Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania nacomi, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania nacomi, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

Cześć Dziewczyny :)


Idealne kosmetyki do pielęgnacji ciała powinny mieć kilka obowiązkowych cech i choć dla każdego będą one inne, to u mnie takie produkty muszą spełnić trzy kryteria:
1. mieć doskonałe właściwości pielęgnacyjne;
2. jak najbardziej naturalne składy i
3. odznaczać się wyjątkowa przyjemnością stosowania (chodzi mi tu przede wszystkim o ich konsystencję i zapach, ale też o przyjemne dla oka i funkcjonalne opakowania).


Dziś właśnie, opowiem Wam o trzech takich wspaniałych produktach, które posiadają w sobie wszystkie te trzy cechy. Te kosmetyki wyszły z pod szyldu Nacomi, czyli lidera kosmetyków naturalnych na rynku polskim.

Miałam niewątpliwą przyjemność zapoznać się z musującą kulą do kąpieli o zapachu maliny, malinowym musem do ciała i balsamem z masłem Shea o zapachu piżma.


Musująca kula do kąpieli o zapachu maliny

Uwielbiam kule do kąpieli, choć nie korzystam z nich codziennie. Właściwie to tylko od święta, bo jest to jednak pewien luksus na który nie zawsze sobie można pozwolić, ale to właśnie czyni je wyjątkowymi. Kula Nacomi zawiera w sobie olejek z pestek winogron i masło Shea, a w dodatku pięknie pachnie malinami bez jakichkolwiek syntetycznych nut zapachowych, bo to kulka w pełni naturalna. Nie jest to zapach, który od razu zapełnia sobą całą łazienkę, pachnie raczej subtelnie, ale cudownie uprzyjemnia chwile w wannie. Ja taką przyjemność zostawiam sobie na specjalne okazje, wtedy gdy mam wygospodarowany czas na relaks i zajęcie się sobą, wtedy kiedy wiem, że nikt mi nie przeszkodzi. Uwielbiam przyglądać się temu, jak taka kulka się rozpuszcza w wodzie, niczym musująca pastylka. Później można się cieszyć zapachem i relaksować do woli..., ale to dopiero początek... . Po wyjściu z wanny, ciało jest wstępnie zadbane i obleczone cieniutką warstewkę olejku z pestek winogron i masła Shea, nie przeszkadza to jednak, aby pokusić się o użycie malinowego musu do ciała...

Cena kuli to 10,90 zł dostępna w sklepie NACOMI. Są jeszcze inne zapachy tych kul. Jeśli nie skusiły Was maliny, to może zrobią to zielona herbata, wanilia lub greckie aromaty? <klik klik>


Odżywczy Mus do Ciała - Malina

Niewielki, lekki słoiczek kryje w sobie prawdziwy skarb. Początkowo do tego produktu podchodziłam dość sceptycznie. Sądząc po lekkości słoiczka myślałam, że właściwie to takie 'nic'. Starczy na jedno użycie i tyle będzie z tego pożytku. Wielkie było moje zaskoczenie już po pierwszym użyciu! Konsystencja tego produktu to lekka pianka, która po kontakcie ze skórą, zamienia się w najprawdziwszy, natłuszczający i odżywczy olejek. Swoją drogą, zastanawiam się, jak z olejku (bo to właśnie olejki są głównymi składnikami tego produktu), można zrobić piankę? Nigdy bym na to nie wpadła! To właśnie czyni ten produkt wyjątkowym, bo łatwo jest zamknąć olejki w butelce, ale zrobić z nich piankę? Genialne!
To właśnie ta konsystencja jest taką przyjemnością, że mogłabym używać ten mus codziennie. Wyjątkowa przyjemność, a w dodatku pachnąca malinami!

