Nie ma życia bez bzykania ;)

38 Komentarzy

Cześć Dziewczyny :)

Zapewne słyszałyście już o nowościach kosmetycznych na polskim rynku, czyli o kosmetykach z jadem pszczelim Bee Pure. Ja zapoznaje się z nimi już od dłuższego czasu i dziś, chciałabym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami i odczuciami na ich temat. Będę miała, również dla Was, bardzo pozytywną informację, ale o tym na końcu wpisu.

Najbardziej innowacyjnym, a jednocześnie ciekawym składnikiem zastosowanym w kosmetykach BeePure jest jad pszczeli. W kosmetyce jest on wykorzystywany od niedawna, ale swoje zastosowanie znalazł już wcześniej w lecznictwie, a naukowcy ciągle pracują nad możliwością wykorzystywania go, nawet w leczeniu nowotworów. 
Pewnie jesteście ciekawe, jak jest pozyskiwany. 
Do pozyskiwania czystego jadu służy specjalny przyrząd, który wytwarzając bodźce elektryczne, powoduje, że pszczoły żądlą podłożoną pod elektrodami nylonową tkaninę. Po zaschnięciu zeskrobuje się jad z tkaniny do hermetycznie zamykanego naczynia, gdzie można przechowywać go przez dłuższy czas (źródło). Dla pszczół nie jest to zagrożeniem, gdyż nie tracą one żądła i mogą spokojnie dalej bzykać.

Wracając do kosmetyki, jad pszczeli ma działanie przeciwzmarszczkowe i dzięki temu pozwala zachować młody wygląd na dłużej. Apitoksyna (tak fachowo określa się jad pszczeli)  intensywnie stymuluje syntezę kolagenu i elastyny, dzięki czemu napina i ujędrnia skórę oraz pomaga zachować jej sprężystość. Co więcej, działa regenerująco na skórę redukując mikrouszkodzenia.

Oczywiście, ze względu na jad pszczeli, kosmetyki są przeznaczone tylko dla osób, które nie są na niego uczulone. Zanim jeszcze zastosowałam kosmetyki BeePure, myślałam, że powstaną jakieś opuchnięcia, ale nic takiego się nie stało. Działają one tylko na poziomie komórkowym i dla ludzkiego oka, to działanie jest niezauważalne.

Nie będę dokładnie opisywać, tego co obiecuje producent, ani tego jakie działanie mają poszczególne składniki kosmetyków BeePure. Jeśli Was to interesuje, to zapraszam na stronę dystrybutora, gdzie wszystko jest dokładnie opisane.

Inne składniki aktywne, zastosowane w kosmetykach BeePure to miód manuka, olej jojoba i aloes, a także 24 karatowe złoto (tylko serum).

Cała linia kosmetyków składa się z trzech produktów:

Wszystkie trzy produkty, wyprodukowane są w Nowej Zelandii.




znajduje się w wysokiej buteleczce z pompką, która bardzo ładnie i elegancko się prezentuje. Połączenie złota i czerni, zawsze kojarzy się luksusowo. Opakowanie jednak nie jest idealne i teraz będę się czepiać.
Pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę, to tworzywo z jakiego została wykonana. Byłam pewna, że będzie szklana, a okazało się, że jest plastikowa. To właśnie ten plastik, zaburzył moje dobre wrażenia estetyczne. Moim zdaniem, buteleczka powinna być szklana, co w przypadku kosmetyków wysoko-półkowych jest niemal obligatoryjne. Druga sprawa, to pompka z którą zupełnie się nie polubiłam. Nie wiem, czy dobrze zrozumiecie to, co chcę przekazać, więc powiem wprost, pompka "pluje". Podczas nacisku stawia opór, a gdy przyciskamy ją mocniej, to się poddaje i wypluwa z siebie serum z impetem.  W efekcie serum trafia nie tylko w to miejsce gdzie miało się znaleźć, ale też wszędzie dookoła. 
Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi?

Dość już narzekania, przejdźmy do działania.

KOLOR: złoty;
ZAPACH: delikatny, nie perfumowany. Ciężki do określenia, dla mnie zupełnie obojętny;
KONSYSTENCJA: lekka, dość rzadka, ale spójna, nie rozlewa się i nie spływa. W serum pływają drobinki złota.


