciłabym za niego 40 zł ;) Cieszę się, że mogłam go wypróbować dzięki box-owi.


Avon Fleur - Woda perfumowana
Jest to całkiem przyjemny zapach i nawet trwały, nie jest co prawda oszałamiający, ale podobał mi się i nie nudził. Zapach jest owocowo-kwiatowy, bardzo wyważony, nie męczący. Idealny na lato, ja wykończyłam go na początku września, więc to kolejny produkt, który był wspomnieniem po lecie.

FA Soft & Control - Antyperspirant w kulce o zapachu lilii
Moim zdaniem to bardzo dobry antyperspirant. Dobrze chroni przed poceniem i nieprzyjemnym zapachem, ładnie pachnie i opakowanie jest bardzo ładne. Trochę się bałam, że upadnie mi na płytki i się stłucze, ponieważ opakowanie jest szklane, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Polecam!

La Roche Posay Effaclar K+ krem do cery trądzikowej
Tego kremu używałam w sytuacjach, kiedy miałam wysyp niespodzianek na twarzy i spisał się bardzo dobrze. generalnie polecam całą rodzinę Effaclar, nigdy się na tych kosmetykach nie zawiodłam!

URIAGE - Żel dermatologiczny do mycia twarzy
Bardzo spodobał mi się  ten żel do mycia twarzy, bo był delikatny i skuteczny. Szybko usuwał makijaż, zanieczyszczenia i sebum. Nie mam co do niego żadnych zarzutów i pewnie skusiłabym się na zakup pełnowymiarowego opakowania, gdyby nie fakt, że zakochałam się w węglowym mydełku od Biały Jeleń o którym pisałam na początku tego wpisu :)

Efektima Institut Algae-Lift - Hydrożelowa maska z efektem liftingującym
Z tej maski nie jestem zadowolona. Była ona strasznie źle wycięta, nie dopasowywała się do kształtu twarzy i generalnie ciężko było mi ja nałożyć. Poza tym, nie dawała żadnych efektów pielęgnacyjnych, co prawda, tuż po nałożeniu miałam uczucie ulgi i ukojenia na twarzy, ale myślę, że myło to związane tylko w chłodem i wilgocią jaką dawała. Po zdjęciu maski nie było żadnego efektu. Nie skusiłabym się na nią ponownie.


We wrześniu i październiku zużyłam także kilka masek w płachcie CREMORLAB i kilka innych, które znalazłam w beautybox-ach. Wyrzucam też opakowanie po płatkach kosmetycznych z Biedronki, które uwielbiam i jestem ich fanką.

Jak się przedstawiają Wasze zużycia?

DENKO WRZEŚNIA I PAŹDZIERNIKA 2017

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Ostatnio moje życie stanęło na głowie i brakuje mi czasu dosłownie na wszystko. Własnie to jest powodem mojej mniejszej aktywności na blogu. Zwyczajnie muszę przystosować się do nowej sytuacji i potrzebuję na to nieco czasu, ale wszystko jest na dobrej drodze. Małymi krokami staram się godzić różne sfery życia i nawet zaczęło mi to wychodzić. Do posta denkowego zbierałam się bardzo długo, bo zajęło mi to ponad trzy miesiące, ale postanowiłam w końcu się za niego zabrać, bo jeśli nie teraz, to nigdy ;).

Przez ostatnie trzy miesiące zużyłam sporo fajnych kosmetyków pielęgnacyjnych, ale trafiły się też takie, które nie specjalnie mnie do siebie przekonały. Kolorówki jest jak zwykle mało, ale na kolejnego denkowego posta szykuje się prawdziwa kolorówkowa bomba i szczerze mówiąc  trochę nad tym ubolewam.