Jest to produkt, który można używać na noc, bo zostawia po sobie tłustą warstwę na skórze, która nie wchłania się do końca, a jeśli już, to na pewno nie stanie się to szybko. Świetnie nadaje się również do masażu, bo daje fajny poślizg, który nie znika szybko. Trzeba tylko znaleźć kogoś (a wcale to nie jest takie proste), kto zechce nas wymasować, a przede wszystkim będzie to umiał zrobić.
Ja wmasowuję piankę (a właściwie mus) w ciało tuż po wyjściu z wanny i lekkim osuszeniu ciała ręcznikiem. Później już tylko piżama i malinowy sen :)

O właściwościach pielęgnacyjnych tego produktu chyba nie muszę już wspominać, bo masło shea, olej avocado, olej inca inchi, olej słonecznikowy, ekstrakt z jabłka, alkohol cetylowy i witamina E mówią same za siebie! Pełne odżywienie skóry, a jeszcze muszę dodać, że wbrew pozorom, jest to produkt niesamowicie wydajny!

Cena musu to 33 zł, a dostępny jest w sklepie NACOMI. Jeśli nie przekonał Was odzywczy mus malinowy, to może zrobi to nawilżące, słodkie ciasteczko, wygładzająca borówka, a może wyszczuplające mango? <kilk klik>


Balsam z masłem shea zapachu piżma

Balsam z masłem Shea, to produkt, który naprawdę warto posiadać i trzymać na stoliku nocnym. Jest tak uniwersalny, że bije na głowę wszystkie inne kosmetyki regeneracyjne. Nadaje się do wszelkich partii ciała, które są bardzo wysuszone, a osoby z bardzo suchą cerą mogą go również używać do twarzy. Świetnie nadaje się do masażu, a nawet do zabezpieczania końcówek włosów przed rozdwajaniem.
W mojej nocnej kosmetyczce jest to produkt obowiązkowy. Nic tak dobrze nie radzi sobie z przesuszonymi dłońmi ( w tym celu stosuję go najczęściej), jak balsam z masłem Shea. Wystarczy go wmasować w dłonie i pozostawić na noc. Najlepiej, jeśli mamy do dyspozycji bawełniane rękawiczki, wtedy gwarantuje, że dłonie będą rano, jak nowo narodzone! Świetnie natłuszcza i nawilża skórę, niweluje suchość i koi. Można je stosować nawet na podrażnienia.

Skład balsamu jest niezwykle prosty i naturalny: masło Shea (Karite), olej z avocado, Witaminę E oraz olejek eteryczny - mój pachnie piżmem (uwielbiam zapach piżma!), ale są również inne wersje zapachowe, takie jak: poziomka, wiśnia, zielona herbata i róża z jogurtem. <klik klik>

Balsam kosztuje zaledwie 17 zł, a jest to produkt niesamowicie wydajny, naturalny i wszechstronny!


Jeśli Wasza skóra jest przesuszona, brakuje jej odżywienia i domaga się regeneracji, to zdecydowanie polecam Wam te produkty! Posiadają one wszystkie cechy kosmetyków idealnych i za to Wam ręczę :)

Pachnąca pielęgnacja ciała z Nacomi - Musująca Kula, Malinowy Mus i Balsam z Masłem Shea

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

W zeszłym miesiącu beGlossy okazało się strzałem w dziesiątkę. Miałam nadzieję, że i tym razem będę niezmiernie zadowolona z zawartości i tak też się stało. Nie zawiodłam się, bo lutowy beautbox beGlossy spełnił moje najśmielsze oczekiwania. Hasłem przewodniu lutowego box-a jest 'Bliżej Natury', co sugeruje że w pudełku znajdziemy kosmetyki naturalne. Rewelacja!

W pudełku znalazłam 3 rewelacyjne, pielęgnacyjne kosmetyki pełnowymiarowe, kilka próbek, a także prezent.


NACOMI Naturalny peeling cukrowy do ciała
Produkt pełnowymiarowy - 100ml/16,50 zl 

Ten produkt bardzo mnie ucieszył. Bardzo lubię markę Nacomi za jej naturalne składy kosmetyków i piękne zapachy. Wcale nie zaskoczyło mnie to, że peeling przepięknie i intensywnie pachnie kawą. Ten zapach jest naprawdę mega naturalny i intensywny, wspaniały! Peeling jest niezłym zdzierakiem, ale nie można mu zarzucić tego, że mógłby podrażnić. Po zastosowaniu skóra jest pachnąca, gładziutka, delikatna i powleczona cieniutką warstwą masła Shea. 
W boxie znalazłam również kupon rabatowy (-20%) na kosmetyki Nacomi.