Serum używam tylko na dzień, czasem solo, ale często pod makijaż. Tuż po nałożeniu serum na twarz, czuję fajne odświeżenie. Jest to naprawdę bardzo przyjemne, przy kilku pierwszych aplikacjach odczuwałam nawet przyjemne mrowienie.
Jak już pisałam wcześniej, serum posiada w sobie drobinki złota, które osadzają się na skórze i dają efekt rozświetlenia. Ja mam cerę tłustą i ten efekt raczej nie jest mi potrzebny, ale myślę, że w przypadku cery szarej, zmęczonej, byłby pomocny. 
Serum doskonale nadaję się pod każdy podkład, jeszcze nie zdarzyła mi się sytuacja, aby coś nie zagrało pod tym względem. Szybko się wchłania i pozostawia po sobie pewien rodzaj filmu na skórze, ale mimo to, cera się nie błyszczy.
Po aplikacji, odczuwalne jest to, że skóra jest nieco napięta, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
O efektach długofalowych, opowiem przy opisywaniu kremu/maski, gdyż stosowałam te kosmetyki jednocześnie. Serum na dzień, a maskę na noc.


SERUM DO TWARZY
Pojemność: 30 ml
Cena: 209 zł




Znów zacznę od opakowania, które prezentuje się bardzo elegancko. Kolorystyka czerni i złota zawsze bardzo mi się podobała i kojarzyła z pełnym luksusem. Nie mogę pominąć faktu, że słoiczek jest plastikowy, a moim skromnym zdaniem, powinien być szklany.

KOLOR: ecru;
ZAPACH: delikatny, ale wyczuwam w nim lekko kwiatowe nuty. Dla mnie, ten zapach jest bardzo przyjemny;
KONSYSTENCJA: treściwa, zbita, można by nawet powiedzieć, że toporna, ale..., serum świetnie się rozprowadza na skórze i nie bieli jej. Szybko się wchłania i nie świeci się. Mimo swojej treściwej konsystencji, nie zapchał mnie, ani nie spowodował wysypu pryszczy na mojej tłustej i skłonnej do zanieczyszczeń cerze.
Krem jest bardzo wydajny!

Zapewne zastanawia was słowo "maseczka", mnie tez to zastanawiało, ale okazuje się, że ten produkt równie dobrze sprawdza się zarówno jako maseczka, jak i krem. Ja używałam go, jedynie jako kremu. Na maseczkę, było mi go zwyczajnie szkoda, aż taka rozrzutna nie jestem ;)


Kremomaskę używam wyłącznie na noc, chociaż pewnie z powodzeniem mogłabym używać jej również na dzień. Mimo wszystko, zarezerwowałam dla niej noc, bo dzień jest dla serum ;).
Tuż po aplikacji i to za każdym razem, czuję na twarzy mrowienie i odświeżenie (jakby chłodzenie), swoją drogą, bardzo przyjemne uczucie. Ten efekt utrzymuj się przez kilka minut, po czym znika. Jeśli nałożę krem na podrażnioną skórę, to uczuwam dość silne szczypanie, ale ono przechodzi po kilku chwilach. Nie będę Wam opisywała, jakie wrażenia mam po godzinie, dwóch, czy trzech od nałożenia, bo zwyczajnie tego nie wiem. Wtedy śpię, ale wiem co jest rano :D
Skóra jest wyraźnie napięta (tak przyjemnie napięta) i  jędrna.

Działanie długofalowe.
Wierzcie mi lub nie, ale to co zauważyłam jest genialne! Pamiętacie, jak narzekałam na zmarszczki mimiczne od marszczenia czoła? No właśnie! One się zmniejszyły! Jeszcze je widać i chyba tak na zawszę się ich nie pozbędę, bo czoło marszczę bez przerwy, ale... te zmarszczki są teraz fantastycznie spłycone! Mam nadzieję, że ten efekt utrzyma się jak najdłużej!