Zacznijmy od szamponów które, jak na złość, skończyły się niemalże jednocześnie. Najlepsze wrażenie zrobił na mnie szampon O'Right, który nie na próżno znalazł się w ulubieńcach roku 2014. Jest on delikatny dla skóry głowy, jak również dla włosów. Nie plącze ich, ani nie wysusza, nadaje im miękkość i puszystość. Pięknie pachnie rumiankiem, a co najważniejsze, należy do kosmetyków ekologicznych! Niestety..., jego cena jest kosmiczna. Szampon BIOXSINE miał na celu zapobieganie wypadaniu włosów i o ile nie zauważyłam po nim tego działania, to okazał się świetnym, codziennym kosmetykiem do mycia włosów. Jego głównymi cechami jest delikatność dla skóry głowy i włosów, a także świetne działanie oczyszczające, oraz dobry skład. Jego cena też jest niczego sobie, więc z całym przekonaniem mogę go Wam polecić. Zużyłam także przeciwłupieżowy szampon  Oliprox z odzywką, ale ten nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia. Nie był zły, ale działania przeciwłupieżowego po nim nie zauważyłam. Co prawda, nie podrażnił skalpu, ani nie wpłynął źle na włosy, jednak stosunek jakości do ceny wyszedł ujemny. Teraz kolej na szamponowe miniprodukty. Odżywkę i szampon z aminokwasami od KIEHL'S wspominam bardzo pozytywnie, ale raczej nie potrafię wiele o nich powiedzieć, starczyły na zbyt krótko. Szampon i odżywka od Schwarzkopf z serii ESSENSITY natomiast, nie sprawdziły się zbyt dobrze. Niestety po ich użyciu moje włosy stawały się sianowate na końcach i zbyt obciążone przy nasadzie. Co więcej, szampon słabo się pienił i nie oczyszczał zbyt dobrze, był bardzo mało wydajny.
Bardzo pozytywne wrażenia zrobiła na mnie maska do włosów KALLOS - Keratin, która znalazła się na mojej liście najlepszych kosmetyków roku 2014. Moje włosy ją pokochały absolutnie pod każdym względem i nie tylko włosy, bo portfel także! Kolejny produkt do włosów, to serum SESSIO Argan Oil, czyli najprościej mówiąc: silikonowy olejek do włosów. On również stał się moim ulubieńcem w 2014 roku. Zarówno jego cena, jak i działanie, a także skład przekonują do zakupu!

Pożegnałam się również z pudrem do kąpieli od PAT&RUB z dodatkiem róży i rozmarynu. Ciężko było mi się z nim pożegnać, bo uprzyjemniał kąpiel niesamowicie dzięki swojemu aromatowi i właściwościom pielęgnacyjnym. Jedynym minusem było szorowanie wanny po każdym użyciu ;).


To pudełeczko z napisem ORGANIQUE, to moja własnoręcznie przygotowana maseczka z glinki ghassoul, która zrobiłam na warsztatach organique podczas pobytu w Gdyni na SeeBloggers. Nie będę jej zachwalać, bo powiecie, że jestem chwalipięta, ale wyszła mi całkiem nieźle ;) ;P.
Skończył mi się także sorbet do ciała AHAVA. Bardzo go lubiłam za jego lekkość, piękny zapach i działanie, do którego nie miałam żadnych zastrzeżeń. Masło do ciała OEPAROL natomiast, zrobiło na mnie tak złe wrażenie, że skończyło swój żywot, na czyszczeniu skórzanych torebek, butów i kanap ;).
O kosmetykach PROPOLIA już niedługo napiszę więcej. Zużyłam peeling gommage do twarzy i muszę przyznać, że byłam z niego bardzo zadowolona. Będę jednak czepialska i poskarżę się na zbyt małą pojemność i niewielką wydajność... .
Żel do mycia twarzy AVON Anew Vitale okazał się bardzo spoko, dobrze oczyszczał cerę, nie robiąc jej przy tym kuku, ale jakichś szczególnych właściwości nie zauważyłam, nic mnie w nim nie zaskoczyło.
Próbka peelingu do ciała Fennel ładnie pachniała, ale o działaniu nie jestem w stanie powiedzieć nic, bo ilość tej próbki była katastrofalnie mała ;)


O bałwanach od AVON z limitowanej, zimowej serii (żele pod prysznic) już pisałam, ale nie wspomniałam wtedy, że to "twarde sztuki". Nieźle się trzeba napracować i nawysilać, aby je wycisnąć. Opakowanie jest zbyt twarde.
Jedną z nowości w drogeriach są kosmetyki Petal Fresh. W moim denku pojawił się cytrusowy żel pod prysznic. Ogólnie rzecz biorąc, całkiem nieźle się sprawdził, ale co do zapachu to mam teraz pewne wątpliwości. Nie był zły, nawet całkiem ładny, ale spodziewałam się bardziej naturalnego aromatu, w tym było jednak coś sztucznego.
Stałym punktem w moich denkach są żele pod prysznic ISANA, nic w tym dziwnego bo ich działanie i cena jest rewelacyjna. Nie będę się rozwodziła nad nimi, bo zakładam, że chyba każdy je zna i sobie ceni.