ORGANIQUE Balsam do ciała z masłem shea Czarna Orchidea
Produkt pełnowymiarowy - 100ml/34,90 zl 

Z tego produktu ucieszyłam się równie mocno. Markę ORGANIQUE również bardzo sobie cenię i zawsze zachwycam się pięknymi zapachami kosmetyków i równie pięknymi, naturalnymi składami. 
Balsam jest bardzo gęsty, ale pod wpływem ciepła skóry tworzy się z niego olejek. Taki odżywczy balsam jest idealny na zimę.  Na uwagę zasługuje jego przepiękny zapach. On jest genialny, to nie jest jakiś zwykły kwiatowy zapach, bo pachnie jak jakieś luksusowe perfumy. Mnie zachwycił i mogłabym ubierać w niego swoją skórę bez przerwy! <3


VIANEK Łagodzący tonik-mgiełka 
Produkt pełnowymiarowy - 100ml/34,90 zl 

VIANEK to marka, z którą jeszcze nie miałam do czynienia i bardzo się cieszę, że znalazła się w beGlossy i nareszcie mam okazję ją wypróbować. Przyjrzałam się dokładanie jej produktom i okazuje się, że wszystkie mają mega naturalne i przyjazne składy. Tonik już wstępnie przetestowałam. Ma on prześliczny, różany zapach i to w nim pokochałam. Ja uwielbiam różane zapachy, a ten jest wyjątkowo udany. Uwielbiam stosować ten tonik zawsze po wieczornym demakijażu!
W boxi-e znalazłam też próbkę (2ml) kremu odżywczego na dzień z ekstraktem z korzenia cykorii.


L'OREAL Maski Czysta Glinka
Próbki

Jeszcze nigdy tak bardzo nie ucieszyłam się z próbek. Chyba te bardzo reklamowane nowości L'oreal nieźle zawróciły mi w głowie. Byłam bardzo ciekawa, jak się sprawdzą. Już nieco na blogach się o nich naczytałam i tym bardziej chciałam je wypróbować. Zużyłam już zieloną z eukaliptusem i muszę przyznać, że jestem zadowolona. Niebawem zabiorę się za czarną z węglem. 

URIAGE Krem Eau Thermale i Roseliane Riche
Próbki

W boxie znalazły się dwie próbki z kremami do twarzy marki URIAGE. Póki co, jeszcze ich nie wypróbowałam. Niestety mają bardzo mikroskopijne pojemności. Szkoda.

NIVELAZIONE Dermatologiczny krem do rąk
Miniaturka

W beGlossy znalazł się również prezent w formie miniaturki dermatologicznego kremu do rąk od FARMONY. Całkiem fajnie, bo brakowało mi kremu do rąk, który byłby idealny do torebki. Taka niewielka tubka świetnie się do tego nadaje, a sam krem jest całkiem niezły. Szybko się wchłania i koi suche dłonie. 


Tak prezentuje się cały zestaw. Znajdziecie go, jak zwykle na www.beglossy.pl. Jeszcze jest możliwość zamawiania, ale radzę się spieszyć, bo tak dobre pudełka szybko się wyprzedają!


Pokaże Wam jeszcze coś naprawdę EXTRA! Wraz z lutowym box-em beGlossy dostałam dwa pełnowymiarowe produkty marki SeeSee. Ta niespodzianka, to prezent dla Ambasadorek beGlossy. Jakiś czas temu testowałam błotną maseczkę do twarzy tej marki i byłam zachwycona. Pisałam o niej tutaj.

Tym razem będę miała niewątpliwą przyjemność zapoznać się bliżej z błotną maską do ciała (którą z pewnością przetestuję również na twarzy) i masłem do ciała z minerałami z morza martwego.
Bardzo się cieszę! <3

Jestem wręcz zakochana w kosmetykach marki SeeSee! Niebawem dam Wam znać, jak się u mnie spisują, trzymajcie mnie za słowo! :)





beGlossy - Luty 2017 - Bliżej Natury!

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Czas tak szybko upływa, że zanim się obejrzałam, minęły kolejne dwa miesiące i znów musiałam opróżnić denkową torbę. Nawet nie spodziewałam się, że tak dużo się w niej nazbierało.
Chodźcie dalej i zobaczcie, jak wygląda moje denko z marca i kwietnia!


Kremowa emulsja do mycia - AA Creamy Butters Tucuma
Ten żel pod prysznic  oceniam bardzo pozytywnie. Jego zapach mi się bardzo spodobał, co prawda nie był wyjątkowy, ale bardzo przyjemny. Świetnie się pienił i doskonale oczyszczał nie powodując wysuszenia skóry. To już kolejne opakowanie, które zużyłam. Wszystko na PLUS!

Barnangen - Mildsommar Glow - Nawilżający żel pod prysznic i do kąpieli

Ten żel również okazał się bardzo przyjemny. Piękny zapach i przyjemna konsystencja uprzyjemniały użytkowanie. Jeśli chodzi o właściwości myjące również spisywał się doskonale, nie sądzę jednak, żeby nawilżał, choć z pewnością nie wysuszał.

Kosmetyki AA BABY GIRL - Delikatna emulsja do higieny intymnej

To bardzo delikatna emulsja, która spisywała się bardzo dobrze, choć słabo się pieniła, zdecydowanie słabiej niż wersja dla dorosłych. Stosowałam ją tylko na sobie, więc nie wiem, czy okazałaby się równie dobra w przypadku dzieci. Sądzę jednak, że tak, bo przecież to właśnie dla nich jest dedykowana.

GREENFROG BOTANIC - Żel do mycia ciała

Ten naturalny żel do mycia ciała był świetny, choć miał bardzo specyficzny ziołowy zapach. Muszę się przyznać, że był tak delikatny, że używałam go głównie do mycia twarzy. Sprawdzał się wyśmienicie, mimo tego, że docelowo przeznaczony był tylko do ciała. Nie wysuszał skóry, a mimo tego świetnie zmywał zanieczyszczenia i sebum.


My Curls Novex - Maska do włosów

Mimo, iż maska przeznaczona jest do włosów kręconych to i u mnie sprawdziła się rewelacyjnie. Bardzo dobrze regeneruje i nawilża włosy, a także ułatwia rozczesywanie. Włosy po użyciu są miękkie i delikatne w dotyku. Naprawdę byłam z niej bardzo zadowolona. 

PANTENE - Repair & Protect, 3 Minutes Miracle Deep Conditioner Odżywka do włosów

Jeśli chodzi o ta maskę, to jest bardzo ok. Jest wydajna, a jej konsystencja pozwala na efektywne rozprowadzenie jej na włosach. Faktycznie, nie potrzeba wiele czasu, aby zadziałała. Dobrze wygładza włosy i nie obciąża ich. Po jej użyciu włosy są miękkie i odżywione. Na pochwałę zasługuje też wygodne opakowanie i ładny zapach. 

GLISS KUR - Spray do włosów regeneracja w olejku

Ten spray uważam za bardzo poprawny, ale nie rewelacyjny. Był pomocny przy rozczesywaniu włosów, ale nie dawał spektakularnych efektów. Znacznie lepsza była mgiełka Cien z Lidla, która stoi obok :)

Cien - Mgiełka chroniąca włosy przed słońcem

Ta mgiełka pochodzi z edycji limitowanej kosmetyków Cien z Lidla z zeszłego roku. Uwielbiałam ją! Dzięki niej włosy doskonale się rozczesywały, nie elektryzowały się i były miękkie i lśniące. Naprawdę była doskonała! Szkoda, że nie ma jej w regularnej sprzedaży :(

Kamiwaza - Naturalny stymulator wzrostu włosów

Tą wcierkę znalazłam w jednym z kosmetycznych box-ów. Niestety wiele o niej nie powiem, gdyż jedno opakowanie nie wystarczyło mi na pełną kurację i nie zauważyłam spektakularnych efektów. Nie skreślam jej jednak, może kiedyś skuszę się na pełną kurację. Na chwilę obecna jednak mam zamiar przetestować wcierkę BANFI, bo nasłuchałam się o niej wiele rewelacyjnych opinii, więc KAMIWAZA musi poczekać ;)


Nacomi - Natural Sugar Peeling - Naturalny peeling do ciała z masłem shea

Z tego peelingu byłam zadowolona i choć trudno było go rozprowadzić na ciele, to robił dobrą robotę. Świetnie pelengował i pozostawiał ochronną, olejkową warstwę na skórze, poza tym ładnie pachniał. Warto też wspomnieć, że to produkt naturalny, więc tym bardziej godny zainteresowania!

O'Herbal - Orzeźwiający balsam do ciała z ekstraktem z werbeny

Bardzo lekki i świeży, a jednocześnie całkiem dobrze nawilżający balsam. Idealnie nadaje się na lato, chociaż mimo, że używałam go w chłodnych miesiącach, to nadal byłam zadowolona. Jego opakowanie również było bardzo ułatwiające stosowanie. Pompka nie zacinała się, a balsam był na tyle lejący, że bez problemu wydostawał się z butelki. Polecam szczególnie latem!

Uriage - Xemose Krem nawilżająco – kojący do twarzy  i ciała

Tego kremu używałam wyłącznie do ciała. Nie odważyłabym się nałożyć go na twarz, gdyż zawiera parafinę. Swoją drogą, nie rozumiem producentów, którzy jeszcze używają tego składnika, a tym bardziej w kremach, które kosztują nie mało. No cóż... czysty zysk ;)

Faberlic - Air Stream - Legendarny Tlen Balsam tlenowy

Ten balsam nazwałabym raczej nawilżającym żelem, ale z tlenem jednak ma on niewiele wspólnego. Kosmetyków tlenowych nie powinno przechowywać się w plastikowych opakowaniach, więc wątpię, aby tlen w nim zawarty mógł coś zdziałać. Generalnie z tego produktu nie byłam szczególnie zadowolona i choć go wykorzystałam, to nie było żadnej rewelacji. 

Oillan Baby - Krem pielęgnacyjny do twarzy i ciała

Ten krem zasługuje na pochwałę. Bardzo dobrze koi  podrażnioną i wysuszoną skórę. Szybko się wchłania i zapobiega przesuszeniu skóry. Nie jest tłusty, ale zostawia przyjemny film na skórze, który zapobiega przesuszeniu. Generalnie krem godny polecenia, nie tylko dla dzieci.

BUST UP - Serum ujędrniające biust

Niestety to serum używałam bardzo nieregularnie, więc nie mogę o nim powiedzieć w zasadzie nic. Jest bardzo lekki i przyjemnie się rozprowadza na skórze, ale pod koniec opakowania nie da się wydobyć reszty produktu za pomocą pompki, ja poradziłam sobie patyczkiem kosmetycznym. Serum ma działanie nawilżające i tylko to zauważyłam.

SheFoot - Krem do Stóp Intensywne Nawilżanie i Wygładzanie

To bardzo wydajny krem, który świetnie działa. Ma lekką konsystencję i szybko się wchłania. Bardzo dobrze nawilża i odżywia skórę stóp. Przy regularnym stosowaniu można zapomnieć o zrogowaciałym naskórku i zgrubiałej skórze na piętach. Jedynie opakowanie nie jest dopracowane, bo ciężko wydobyć z butelki końcówkę kremu. 

Lirene Dermoprogram - Stop Pękającym Piętom krem do stóp 5 w 1

Miałam tylko próbkę tego kremu, więc na dłuższą metę się nie wypowiem, ale stosowanie było bardzo przyjemne. Konsystencja tego kremu nie należała do wyjątkowo lekkich, krem był trochę tłusty, ale dawał ulgę i przyjemność po posmarowaniu. Myślę, że warto się skusić na pełnowymiarowe opakowanie. 

Nivelazione - Dermatologiczny krem regenerujący do rąk i paznokci

Niestety, jeśli chodzi o ten krem, to nie zauważyłam żadnego efektu stosowania. Z całą pewnością nie ma on nic wspólnego z regeneracją. Właściwości nawilżających też nie ma szczególnych. Posiada lekką i przyjemna konsystencję, ale niestety nic poza tym.