MASECZKA DO TWARZY
Pojemność: 50 gram
Cena: 259 zł




Ostatnim produktem jest krem na okolice oczu, którym jestem absolutnie zachwycona i uważam, że jest wart każdej złotówki! 
W jego przypadku, już nawet nie przeszkadza mi plastikowe opakowanie. Jest genialny i szalenie wydajny. Ja zazwyczaj zapominałam o pielęgnacji okolic oczu, raz nałożyłam krem, innym razem nie, a to dlatego, że nie widziałam jakichś szczególnych efektów działania i myślałam, że nie jest mi on niezbędny. Dzięki BeePure, to się zmieniło i teraz nie wyobrażam sobie pójść spać bez nałożenia kremu na okolice oczu. Rano zdarza mi się o tym zapomnieć, ale na noc robię to obowiązkowo.


KOLOR: biały;
ZAPACH: delikatny, ale ciężki do określenia. Dla mnie, ten zapach jest obojętny, mogłabym go nawet nazwać "bezzapachowy";
KONSYSTENCJA: lekka, kremowa, a jednocześnie bardzo bogata. Świetnie się rozprowadza na skórze, początkowo trochę bieli, ale to tylko przez pierwsze sekundy. Krem jest szalenie wydajny, to co pokazałam na zdjęciu, starczyłoby na 3-4 aplikacje.


Działanie kremu jest cudowne. Tuż po aplikacji, czuć odświeżenie i ukojenie, takie lekkie chłodzenie. Nie nie szczypie, nawet jak krem dostanie się do worka spojówkowego. Jest bardzo delikatny!
Już po pierwszym zastosowaniu wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę. Na dłuższą metę, skóra wokół oczu jest doskonale nawilżona i ujędrniona, przyjemnie napięta, a worki pod oczami przestały istnieć. Nie ma też cieni, spojrzenie wygląda na wypoczęte i promienne. Jest to zdecydowanie najlepszy krem pod oczy, jaki do tej pory miałam okazję stosować.


KREM POD OCZY
Pojemność: 15 gram
Cena: 179 zł


Podsumowując
BeePure wywarło na mnie ogromne, pozytywne wrażenie. Krem pod oczy jest genialny i polecam każdemu. Kremomaseczka również jest bardzo przyjemna i używa jej się z wielką przyjemnością. Nieco gorsze odczucia mam do serum, ale to pewnie dlatego, że te złote drobinki nie specjalnie dobrze wyglądają na mojej skórze, no i ta pompka mnie trochę rozczarowała. Przyczepiłam się do plastikowych opakowań  i uważam, że szklane byłyby dużo lepsze. Skoro i tak, kosmetyk kosztuje ok. 200 zł za sztukę, to dopłacenie tych kilku, czy kilkunastu zł za szklane opakowanie, nie zrobiłoby dużej różnicy.

Teraz dobra informacja dla Was!
Dystrybutor kosmetyków BeePure, na rynku polskim, czyli firma BeeYes, dobrze wie, że ciężko jest się zdecydować na kosmetyk mało znany i to jeszcze w dość wysokiej cenie (chociaż cena, to zawsze kwestia indywidualna), dlatego też macie możliwość, zupełnie za darmo, przetestować te kosmetyki na własnej skórze.

Wszystkie osoby, które zarejestrują się w sklepie BeeYes.pl, dostaną do przetestowania próbki kosmetyków w 3 mililitrowych słoiczkach!

Wysyłka próbek jest gratis!

Próbki kosmetyków od BeeYes- regulamin
1. Darmowe próbki kosmetyków Bee Pure dostępne są wyłącznie dla zarejestrowanych Klientów. Aby zamówić próbki, proszę zarejestrować się na stronie www.BeeYes.pl 
2. Zamawiać można tylko jeden zestaw próbek dla jednego Klienta– firma BeeYes zastrzega sobie możliwość nie wysłania próbek, jeśli będzie ten sam adres dostawy. 
3. Wysyłka próbek będzie zrealizowana tylko dla tych Klientów, którzy poprawnie wypełnili adres dostawy. 
4. Wysyłka próbek jest realizowana za darmo Pocztą Polską. 
5. Oferta ważna do wyczerpania zapasów próbek.