Absolutnym zaskoczeniem była dla mnie pianka do mycia ciała STENDERS. Genialny wynalazek kosmetyczny! Gdyby nie cena, to zastąpiłabym nią wszystkie żele pod prysznic na mojej łazienkowej półce.


Niestety skończył mi się także olejek do kąpieli niemieckiej marki Opea. Był niesamowicie eteryczny i orzeźwiający, coś niesamowitego! Wystarczyła odrobina wlana do wanny, a cała łazienka wypełniała się rześkim aromatem. Zamierzam na niego znów zapolować.
Szampon Neutral nie bez powodu znalazł się obok żeli pod prysznic. To, że jest on bezzapachowy jest jasne, ale jego skład pozostawia wiele do życzenia. Nie lubiłam używać go do mycia włosów, bo skalp strasznie zaczynał mnie po nim swędzieć. Nieudacznik skończył, jako myjacz pędzli do makijażu. 
Mgiełki od AVON natomiast, używałam do odświeżania pomieszczeń, używania jej na ciało wolałam uniknąć ze względu na dużą zawartość alkoholu w składzie. Nie to, żebym jakoś szczególnie była jej przeciwna, po prostu tak już mam.
Zmywacz lakieru do paznokci ISANY wszystkie już z pewnością doskonale znacie, więc nie będę go znów zachwalać, powiem tylko tyle, że często gości w moim kuferku z lakierami.
Wykończyłam tez Effaclar DUO, który swego czasu bardzo mi pomagał w walce z trądzikiem, później stosowałam go tylko punktowo, a teraz już moja cera jest na tyle ładna, że nie muszę go używać :).
Odzywka do rzęs RevitaLash też dobiła dna, niestety... :/. W recenzji, zobaczycie jakie rewelacyjne efekty dała. Szkoda, że po zaprzestaniu używania, rzęsy wracają do stanu pierwotnego :/.


Nie myślcie sobie, że zużyłam całą buteleczkę lakieru Golden Rose, do malowania paznokci poszło ok 1/3 opakowania, reszta poszła na ukrycie rys w drzwiach, którymi niestety zajął się pies. Na szczęście kolor pasował idealnie. Póki co, do momentu kiedy kupię nowe, musi tak zostać. 
Serum naprawcze na okolice oczu ESTEE LAUDER okazało się dla mnie beznadziejne, więc musiałam się go pozbyć. Po użyciu piekły mnie oczy. Dobrze, że były to bezpłatne miniprodukty, bo jeśli wydałabym na nie kasę i to niemałą, to byłabym bardzo zawiedziona.
Mini buteleczka wody perfumowanej Givenchy Dahlia Divin wywołała u mnie pozytywne emocje. Zapach bardzo mi się spodobał.
Maskarę Isadora All Day Long Lash, bardzo lubiłam, bo dawała moim rzęsom wydłużenie i pogrubienie, a w dodatku była trwała i nie osypywała się. Efekt był świetny i dlatego wybaczyłam jej to, że ciągle kułam się w oko ostrą szczoteczką. Chętnie wrócę do niej ponownie.
Chińskie pędzelki do paznokci skończyły marnie, jak z resztą widać na załączonym obrazku. Dobrze, że kosztowały grosze ;).


O płatkach kosmetycznych z HEBE i saszetkowych próbkach nie będę się rozpisywać, ale uznałam, że zasługują, aby pokazać je na zdjęciu ;). To byłoby na tyle, więcej grzechów nie pamiętam.

Jak tam Wasze zużycia?

Przy okazji, chciałabym Was zaprosić na konkurs, który organizuje na Fan Page-u bloga. Do wygrania są profesjonalne kosmetyki do włosów od INDOLA. Nagroda, moim zdaniem, jest warta zachodu i mam nadzieję, że się skusicie. Do wygrania są trzy zupełnie różne zestawy!




Całusy babeczki :* :* :*

Denko ostatnich trzech miesięcy

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Szczoteczki do oczyszczania twarzy, stały się prawdziwymi hitami i obiektami pożądania dla kobiet. Coraz więcej marek, wprowadza je do swojego asortymentu. Nic w tym dziwnego, bo już zdążyłam się przekonać na własnej skórze, że są to fantastyczne urządzenia, które całkowicie zmieniają podejście do oczyszczania twarzy. Z nimi jest tak, jak z elektrycznymi szczoteczkami do zębów. Jak spróbujesz raz, to już nie wyobrażasz sobie powrotu do tradycyjnego mycia.
W dzisiejszym wpisie, przedstawię mechaniczną szczoteczkę do oczyszczania twarzy od Mary Kay, ale spróbuję też odnieść się do szczoteczek sonicznych i soniczno-mechanicznych, a także przedstawić różnice pomiędzy nimi.



Szczoteczka May Kay, zasilana jest bateriami typu paluszki, tymi tradycyjnymi, grubszymi AA. Jest wodoodporna, czyli nawet zanurzona w wodzie, będzie działać bez zarzutu. Jest to możliwe dzięki gumowemu zabezpieczeniu, które uniemożliwia przedostaniu się wilgoci do wnętrza urządzenia. Miałam okazję się o tym przekonać, bo przez moją nieuwagę, zostawiłam ją na całą noc zanurzoną w wodzie. Dopiero po przebudzeniu, zdałam sobie sprawę, że szczoteczka zaliczyła całonocną kąpiel. Jak się okazało, nic jej się nie stało i działa bez zarzutu do dziś.

EDIT: Po dwóch miesiącach od publikacji tego wpisu, szczoteczka MK przestała działać. Po rozkręceniu okazało się, że silniczek zaśniedział. Nie wiem, jakim cudem, bo wszystko wygląda na szczelne, a jednak... :/

Urządzenie wykonane jest z bardzo dobrej jakości tworzywa. Szczoteczka nie rozpadła się, kiedy uderzyła o płytki w łazience, a wymienianie baterii nie spowodowało uszkodzenia zamknięcia. Wykonana jest bardzo solidnie. Baterie w jej wnętrzu są usztywnione i nic się nie "majta". Jest również doskonale dostosowana do wygodnego trzymania w dłoni, nie wyślizguje się i ma ergonomiczny kształt.

Tworzywo z jakiego wykonane są szczoteczki oczyszczające, jest bardzo istotne. Musi być wysokiej jakości, gdyż w większości przypadków gwarancja obejmuje jedynie części elektroniczne, elektryczne i mechaniczne. Obudowa jest poza gwarancją producenta.

Miałam okazję, przekonać się o tym na własnej skórze, kiedy kupiłam swoją pierwszą szczoteczkę. Pokazywałam ją tutaj. Jakość tworzywa z jakiego została wykonana, pozostawia wiele do życzenia. Jest to słabej jakości plastik, nieodporny na uszkodzenia. Przekonałam się o tym, kiedy wymieniałam w niej baterie. Plastikowy zawias pękł i został tylko jeden. Teraz już nie jest taka odporna na wodę i tylko czekać, aż odpadnie drugi, a szczoteczka będzie bezużyteczna. Niestety, gwarancja producenta togo nie obejmuje. 


W zestawach ze szczoteczkami oczyszczającymi, jest często dużo różnych nakładek, od typowych szczoteczek, poprzez szczoteczki do peelingu, gąbki nawilżające, aż po nakładki do masażu. W zestawie ze szczoteczką Mary Kay są tylko dwie szczoteczki. Mi to nie robi żadnej różnicy, i tak używam tylko jednej szczoteczki. 
Nakładki Mary Kay różnią się miękkością włosia, biała jest twardsza niż różowa. Ja używam jedynie białej, bo mam cerę tłustą, różowa jest dla cer wrażliwych. 

Cały zestaw składa się z korpusu, dwóch nakładek ze szczoteczkami i dwóch baterii typu AA. Moim zdaniem, przydałaby się jej jeszcze podstawka, na której można by było ją postawić w łazience. Aktualnie moja szczoteczka, nie ma swojego stałego miejsca i to niestety, było powodem jej nocnego leżakowania w wodzie.


Jeśli jeszcze nie macie swoich szczoteczek, to pewnie jesteście ciekawe, jaka jest różnica pomiędzy szczoteczkami sonicznymi, a mechanicznymi.

Szczoteczki mechaniczne działają na zasadzie obracania się. Może być to jednostajny ruch obrotowy w jedna stronę, albo zmienny, czyli szczoteczka może obracać się o kilkadziesiąt stopni w prawo, a następnie o tyle samo stopni w lewo. Przykładem szczoteczek mechanicznych jest właśnie szczoteczka Mary Kay i ta sławna Biedronkowa, na która nie zdążyłam się załapać ;)


Szczoteczka Mary Kay obraca się non-stop w jedna stronę. Regulować można prędkość obracania się nakładki. Jest tryb szybki i wolniejszy. Ja używam tylko tego szybszego, gdyż wydaje mi się, że szybszy oczyszcza lepiej.

Szczoteczki soniczne nie obracają się. Ich działanie polega na mikro-drganiach. Mi to przypomina zasadę działania wibratora ;) One tylko drgają, a całą robotę związaną z robieniem kolistych ruchów, musimy wykonać same ;) Mój M. widząc moją pierwszą soniczną szczoteczkę, stwierdził, że kupiłam sobie jakiś dziwny rodzaj wibratora, co stało się obiektem długotrwałych żartów ;).
Przykładem szczoteczki sonicznej jest Bellissima (IMTEC), która była ostatnio bardzo promowana, przez sklep RTV EURO AGD.

Szczoteczki soniczno-mechaniczne wykonują zarówno ruch obrotowy, jak i wibracyjny. Przykładem jest sławna i swoją drogą bardzo droga szczoteczka Clarisonic, dostępna w perfumeriach Sephora. Ona poza wibracjami, wykonuje jeszcze ruch zmienno-obrotwoy, czyli przesuwa się o kilkanaście stopni w prawo, by zaraz przesunąć włosie o tyle samo stopni w lewo. Aktualnie jest ona moim wielkim chciejstwem.


Ja niestety nie miałam okazji zapoznać się z działaniem szczoteczki soniczno-mechanicznej, ale jeśli miałabym wybierać pomiędzy soniczną, a mechaniczną, to wybrałabym mechaniczną. Wydaje mi się, że jej działanie jest lepsze, bardziej oczyszczające i nie można sobie zrobić nią krzywdy.
Szczoteczka Mary Kay (mechaniczna) ma ograniczoną moc silniczka. Kiedy zbyt mocno przyciśniemy ją do skóry, to zaczyna zwalniać, a kiedy nacisk jest bardzo silny to się zatrzymuje. Wbrew pozorom, jest to bardzo pożyteczne. 
Szczoteczki sonicznej (np. Bellissima (IMTEC) nie da się spowolnić, nawet kiedy nacisk na skórę, jest bardzo silny, ona nie zwalnia. Nic nie jest w stanie jej zatrzymać, oczywiście poza odłączeniem od źródła zasilania ;) Ja tym sposobem zdarłam sobie naskórek z czoła... . Nie było to przyjemne i długo cierpiałam.
Oczywiście, może się zdarzyć, że szczoteczka soniczna, będzie miała czujnik nacisku, ale ja się z taką jeszcze nie spotkałam. O to, trzeba zawsze dopytać.

Przy szczoteczce mechanicznej, trzeba uważać natomiast na oczyszczanie skóry przy linii włosów, bo z racji tego, że ona się obraca ciągle w jedna stronę, to włosy mogą się w nią wkręcić ;)


Zapewne jesteście ciekawe, działania oczyszczającego szczoteczek. Powtórzę to, co już napisałam na początku tego wpisu: Nie wyobrażam już sobie, abym mogła wrócić do tradycyjnej metody oczyszczania cery!. Nie bardzo wiem, jak to opisać, ale możecie mi wierzyć, że oczyszczanie szczoteczką jest dużo bardziej dokładne i ma ono lekkie działanie złuszczające, co jest dla mnie bardzo istotne. Kiedyś używałam peelingów do twarzy codziennie, w tej chwili ograniczyłam to do jednego razu w tygodniu.
Szczoteczki można używać zarówno z żelem do mycia twarzy, jak i z pianką, a nawet mydłem. Z bardzo rzadkim żelem trzeba jednak uważać, bo może się rozprysnąć na wszystkie strony, po włączeniu szczoteczki ;)

Oczywiście są momenty, kiedy wstrzymuję się z używaniem szczoteczki, a to zdarza się wtedy gdy moja cera jest podrażniona, np. przez wysuszenie kosmetykami przeciwtrądzikowymi (np. Effaclar DUO), czy nadmierne przebywanie na słońcu. Wtedy ograniczam się do, użycia gąbeczki Konjac (o niej będzie osobny wpis).


Koszt szczoteczki do twarzy Skinvigorate™ Mary Kay, to na chwilę obecną 279 zł, ale możliwe, że zdarzy się na nią promocja. Dobrze mieć wtedy kontakt z konsultantką Mary Kay.


Mam nadzieję, że choć trochę rozwiałam Wasze wątpliwości względem szczoteczek oczyszczających i Wasz wybór będzie trafiony, oczywiście jeśli zastanawiacie się nad zakupem.
Jestem ciekawa, czy już macie swoje szczoteczki i jakie są Wasze wrażenia. Mam nadzieję, że podzielicie się nimi w komentarzach.

Buziole :*

Oczyszczanie twarzy szczoteczką - jaką wybrać?

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam trochę o nawilżającym kremie dla cery mieszanej od AHAVA, który świetnie się u mnie sprawdza podczas kuracji Effaclar-em DUO, o którym niedawno pisałam. Przy takiej kuracji, niezwykle istotne jest dobre nawilżenie skóry, a krem AHAVA sprawdził się w tej roli genialnie. Dlaczego? Zapraszam na dalszą część wpisu :)


OPAKOWANIE
No cóż, wygląd opakowania mówi sam za siebie. Jest minimalistyczne, utrzymane w spokojnej beżowo-brązowej kolorystyce. Jest piękne w swojej prostocie i to właśnie szalenie mi się podoba. Wygląda bardzo elegancko i luksusowo. Wykonane jest z wysokiej jakości tworzywa i dzięki temu nie sprawia żadnych problemów przy użytkowaniu. Słoiczek mieści standardowo 50 ml kremu.


KONSYSTENCJA
Taka jaką lubię, lekka, przyjemna i delikatna. Szybko się rozsmarowuje, nie smuży, błyskawicznie wchłania i nie pozostawia żadnej wyczuwalnej warstwy na skórze. Jest na tyle zwarta, że nie spływa podczas nakładania. 


KOLOR/ZAPACH
Kolor jest biały jak śmietanka, idealnie biały, a zapach świeży, przyjemny, jakby perfumowany.




SKŁAD


Krem AHAVA Essential Day Moisturizer jest dedykowany do stosowania na dzień, ale ja przyznam się bez bicia, że zdarza mi się stosować go również na noc. Nie doszukałam się filtra UV, oczywiście poza kompleksem Osmoter, który chroni skórę przed działaniem promieni słonecznych.
Krem daje perfekcyjne nawilżenie na długi czas. Stosuję go często pod mineralne podkłady i nawet  w tym przypadku daję świetne rezultaty. Dzięki niemu podkład nie podkreśla suchych skórek.
Bardzo istotne jest dla mnie, że nie ma absolutnie żadnego działania zapychającego, moja cera bardzo go lubi, ponieważ nie zawiera żadnych składników, które mogłyby jej zaszkodzić pod względem pogorszenia się jej stanu.
Jeśli chodzi o zmatowienie cery, to nie zauważyłam tego tak bezpośrednio po zastosowaniu, ale dzięki niemu moje tłusta skóra dłużej pozostaje świeża i nie świeci się tak szybko jak zazwyczaj. Mimo kuracji Effaclarem, nie mam problemów z nadmiernym przesuszeniem i złuszczaniem. Skóra jest miękka, gładka i ujędrniona. 
Właściwie nie znalazłam żadnej wady w tym kremie, absolutnie żadnej, może jedynie cena, ale w SuperPharm często pojawiają się promocje na produkty AHAVA, także da się przeżyć ;)


Muszę przyznać, że nie zawiodłam się jeszcze na żadnym z produktów tej marki i śmiało je polecam. Jeśli jesteście zainteresowane, to zajrzyjcie do innych moich wpisów dotyczących produktów AHAVA:




Buziole :*

AHAVA Essential Day Moisturizer - Combination Skin, czyli idealny krem dla cery mieszanej.

Joanna
,
Nadszedł czas na listopadowe denko, ten miesiąc zleciał mi jak z bicza strzelił. Czas mi przez palce ucieka. W listopadzie zdenkowałam przede wszystkim produkty, które były już właściwie zużyte, ale po mieszkaniu walały się prawie puste opakowania. Postanowiłam zrobić z nimi porządek.


Denko - Listopad 2013

Joanna
,