Efektima Institut Algae-Lift - Hydrożelowa maska z efektem liftingującym
Maska była niestety strasznie źle wycięta, nie dopasowywała się do kształtu twarzy i generalnie ciężko było mi ja nałożyć. Poza tym, nie dawała żadnych efektów pielęgnacyjnych, a tym bardziej liftingujacych, co prawda, tuż po nałożeniu miałam uczucie ulgi i ukojenia na twarzy, ale myślę, że myło to związane tylko w chłodem i wilgocią jaką dawała. Po zdjęciu maski nie było żadnego efektu. Nie skusiłabym się na nią ponownie, chyba że tylko dla efektu chłodzącego.

O' Herbal - Płyn micelarny dla cery wrażliwej z ekstraktem z tymianku


Sylveco - Hibiskusowy Tonik do Twarzy

Nie szczególnie lubię żelowe toniki i płyny do demakijażu, ale ten był wyjątkiem. Przyznam się, że go uwielbiałam!  Dawał cudowne ukojenie na skórze i to na długi czas, ale nie pozostawiał po sobie żadnego filmu. Ładnie pachniała, a co równie ważne był kosmetykiem naturalnym

BEE GOOD - HONEY & PROPOLIS 2in1 Krem myjący

To była tylko próbka, ale jakoś nie specjalnie się u mnie sprawdziła. Niezbyt dobrze radziła sobie ze zmywaniem makijażu, nawet lekkiego i pozostawiała po sobie film na twarzy. Takie kremy, to chyba jednak nie dla mnie ;)

Pierre de Plaisir - Żel do kamieni peelingująco-myjących

Pisałam Wam kiedyś o kamieniach myjących <kilk klik>. To mydełko służyło właśnie do ich nasączania. Te kamienie nie tylko myją, ale świetnie peelingują. Można ich używać do twarzy i cała. Więcej przeczytacie w poście archiwalnym, więc zapraszam. Znajdziecie tam tez link do sklepu Pierre de Plaisir.

Buna - Szałwia - Krem do skóry tłustej i mieszanej na dzień i na noc

Ten krem jest z gatunku "TANIE A DOBRE". Naprawdę świetnie się sprawdził na mojej tłustej skórze. Doskonale nawilżał i nie zapychał. Byłam z niego bardzo zadowolona i z pewnością jeszcze do niego wrócę. Generalnie bardzo polubiłam kosmetyki marki Buna i szczerze je Wam polecam. Są naprawdę skuteczne i niedrogie.

Cashee Naturals - Serum regenerujące Róża i Dynia

 Lubiłam to serum stosowań na noc pod krem. Sprawdziło się naprawdę bardzo dobrze. Rano cera była zregenerowana, wypoczęta i miała zdrowy koloryt. Muszę przyznać, że było bardzo wydajne i miało bardzo ciekawy i przyjemny zapach.


RevitaLash - Kuracja stymulująca wzrost rzęs

Tą odżywkę do rzęs używałam już bardzo dawno temu. Opakowanie znalazłam niedawno w odmętach mojej kosmetyczki, ale postanowiłam, że umieszczę je w tym denku przed wyrzuceniem, aby przypomnieć sobie piękne efekty, jakie dzięki tej odżywce uzyskałam. Zobaczcie same tutaj!
 
Sleek MAKE UP - Paletki cieni do powiek

Bardzo lubię paletki Sleek-a, najbardziej Au Naturel i Oh So Special i to właśnie one zostały bohaterkami tego denka. Oczywiście nie zużyłam wszystkich cieni do końca, ale zostały tylko niedobitki, których rzadko używałam i przeniosłam je do innej palety. Z opakowaniami się żegnam ;)

Lily Lolo - Korektor mineralny

Kosmetyki mineralne, a tym bardziej korektory są chyba nie do wykończenia, a jednak... :D ten korektor dobrze krył cienie pod oczami, nie wysuszał delikatnej skóry i  nie podkreślał zmarszczek. Byłam z niego bardzo zadowolona.

EOS - Sztyft do ust

Ten sztyft do ust wyjątkowo mi nie podpasował. Mięta to chyba jednak nie dla mnie. Niestety nie zdołałam go zużyć. Nie mogłam znieść tego chłodnego szczypania ust miętą. To dla mnie jednak zbyt wiele ;)

INGLOT - Płyn DURALINE

Kultowy Duraline, nigdy się nie kończył, aż w końcu się skończył i muszę kupić kolejne opakowanie. Ma on tyle zastosowań, że nie da się ich zliczyć. Dzięki niemu można uzyskać każdy kolor eyelinera, wystarczy tylko cień do powiek. Można nim również zregenerować tusz do rzęs, albo zastosować go, jako niezniszczalną bazę pod makijaż i wystarczy tylko kilka kropli. Ciężko było mi się z nim pożegnać, ale niestety nie dało się tego uniknąć. Czas na kolejne opakowanie!

Decoderm - Diva DD Cream - Krem DD pod oczy

Tego gagatka nie zdążyłam zużyć do końca. Dawał bardzo fajny efekt, bo dobrze krył i pozostawiał skórę gładką i aksamitną, ale jego wadą było to że był napakowany silikonami po same brzegi. Używałam go bardzo rzadko, aż sie przeterminował. Bye bye..

Paese - Lush Satin - Wygładzający podkład z koktajlem witamin

Z tym podkładem współpracowało mi się całkiem dobrze, choć nie był idealny. Doskonale się rozprowadza i stapia się ze skórą, więc nie tworzy efektu maski i wygląda bardzo naturalnie. Jeśli chodzi o krycie, to jest całkiem niezłe, choć większych niedoskonałości nie przykryje idealnie. 
Nie za bardzo spodobał mi się jego zapach, kojarzył mi się z jakimś lekarstwem w syropie z dzieciństwa, ale da się do niego przyzwyczaić i później już tak nie drażni. Jeśli chodzi o trwałość to nie jest z tym zbyt dobrze, ale jeśli go przypudrujemy, to daje radę. Generlnie całkiem na plus

Jane Iredale - Smooth Affair Facial Primer & Brightener - Rozświetlająca i wygładzająca mineralna baza pod podkład

Uwielbiam kosmetyki Jane Iredale , ale ta baza jednak nie była wyjątkowa. Miałam wręcz wrażenie, że makijaż trzyma się po jej użyciu krócej niż bez. Opakowanie zużyłam do końca, ale była to tylko próbka, więc to żaden wyczyn ;)


W amrcu i kwietniu, jak zwykle z resztż zużyłam też kilka próbek i płatki kosmetyczne, ale nie bedę się już rozpisywać ;)
Jak tam Wasze denka?

Denko marca i kwietnia 2018

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Ostatnio z postami denkowymi było u mnie słabo i to wcale nie dlatego, że nic nie zużywałam, ale jakoś nie umiałam się do nich zabrać. Tym razem jednak postanowiłam zrobic denko na czas i oto ono! Maj zaowocował całkiem nieźle i zużyć jest sporo. Jak zwykle największa część denka to produkty pielęgnacyjne do włosów i ciała, ale znalazło się w nim też kilka innych przyjemniaczków.


Ten dziwny słoik na pierwszym planie, to mój własnoręcznie robiony, solny peeling, który przygotowałam na warsztatach w hotelu SoundGarden. Postawiłam wtedy na zapach, który był bardzo intensywny. Zużyłam również trzy mini produkty Schwarzkopf. Szampon z linii Essensity był tak beznadziejny, że cieszę się, że to była tylko próbka. Szampon Oil Miracle z olejkami z róży natomiast, uwielbiam i to nie tylko za zapach! O olejku silikonowym nie chcę się jakoś szczególnie wypowiadać, bo zwyczajnie było go zbyt mało, ale nie narzekałam na niego. 
Maska do włosów GO Cranberry była bardzo dobra, złego słowa na nią nie powiem. Oprócz działania, ważne jest dla mnie jej naturalny skład. Skończyła mi się również próbka maski do włosów PROSALON Argan Oil z majowego byGlossy. Dobrze, że znalazła się w pudełku, bo teraz wiem, że nie warto wydawać na nią kasy. Z moimi włosami nic szczególnego nie zrobiła.
W maju zafarbowałam sobie również włosy. Jak zwykle postawiłam na Casting-a od L'oreal. Tym razem uwiódł mnie odcień: Syrop Klonowy.
Z szamponu z koniem początkowo byłam zadowolona, ale po jakimś czasie moje włosy się na niego zbuntowały i odstał swoje na łazienkowej półce. Ostatecznie skończył jako myjacz pędzli ;)


Zużyłam również pięć żeli pod prysznic. Żel APN dostałam w prezencie, ale nie przypadł mi do gustu. Co prawda, mył i pienił się dobrze, nie zauważyłam też, aby wysuszył skórę, a i pachniał całkiem sensownie, problem w tym, że był maksymalnie napakowany chemią i wszystkimi możliwymi parabenami. Żele rossmanowskiej ISAN-y zna chyba każdy i nikt nie narzeka. Ja też nie narzekam. Żel TBS Smoky Poppy bardzo przypadł mi do gustu. Początkowo byłam zdziwiona tym makowym zapachem, ale ostatecznie bardzo go polubiłam. O żelach z AVON-u pisałam już wielokrotnie. Mimo, że nie są szczególnie przyjazne skórze, to lubię je za zapachy i czasem po nie sięgam.


Wykończyłam tez trzy mazidła do ciała. Lekki balsam do ciała Dresdner Essenz o zapachu piwonii był cudowny i genialnie działał na skórę, a w dodatku to produkt naturalny. Szkoda, że się skończył. 
Masło do ciała FLOS_LEK używałam tylko na noc i też je sobie chwalę. Świetnie nawilżało i odżywiało skórę. Malinowy mus do ciała NACOMI również był świetny. To jakby olejki zamienione w mus, bo w kontakcie z ciepłem ciała mus zamieniał się w olejek.

Skończyły mi się też dwa moje ulubione olejki do twarzy. Serum Kiehl's i olejek Evree (ten niestety załapał się tylko na zdjęcie główne ;)). Różni je astronomiczna różnica cenowa, ale jeden i drugi świetnie się u mnie sprawdziły. Oczywiście wybór zależy od zasobności portfela. Jeśli mój portfel nie miałby dna, to z pewnością wybrałabym Kiehl's, bo wart jest swojej ceny, ale na Evree też nie mogę powiedzieć złego słowa. Nie bez powodu znalazł się w najlepszych kosmetykach roku 2014.


Ukraiński żel do mycia twarzy na wodzie szungitowej sprawdzał się całkiem nieźle, ale zachwytów nie było, chociaż ten szungit (tak mały węgielek, który pływał w żelu) mnie fascynował. Wyjęłam go z butelki po zużyciu kosmetyku i gdzieś przepadł. Bardzo dobre wrażenie wywarł na mnie micelarny żel do mycia twarzy GoCranberry. Taki niepozorny, delikatny, nie pieniący się, a działał genialnie. Makijaż zmywał w mgnieniu oka, a dla skóry był niebywale delikatny! Polecam :)


W maju postanowiłam sobie, że zużyję wszystkie próbki podkładów, jakie posiadam. Tak też zrobiłam. Ostatecznie zdecydowałabym się na zakup jedynie podkładu INFALLIBLE od L'oreal, ale jeszcze to przemyślę. Dobrze się w nim czułam, ale odcień był trochę za ciemny. 
Skończyły mi się również perfumy Avon - City Rush Glamour. Bardzo lubiłam ten zapach! Próbki perfum Rouge Bunny Rouge natomiast, nie zrobiły na mnie pozytywnego wrażenia. Może dlatego, że to próbki, a po tak małej ilości ciężko ocenić zapach.

Pudełko po rzęsach FLEXIBANDS Everlash powinno znaleźć się tutaj już dobrych kilka miesięcy temu, bo rzęsy choć piękne, to przy zdejmowaniu o nich zapomniałam i zostawiłam na umywalce w hotelowej łazience. Niestety, przepadły..., a o pudełku zapomniałam i trochę przeleżało w szufladzie.

Z kolorówki zużyłam także transparentny sypki puder mineralny FLAWLESS MATTE od Lily Lolo. Byłam z niego bardzo zadowolona, bo świetnie matowił moją przetłuszczającą się cerę. 

To już wszystko, a jak tam Wasze zużycia?

DENKO - Maj 2015

Joanna
,