Kiedy już zakochacie się w działaniu kosmetyków BeePure, to możecie je kupić z 15% rabatem na hasło: joanna-interestingdetails

Skorzystacie z możliwości przetestowania? ;)

Buziaki :*
Nowszy postNowszy post Poprzedni postStarszy post Strona główna

38 komentarzy:

  1. Bardzo mnie zaciekawiłaś tymi produktami :) Widziałam je wcześniej , ale nie sądziłam że są aż tak dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawią mnie mocno te kosmetyki, ale ich ceny są wysokie ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ceny wysokie, ale możesz przetestować je na własnej skórze, zupełnie za darmo i przekonać się, czy są swoich cen warte :D

      Usuń
  3. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tych kosmetykach, ale bardzo mnie zaciekawiły. Idę pooglądać ich stronę i mam nadzieję, że nie jestem uczulona na jad ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze cię pszczoła nie użądliła? haha farciara ;)

      Usuń
    2. Tylko jak byłam malutkim dzieckiem. Wtedy nic mi nie było, nie wiem jak teraz ;)

      Usuń
    3. no tak, musisz zrobić test na kawałku skóry, zanim zastosujesz. Mnie to ciągle coś żądli latem, ale to dlatego, że taka nieuważna jestem ;)

      Usuń
  4. Ciekawie się zapowiadają, choć cenę też mają ciekawą ;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne! Podobają mi się opakowania i konsystencje świetne ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe jak by się sprawdziło u mnie :) Też nie wiem czy nie jestem uczulona na jad, w życiu nic mnie nie użądliło ;) Uchowałam się przed pszczołami już ćwierćwiecze ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny tytuł :) Marzy mi się serum z tej serii, chociaż mój złośliwiec twierdzi, że jadu się już kobietom nie powinno dokładać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, ale mnie tym rozbawiłaś :D ;)

      Usuń
  8. Bardzo ciekawa ta seria - nie znam tych kosmetyków, ale to serum to chętnie bym wypróbowała ;) Mimo, że pluje na boki - może w twarz samoistnie by nie trafił, bo nie zniosłabym takiej zniewagi :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. wiedziałam, że się nie oprzesz ;) hahaha ;)

      Usuń
  10. Kontrowersyjny tytuł :)
    Ciekawe kosmetyki;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ehh, podejrzewam, że naprawdę są świetnej jakości, ale taakie drogie, chlip, chlip ;(. Już się zarejestrowałam, zobaczymy jak będzie z tymi próbkami... jak się sprawdzą to może nazbieram na pełne wersje :D

    OdpowiedzUsuń
  12. to jedne z najlepszych kosmetyków jakie miałam okazję używać i nadal ich używam. Złote serum cudownie sprawdza się pod makijaż a krem pod oczy mmmmm cuuudo. Co do maski - ja ją stosuję jak maskę - co drugi dzień ale chyba zacznę jej używać jak Ty - jako kremu. Cudownie że pszczółki przyleciały do Polski - wróżę im wielki sukces

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam dokładnie takie same wrażenia, jak Ty :)

      Usuń
  13. cudnie, jak działają to i cenę można przeżyć... :)) choć cena naprawdę wysoka ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. oooo, taki krem pod oczy by mi się przydał :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zarejestrowałam się :) Mam nadzieję, że próbki przyjdą, bo jestem mega ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wyglądają na interesujące, szkoda że cena odstrasza.

    OdpowiedzUsuń
  17. cena jest dość spora,ale fajnym wyjściem są te próbki

    OdpowiedzUsuń
  18. Ty wiesz co znaczy chwytliwy tytuł posta :D haha. Chętnie bym wypróbowała ten krem do okolic oczu, bo hmmm... jeśli miałabym na coś wydać 200 zł, to tylko na na oczy. Moją zmorę największą. Póki co rejestruję się po próbki. Buziaki :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, większość ludzi chyba kliknęło, ze względu na tytuł ;) hihihi

      Usuń
  19. Asia co za tytuł! ;) też bym mogła tak bzykać haha

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja jednak nie ryzykuję, bo na jad wszelkich owadów mam bardzo silne odczyny alergiczne, więc podejrzewam, że mogłabym sobie bardziej zaszkodzić.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz!