MAKE-UP REVOLUTION

Cześć Dziewczyny :)

W ostatnim czasie miałam niewątpliwą przyjemność przetestować kolorówkę MAKE UP Revolution. W ruch poszły pomadki, róże, zestawy do konturowania, rozświetlacze, produkty do ujarzmiania brwi, kredki i oczywiście cienie do powiek. Niektóre z tych kosmetyków bardzo polubiłam i szczerze mówiąc są teram moim codziennym niezbędnikiem makijażowym, inne tylko polubiłam, a z niektórymi niestety się rozstałam. Dziś postanowiłam trochę Wam o niej opowiedzieć! 

Na pierwszy ogień idą kosmetyki do makijażu brwi. Trzy zupełnie różne kosmetyki, które pełnią tę samą funkcję, ale ich aplikacja i wygląd jest całkowicie różna.

 BROW DUAL - pisak do brwi

BROW DUAL - pisak do brwi
Ten pisak posiada dwie końcówki, jedna to kredka do podkreślania brwi, a druga to coś na kształt eyelinera, tyle, że właśnie do brwi. Ten produkt raczej średnio mi się spodobał. Jeśli chodzi o eyeliner, to strasznie z nim słabo. Niestety po kilku użyciach...tak jakby..., zasechł i już nie maluje. Jeśli chodzi o kredkę, to jest ok. Niestety ja nie jestem przyzwyczajona do kredek. Moje brwi są gęste i kredki słabo je podkreślają. Musiałam je naprawdę dużo zużyć, aby osiągnąć pożądany efekt. Myślę, że byłaby odpowiednia dla posiadaczek rzadkich brwi.

BROW DUAL - pisak do brwi

POMADA DO BRWI - Brow Pomade
To ona spodobała mi się najbardziej! Umieszczona jest w niewielkim, szklanym słoiczku, a do zestawu dołączony jest precyzyjny pędzelek z dwoma końcówkami. Trafił mi się odcień CHOCOLATE, który jest ciemnym, chłodnym brązem, dokładnie takim, jaki spotkamy w gorzkiej czekoladzie. Okazał się dla mnie troszkę za ciemny, ale nie narzekam, bo w ostateczności nawet mi pasuje. Generalnie, paleta odcieni tego produktu jest imponująca, bo zawiera kilkanaście kolorów, więc każda z nas z pewnością dobierze idealny dla siebie. 
Teraz przejdę do jej kolejnych zalet, bo wad się nie doszukałam. Po pierwsze, jest bardzo dobrze napigmentowana i nawet niewielka ilość (delikatne dotknięcie pędzelkiem) daje pożądane efekty. Kolejną jej zaletą, która wynika z tej pierwszej jest to, że jest niesamowicie wydajna. Pędzelek, który znajdziemy w zestawie idealnie z nią współpracuje, dzięki czemu możemy wyczarować precyzyjne kreski. Nie mogę nie wspomnieć o tym, że makijaż brwi nią wykonany jest super trwały. To właśnie jest jej przewagą nad cieniami do brwi, które potrafią się rozmazać, a ona jest nie do ruszenia.

POMADA DO BRWI - Brow Pomade

BROW REVOLUTION - farbka do brwi
Ten produkt do tej pory jest dla mnie zagadką. Ciężko mi się do tego przyznać, ale podejmowałam już wiele prób i nie umiem się nim posługiwać. Moim zdanie jest zbyt rzadki i zawsze nakładam go zbyt dużo. Pędzelek również mnie nie przekonuje, jest mało precyzyjny. Do zestawu dołączona jest też szczoteczka, którą można zebrać nadmiar produktu. Problem w tym, że farbka, jak dla mnie oczywiście, jest zbyt rzadka i zawsze podczas prób wykonywania tej czynności rozmazuje się.

 BROW REVOLUTION - farbka do brwi

Redemption Palette HOT SMOKED
Cienie do powiek, to podstawa mojego makijażu. To taki produkt, bez którego nie wyobrażam sobie wyjścia z domu. Nie ważne, jak starannie nałożę podkład, róż, bronzer..., mało istotne jak dokładnie wytuszuję rzęsy, pomaluję usta, czy podkreślę brwi. Bez cieni do powiek czuje się, jakbym nie miała makijażu. Taka już moja uroda.
Paletka zawiera 12 kolorów cieni do powiek: fioletowy, brązowy z nutą czerwieni, ciemny szary, zielony, niebieski, bordowy, ciemny złoty, ciemny popielaty, khaki, jasny szary, beżowy, kremowy.
Podoba mi się to, że odcienie z których jest skomponowana są bardzo uniwersalne i można nimi wykonać makijaż oczu właściwie u każdego typu urody.
Same cienie również bardzo mi się spodobały, bo mają naprawdę dobrą pigmentację, a przy użyciu bazy pod cienie do powiek dają spektakularne efekty. Świetnie się rozcierają, nie rozmazują się, nie osypują i nie zbierają w grudki w ciągu dnia. Na uwagę zasługuje również ich korzystna cena (ok. 20 zł). Jedyne co może przeszkadzać, to opakowanie, które nie posiada lusterka, a tworzywo z jakiego wykonana jest paletka ma raczej słabą jakość. Cieszę się, że jeszcze nie upadła mi na podłogę, bo pewnie opakowanie szybko by się połamało. Same cienie jednak zasługują na wysoką ocenę w stosunku do średniej półki kosmetyków dostępnych w popularnych drogeriach.

Redemption Palette HOT SMOKED

Redemption Palette HOT SMOKED

ULTRA CREAM CONTOUR - Zestaw do konturowania twarzy
Ten produkt zrobił na mnie naprawdę piorunujące wrażenie. Paletka zawiera 8 kremowych produktów, w tym: bronzery ciemniejsze i jaśniejsze, chłodne i ciepłe , rozświetlacze oraz żółty podkład do zakrywania cieni. Kolory są tak skomponowane, że nadadzą się do absolutnie każdego typu urody. Można je ze sobą dowolnie łączyć, aby uzyskać idealny odcień. Uwielbiam to, że można je łatwo i równomiernie rozprowadzić, nie tworzą smug i plam, nie wałkują, doskonale się rozcierają. Po prostu mają idealną konsystencję! Praca z nimi to sama przyjemność. Do tej pory, do konturowania używałam produktów sypkich lub w kamieniu, ale po zapoznaniu się z tą paletką zmieniłam upodobania ;)
Jakość opakowania, podobnie jak w przypadku cieni do powiek, jest bardzo średnia. Paletka nie posiada również lusterka, ale nie ważne. Jakość produktu w stosunku do jego ceny jest rewelacyjna! <3

ULTRA CREAM CONTOUR - Zestaw do konturowania twarzy

ULTRA CREAM CONTOUR - Zestaw do konturowania twarzy

Inner Eye Brightener - kredka do podkreślania linii wodnej oka
To jest kolejny produkt, który skradł moje serce! Kremowa kredka, która służy do podkreślania linii wodnej oka zdała egzamin na 5+! Nie mam pojęcia, jak do tej pory mogłam bez niej żyć. To jest niesamowite, jak cudownie powiększa i otwiera oko. SZOK! Uwielbiam!

Inner Eye Brightener

Strobe Highlighter - Ever Glow Lights
Kolejny rozświetlacz, który jest poprawny, ale efektu WOW niestety nie zrobi. Posiadam go w odcieniu MOON GLOW LIGHTS. Podobnie, jak jego poprzednik, o którym pisałam wcześniej, bardzo sypie się przy aplikacji pędzlem, co raczej mi nie odpowiada. Mógłby mieć bardziej kremową formułę. Dobrą wiadomością jest to, że nie posiada w sobie brokatowych drobinek. Efekt GLOW jest raczej słaby, albo ja nie umiem go osiągnąć... . No cóż, nie jestem makijazystką i poszukuję produktów, które nie będą wymagac ode mnie szczegolnych umiejętności makijażowych ;)

Strobe Highlighter - Ever Glow Lights

RADIANT LIGHT - Rozświetlacz
to prasowany, satynowy rozświetlacz do twarzy. Ja mam go w odcieniu BREATHE, ale w ofercie marki są jeszcze EXHALE i GLOW. Rozświetlenie, jakie daje jest raczej stonowane, nie jest to efekt WOW, którego szukam. Posiada w sobie też niewielkie brokatowe drobinki, które nie bardzo mi odpowiadają. Generalnie nie jest zły, ale do mojego ideału dużo mu brakuje. Niestety przy aplikacji pędzlem bardzo się sypie. Nie chciałabym określać go, jako bubel. Jest raczej poprawny, ale ja szukam czegoś ekstra ;)

RADIANT LIGHT - Rozświetlacz

Przetestowałam również kilka pomadek. Są OK, ale bez rewelacji. Jakościowo porównałabym je do szminek z niskiej półki cenowej. Ich wadą jest to, że trzeba bardzo uważać, aby się nie złamały przy malowaniu ust. Kolory mają dobrze napigmentowane, a i trwałość jest poprawna. Opakowania raczej marnej jakości, ale w stosunku do ich ceny (ok. 9 zł/szt.), na całokształt nie można narzekać. Mino wszystko dobrze prezentują się na zdjęciach ;)


Lip Lava - pomadka w płynie
W przeciwieństwie do pomadek w sztyfcie, które nie zachwyciły, to maleństwo spisało się genialnie! Jestem zauroczona! Początkowo myślałam, że kolor nie będzie dla mnie odpowiedni, ale okazało się, że ten fiolecik (SCHOCKWAVE) nie jest taki zły. Nie o kolor jednak mi chodzi, a o jakość samego produktu. Ta pomadka na ustach daje matowy efekt i naprawdę długo się utrzymuje. W dodatku nie wysusza i rewelacyjnie się rozprowadza dzięki gąbeczce, która jest aplikatorem. Pomadka nie zbiera się w załamaniach ust i równomiernie schodzi. Naprawdę jest niezła. Mam wyjątkowa ochotę na inne kolorki. W sumie jest ich w ofercie 5. Najbardziej podoba mi się TREMOR. Dobrą wiadomością jest to, że ich cena to ok. 10 zł :D

 Lip Lava - pomadka w płynie
Dodaj napis

Próbowałam również zaprzyjaźnić się z matową pomadką, w opakowaniu, które przypomina błyszczyki, ale nie szczególnie mi się spodobała. Niestety nie pamiętam, jak się dokładnie zwie, bo już po pierwszym użyciu powędrowała w dobre ręce. Najbardziej nie podobał mi się jej kolor (okropny pomarańcz), w którym wyglądałam strasznie, ale efekt na ustach też pozostawiał wiele do życzenia. Nie lubię... :/



RÓŻ SERDUSZKO PEACHY KEEN HEART
Serduszka MAKE UP REVOLUTION to już chyba kosmetyki kultowe. Wcale się nie dziwię, że każdy chce je mieć, bo nie dość, że wyglądają zachwycająco, to ich jakość również jest bardzo zadowalająca. Na chwilę obecną, jest to mój ulubiony róż do policzków. Pięknie wygląda nie tylko w opakowaniu, ale i na skórze. Łatwo go nanieść, bez obawy, że zrobi plamy. Nie ściera się, nie niknie na skórze w ciągu dnia. Zostawia takie lekko połyskliwe wykończenie. Jest SUPER!

RÓŻ SERDUSZKO PEACHY KEEN HEART

RÓŻ SERDUSZKO PEACHY KEEN HEART

The Matte Blush - matowy róż do policzków
Bardzo lubię matowe róże do policzków. Ten starałam się przetestować pod względem aplikacji i wypadł bardzo dobrze. Nie robił plam, łatwo go było rozetrzeć, a efekt był delikatny, taki, jaki być powinien. Niestety jego odcień nie koniecznie mi przypasował. Przyczepię się również do opakowania, które szybko się rozpadło, choć upadło mi tylko na dywan. Szkoda.

 The Matte Blush - matowy róż do policzków

PODSUMOWANIE
Jak w przypadku każdej marki kosmetycznej, w jej ofercie zdarzają się różne produkty. Jedne są rewelacyjne, inne słabe, a jeszcze inne koszmarne. Tak też jest w przypadku MAKEUP REVOLUTION i nie oczekiwałabym pod tym względem niespodzianki.
Chcę jednak, z całą stanowczością, pochwalić tą markę. BARDZO POCHWALIĆ!
Za niską cenę, możemy kpić prawdziwe perełki! Jakość kosmetyków określiłabym jako średnio półkową typu Loreal, MaxFactor, czy Rimmel. Ich cenę natomist, jaki nisko półkową. Stosunek jakości i ceny jest rewelacyjny, daję słowo!

Do niedawna, kosmetyki marki MAKEUP REVOLUTION dostępne były jedynie w internecie, ale od niedawna można jest spotkać w Rossmannie! REWELACJA! Bardzo mnie to cieszy!
Póki co, nie znajdziemy w nim całej oferty, która przecież jest gigantyczna, a i podobno nie ma testerów, ale wszystko przed nami.

Macie swoje perełki znalezione w asortymencie MAKEUP REVOLUTION?

Koniecznie dajcie znać w komentarzach, co warto kupić!

MAKE-UP REVOLUTION - przegląd kolorówki!

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

W listopadzie beGlossy stworzyło box-a we współpracy ze Zmalowaną, czyli Martą Parciak - tegoroczną zdobywczynią tytułu Mistrzyni Makijażu, a także znaną YouTuberką. Motywem przewodnim listopadowego box-a jest 'Girl's Night Out'. 


W moim pudełku znalazłam dwa produkty pełnowymiarowe (kosmetyki kolorowe - pomadka GR oraz bronzer i rozświetlacz 2w1 Manna Kadar), dwa miniprodukty (peeling Body Boom oraz płyn micelarny YVES ROCHER),  a także dwa prezenty w postaci kilkumililitrowych próbek kremów do twarzy.
Poza kosmetykami, w box-ie znalazł się także najnowszy numer magazynu beGlossy.

Klikając w poniższe zdjęcia możecie je powiększyć i przeczytać dokładne opisy każdego z kosmetyków :)

 Golden Rose - Sheer Shine Stylo Lipstick (pełnowymiarowy)
 Początkowo z pomadki ucieszyłam się najbardziej, bo jest w soczystym, czerwonym kolorze, a ja,  na jesień, z czerwieniami na ustach się przeprosiłam. Niestety okazało się, że pomadka jest  transparentna i  daje na ustach efekt błyszczyka...., a wiecie, jak ja uwielbiam błyszczyki ;) Nie  znoszę ich, hihihi... ;)
Manna Kadar - RadianceSplitPanBronzer&HighlighterDuo (pełnowymiarowy)
Ten produkt, rzeczywiście ma rewelacyjną pigmentację! Zgodzę się, że jest doskonały. Nawet wielofunkcyjny, bo świetnie sprawdzi się nie tylko jako bronzer i rozświetlacz, ale również, jako cienie do powiek. Jest tylko jeden szkopuł..., dlaczego jest taki malutki? Chyba muszę kupić równie malutki pędzel do bronzera i rozświetlacza ;)

 YVES ROCHER - Łagodzący płyn micelarny 2w1 (mini produkt)
 Chętnie zabiorę go na najbliższy wyjazd. Dobrze mieć w zapasie  takie miniaturowe buteleczki z  kosmetykami. Całkiem fajnie, że znalazł się w box-ie. Właśnie micela brakowało mi w wyjazdowej  kosmetyczce. Mistrzowsko radzi sobie ze zmywaniem makijażu i nie podrażnia!
 YVES ROCHER - Senitive Végétal Krem  nawilżająco-łagodzący (prezent)
 Możliwe, że go wypróbuję, choć napewno nie w najbliższym  czasie. Nie przepadam za próbkami  kremów ;)

 Body Boom - Peeling Kawowy Original (mini produkt)
To spotkanie, pod prysznicem było całkiem ciekawym doświadczeniem. Ten peeling, to najprościej mówiąc, zmielona kawa z dodatkiem naturalnych olejów roślinnych i grejpfrutowego aromatu. Na pełnowymiarowe opakowanie się nie skuszę, ale na eksperymenty z mieloną kawą i naturalnymi olejami roślinnymi w domowym, prowizorycznym laboratorium już tak :D

CLINIQUE - Smart Custom-Repair Eye Treatment (próbka/prezent)
 Podobnie, jak w przypadku próbki kremu Yves Rocher raczej, w  najbliższym czasie, nie skuszę  się  na wypróbowanie. Jak  wspominałam, nie lubię próbek kremów. Jeśli miałabym  się  zdecydować,  to musiałabym mieć ich kilka sztuk, aby chociażby  myśleć o tym, żeby wyrobić  sobie wstępne  zdanie o produkcie.



Jak Wam się podoba zawartość? Ja pomimo tego, że wszystkie produkty chętnie wypróbowałam (poza prezentami), to jednak czuję (delikatnie mówiąc..., bardzo delikatnie mówiąc) 'niedosyt'..., zawartość znów taka 'miniaturowa' (podobnie, jak w zeszłym miesiącu).
Jeśli macie ochotę zamówić listopadowe beGlossy, to zapraszam na www.beglossy.pl
Koszt pojedynczego pudełka to 49 zł (w cenę wliczone są koszty wysyłki).

Listopadowe beGLOSSY - Girl's Night Out with Zmalowana

Joanna
,



Cześć Dziewczyny :)

Jakiś czas temu zaczęłam testować kosmetyki kolorowe PAESE Cosmetics. Marka była mi znana już od dawna, ale z jej produktami spotkałam się po raz pierwszy. Z wielkim zapałem testowałam wszystkie produkty, znalazłam w nich prawdziwe perełki, ale niektóre z nich  nie przypadły mi jednak do gustu, co nie znaczy, że dla kogoś innego będą złe. Każda z nas ma przecież inne oczekiwania i potrzeby. Myślę jednak, że moja opinia chociaż w małym stopniu przybliży Was do podjęcia decyzji zakupowych.

Zaczynamy!

Multiwitaminowy podkład rozświetlający z wyciągiem z owoców tropikalnych - LUSH SATIN

Wygładzający podkład rozświetlający zapewniający efekt subtelnego blasku. Idealnie nadaje się do zmęczonej, pozbawionej blasku cery.
Zawartość witamin (A, C, E, grupa witamin B) i minerałów oraz pierwiastków wpływa na poprawę kolorytu skóry, ożywiają ją i pielęgnują. Dodatkowo aktywny kompleks biopierwiastków reguluje wydzielanie sebum, wspomaga syntezę kolagenu i kwasu hialuronowego w skórze oraz spłyca drobne zmarszczki. Podkład zawiera naturalny filtr UV.
39 zł (w promocji 29,90 zł)/30 ml

Trafił mi się odcień nr 30 Porcelain i to był strzał w dziesiątkę, bo idealnie stapia się z odcieniem mojej skóry! Jestem z niego bardzo zadowolona. Krycie ma całkiem dobre, choć nie jest super mocne i na chwilę obecną, kiedy nie mam żadnych większych problemów z cerą sprawdza się idealnie. Dobrze się rozprowadza, nie robi smug. Daje lekkie, satynowe wykończenie, a na jego trwałość również narzekać nie mogę. Co więcej, nie zapycha porów skóry, nie wysusza i zupełnie jej nie szkodzi. Jedynym jego mankamentem może być dziwny zapach, który przypomina mi gorzkie lekarstwo z dzieciństwa, ale nie jest on bardzo wyczuwalny, więc jest OK.

Korektor „Perfekcyjne Krycie” - CLAIR


Maskuje cienie pod oczami oraz usuwa oznaki zmęczenia. Kremowa konsystencja zapewnia łatwą i wygodną aplikację.                                                                             Aktywny kompleks LPD Lightening, będący głównym składnikiem nowych korektorów, hamuje efekty melanogenezy, stymuluje syntezę kolagenu i chroni skórę przed promieniowaniem słonecznym.
39 zł (teraz w promocji 29,90 zł)/6 ml

Jeśli chodzi o korektor pod oczy, to trafił mi się odcień 4 (beż), który jest raczej jasny. Kolorystycznie bardzo mi odpowiada. Ma bardzo lekko konsystencję i świetnie się rozprowadza. Nie wysusza delikatnej skóry po oczami. Jego krycie jest raczej delikatne. Przy pierwszej warstwie nie ukryje zbyt dobrze cieni pod oczami, a i z drobnymi piegami również ma problemy. Ja zawsze nakładam dwie warstwy, bo w jego przypadku krycie można stopniować. Jak pierwsza warstwa zastygnie, to nakładam drugą i jest naprawdę dobrze, bo wtedy da się ukryć już wszystko. Zaopatrzony jest w pędzelek, który bardzo mi się spodobał. Zdecydowanie wolę pędzelki, niż gąbeczki :)


Super-trwała szminka w płynie o matowym wykończeniu - SILKY MATT

Kosmetyk ma niezwykle lekką, pudrową (aksamitną) formułę, nie ściąga ust i nie oblepia ich. Niecała minuta wystarczy, aby szminka zupełnie się zmatowiła i utrwaliła na ustach, nadając im kolor równie trwały, co intensywny.Nie odbija się, nie pozostawia śladów, nie błyszczy się, nie klei, nie rozmazuje.
36 zł/6 ml

Niestety z matowej szminki nie jestem zadowolona. Nie dość, że trafił mi się kolor, w którym moje usta wyglądają, jak po chemioterapii, to mam wrażenie, że ona bardzo je wysusza. Kolejną jej wadą jest to, że po kilku chwilach od aplikacji zaczyna się nieestetycznie 'rozwarstwiać' na ustach. Wygląda to słabo. Jedynie, co mi się w niej podoba, to opakowanie. Może inne kolory zachowują się inaczej, ale odcień 706, który mi się trafił, jest bardziej niż kiepski.

Rozświetlający błyszczyk do ust - ART LIPGLOSS
Dzięki zawartości drobinek odbijających światło, tworzy na powierzchni ust połysk imitujący taflę wody. Niepowtarzalny lustrzany połysk sprawia, że usta stają się optycznie pełniejsze i bardziej ponętne. Koktajl witamin E i C w połączeniu z olejkiem rycynowym pielęgnuje usta i zapewnia im długotrwałe nawilżenie.
21,90 zł/3,4 ml

Kilkukrotnie już wspominałam na blogu, że nie przepadam za błyszczykami do ust. Nie lubię, jak się kleją, a i ich błyszczące wykończenie nie za  bardzo trafia w mój gust. Błyszczyk ART LIPGLOSS nie zmienił mojego podejścia do błyszczyków. Po jego użyciu ciągle mam wrażenie klejących się ust, nie lubię tego efektu. Podaruję go koleżance :)

Metaliczna kredka do oczu o miękkiej konsystencji, przedłużonej trwałości i metalicznym blasku - LINEA AUTOMATIC EYELINER
Sztyft opakowany jest w wygodną i trwałą plastikową oprawkę.Wykręcana kredka posiada strugaczkę do naostrzenia sztyftu oraz gąbeczkę do blendowania.Charakterystyka:- kremowa konsystencja- długotrwały efekt (do 12 godzin)- wysoka odporność – nie rozmazuje się- wodooporna- intensywny metaliczny blask
27 zł

Kredka do oczu również bardzo mi się spodobała. Jest mięciutka, ale nie łamie się. Bardzo sprawnie i bezproblemowo można narysować nią ładną kreskę. Ma super pigmentację, jest kruczoczarna. Z jednej strony posiada wysuwany sztyft, a z drugiej zaopatrzona jest w gąbeczkę ze strugaczką do naostrzenia sztyftu. Niestety nie załapała się na zdjęcia, gdyż odpadła w trakcie sesji. Na szczęście ją znalazłam i bardzo dobrze mi służy. Muszę przyznać, że na chwilę obecną, jest to moja ulubiona kredka do oczu. Uwielbiam ją i stosuję właściwie codziennie. Jeśli dobrze się przyjrzeć to ma w sobie maleńkie, metaliczne drobinki, ale na oku ich niestety nie widać.


Lekki puder sypki - HIGH DEFINITION

Zapewnia aksamitnie gładką cerę i matowe wykończenie makijażu.
Zawarty w składzie olej Meadowfoam działa na skórę nawilżająco i wygładzająco.
Puder doskonale utrwala makijaż i nie wymaga poprawek w ciągu dnia.
Zapewnia efekt soft focus, który optycznie zmniejsza niedoskonałości i wygładza rysy twarzy.
Może być stosowany podczas sesji zdjęciowych i na co dzień dla naturalnego efektu.
45 zł /15 g

Puder HIGH DEFINITION zrobił na mnie bardzo duże i pozytywne wrażenie! Zdecydowanie polecam go każdej z Was. Jest drobniutko zmielony, przez co doskonale się go aplikuje. Jest transparentny. Pozostawia skórę bardzo gładką i aksamitną, a w dodatku bardzo dobrze utrwala makijaż. Do opakowania dołączona jest urocza gąbeczka, ale ja już tak przyzwyczaiłam się do aplikacji wszystkiego pędzlami, że je nie używam. Nie mniej jednak, powinna dobrze sprawdzić się w podróży, kiedy to nasze kosmetyczki mają ograniczoną pojemność ;)

PUDER RYŻOWY, matujący dla cery tłustej i mieszanej.
Pochłania nadmiar sebum i wilgoci zapewniając matowy efekt. Idealnie wyrównuje i wygładza skórę. Może być stosowany jako baza lub do wykończenia makijażu, przedłużając jego trwałość. Pozostawia skórę gładka i daje satynowe wykończenie. Nie zatyka porów. Bez talku, bez parabenów i bez alergenów. Pozostaje nie widoczny na skórze całkowicie się do niej dopasowując.
45 zł /15 g

To kolejny produkt, który stał się moim ulubieńcem! Mam cerę tłustą, która czasem daje mi trochę luzu, ale są okresy w których przetłuszcza się strasznie. Jeszcze nie doszłam do tego, czym jest to spowodowane, ale może być to uzależnione od spożywanych posiłków. W takich momentach, kiedy moja cera szaleje, puder ryżowy sprawdza się genialnie. Natychmiast wchłania sebum i długotrwale matuje. Jest całkowicie transparentny i nie bieli twarzy. Doskonale utrwala makijaż i nawet nie muszę robić poprawek w ciągu dnia. Nie mniej jednak, zawsze noszę go w kosmetyczce, aby był pod ręką. Jeśli macie cerę tłustą, to warto w niego zainwestować. Bardzo polecam!

LAKIER DO PAZNOKCI
Formuła podwójnie kryjąca, szybkoschnąca i superbłyszcząca. Zapewnia łatwą aplikację i spójną konsystencję.Nanocząsteczki ceramiczne przedłużają trwałość i stabilność koloru nawet po długim czasie noszenia.
15,90 zł/ szt

Zazwyczaj nie używam tradycyjnych lakierów do paznokci, ale ostatnio zrobiłam sobie przerwę od hybryd i ten lakier bardzo polubiłam. Bardzo spodobał mi się jego wiśniowy kolor, ale nie tylko. Jest raczej rzadki, dzięki czemu łatwo go nanieść na płytkę paznokcia, ale nie wylewa się na skórki. Bardzo szybko wysycha, a do pełnego krycia wystarczą dwie cieniutkie warstwy. Jeśli lubicie tradycyjne lakiery do paznokci, to naprawdę warto wypróbować lakiery PAESE. 


Wszystkie kosmetyki, które zaprezentowałam znajdziecie w sklepie internetowym PAESE Cosmetics a także na stoiskach handlowych w wielu galeriach handlowych na terenie całej Polski.

Ja skorzystałam z możliwości przetestowania pudełka PAESE BOX, którego cena to 49 zł (z kosztami wysyłki) było ono dostępne, niestety, tylko do końca października 2016. Polecam Wam jednak polować na kolejne edycje tego pudełka, zawsze jest to możliwość przetestowania kosmetyków za niewielkie pieniądze.

Zaglądajcie na Fan Page Paese Cosmetics na Facebook, aby być na bieżąco :)

Kolorówka PAESE - co warto kupić, a co lepiej sobie darować.

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Znacie już Liferię? To kolejny Beauty Box, który pojawił się na naszym rynku! Co go wyróżnia? To, że znajdują się w nim kosmetyki, które pochodzą z różnych krajów całego świata. Pomysł na pudełko narodził się na Ukrainie, gdzie Liferia jest najbardziej znanym BeautyBoxem. Od niedawna dostępna jest już na rynku europejskim. 

Kiedy otwierałam pudełko, byłam bardzo ciekawa jego zawartości. Czy sprosta naszym oczekiwaniom?
Dziś pokażę Wam, co znalazłam w październikowej edycji i opowiem, czy zawartość przypadła mi do gustu. W pudełku znalazłam w sumie 6 kosmetyków w tym 4 produkty pełnowymiarowe i 2 miniatury. 


Zacznę od naszego rodzimego podwórka. W pudełku znalazły się dwa kosmetyki pochodzące z Polski. 


Pojedynczy cień do powiek VIPERA COSMETICS, nie za bardzo trafił w mój gust pod względem kolorystycznym. W moim boxie znalazłam jasny fiolet, z którego pewnie byłyby zadowolone kobiety, które bardziej lubują się w podkreślaniu oczu eyelinerem niż cieniami. Ja jednak potrzebuję mocniejszych kolorów. Oczywiście w każdym boxie był inny odcień cienia, szkoda, że nie trafiłam na ciemny brąz. Jakościowo cień oceniam bardzo dobrze, gdyby miał inny kolor, z pewnością byłby stałym bywalcem na moich powiekach! Tego będę używać jedynie okazjonalnie, albo go komuś sprezentuję. 

W pudełku ten produkt jest pełnowymiarowy, jego cena rynkowa to 7,40 zł


Kolejny polski produkt to  żel do mycia twarzy VitaOil od Lirene. Mimo, że Lirene to marka z Polski, na opakowaniu jest cyrylica. Widocznie to produkt dedykowany na rynek ukraiński. W polskich drogeriach nie znalazłam jego odpowiednika. Żel zawiera  podwójny aktywny kompleks - witaminy B5 oraz masło mango. Muszę przyznać, że jest rewelacyjny i cieszę się, że znalazł się w boxie! Świetnie usuwa makijaż, a przy tym jest delikatny i można nim zmywać nawet makijaż z oczu!

W pudełku ten produkt jest pełnowymiarowy, jego cena rynkowa to 10 zł za 75 ml


Następny przyjemniaczek, to miniatura natleniającego kremu do twarzy hiszpańskiej marki Naobay. Niby to miniaturka, ale całkiem duża bo ma 30 ml, a pełnowymiarowy produkt zawiera tylko 20 ml więcej. Bardzo się cieszę, że mogłam poczuć na własnej skórze ten krem! Jest lekki i delikatny, ale cudownie nawilża! Co więcej, pięknie pachnie <3
Zawiera między innymi olej z róży Mosketa, możliwe, że to dzięki niemu tak ślicznie pachnie.
Muszę również wspomnieć, że bardzo podoba mi się opakowanie. Jest takie minimalistyczne, a jednocześnie przyciąga uwagę. 

W pudełku ten produkt jest miniaturą, cena rynkowa pełnowymiarowego produktu to 137 zł za 50 ml


Zachwycił mnie również peeling do twarzy marki Kueshi, który również pochodzi z gorącej Hiszpanii. Zawiera w sobie drobniutko zmielone skorupki orzechów włoskich, które genialnie peelingują, a jednocześnie są delikatne i nie powodują podrażnień. Żałuję, że to miniaturka (50 ml), bo pokochałam ten kosmetyk. Naprawdę się do niego przyzwyczaiłam i szczerze pragnę pełnowymiarowego opakowania. 

W pudełku ten produkt jest miniaturą, cena rynkowa pełnowymiarowego produktu to 58 zł za 200 ml


Kolejny produkt to holenderski krem do rąk marki Dermagiq. Początkowo byłam trochę zawiedziona kremem do rąk, bo choć to kosmetyk niezbędny dla każdego, to mam trochę przesyt kremów do rąk. Moje zdanie, zmieniło się jednak po jego użyciu, bo okazał się świetnie regenerować i chronić skórę. Jego konsystencja jest idealna na obecną porę roku, nie jest zbyt lekki, ale też nie toporny. Szybko się wchłania i ładnie pachnie miodem. Skład również ma bardzo przyjemny, ale jego cena już tak przyjemna nie jest ;) Ostatecznie bardzo się cieszę, że znalazł się w pudełku, bo sama pewnie nie wydałabym na niego, aż tyle.

W pudełku ten produkt jest pełnowymiarowy, jego cena rynkowa to 44 zł za 100 ml


Na koniec włoski błyszczyk Glossip, na którym się jednak zawiodłam. Może nie jestem odpowiednią osobą do oceniania błyszczyków, bo ich zwyczajnie nie lubię. Gustuję w pomadkach i to matowych :). Niestety bardzo topornie rozprowadzał się na ustach i w moim odczuciu kleił się straszliwie. Oddałam go mojej przyjaciółce i o dziwo ona jest z niego zadowolona.

W pudełku ten produkt jest pełnowymiarowy, jego cena rynkowa to 42 zł 


Powiem Wam szczerze, że zawartość pudełka przerosła moje oczekiwania i mam nadzieję, że przy kolejnych edycjach się nie zepsuje. Generalnie znalazłam w nich cztery genialne kosmetyki, które pokochałam. Nietrafiony był tylko błyszczyki i cień, ale to nie problem, bo reszta jest cudowna!
Bardzo się cieszę, że miałam okazję wypróbować te produkty i zdecydowanie chciałabym do nich wrócić po tym, jak się skończą.
Jeśli tak dalej pójdzie, to Liferia zrobi furorę! Konkurencja w Beauty Boxach rośnie, ale to dla nas dobrze! :)

Koszt pojedynczego pudełka to 59 zł i uważam, że jest jak najbardziej warte tych pieniędzy!
Co miesiąc możemy się spodziewać nowego BOXA, już się nie mogę doczekać listopadowego!
Znajdziecie je na liferia.pl

Co myślicie o tym nowym pudełku z kosmetykami?

LIFERIA - Czyli Beauty Box prosto z Ukrainy!

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Rzadko przedstawiam Wam kosmetyki, których jeszcze odpowiednio nie przetestowałam, ale dziś muszę zrobić wyjątek! W zeszłym tygodniu w moje rączki wpadły trzy kosmetyki do pielęgnacji twarzy TERMISSA (chwaliłam się nimi na Instagramie). 
Już sam fakt, że są to nasze polskie, rodzime perełki wzbudził we mnie same pozytywne emocje, a całości dopełniło ich świetne działanie. Co prawda testuję je dopiero od kilku dni, ale już jestem zachwycona i myślę, że tak już zostanie.

TERMISSA to polska marka kosmetyczna, która produkuje ekologiczne dermokosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów. Są one produkowane na bazie wody termalnej z Podhala, która zawiera największe bogactwo składników mineralnych o właściwościach pielęgnacyjnych i leczniczych. Poza wodą termalną z Podhala, kosmetyki Termissa wzbogacone są w starannie wyselekcjonowane, naturalne substancje aktywne, takie jak: oleje roślinne i inne substancje roślinne pochodzące z ekologicznych upraw oraz drogocenne składniki mineralne.
Nie znajdziemy w nich żadnych substancji dla nas niekorzystnych, kosmetyki TERMISSA  pozbawione są parabenów, mydeł, SLS i SLES. Co więcej, posiadają certyfikat ECOCERT, który potwierdza użycie składników pochodzących z ekologicznych upraw. 


W ofercie marki TERMISSA znajdziecie:
* Żel do mycia ciała;
* Nawilżająco-odżywczy balsam do ciała;
* Balsam ujędrniająco antycellulitowy;
* Nawilżająco-odżywczy krem do rąk;
* Intensywnie nawilżający krem do stóp;
* Nawilżający szampon i odżywkę do włosów;
* Nawilżająco-odżywczy żel do mycia twarzy;
* Nawilżająco-odżywczy krem do twarzy;
* Wodę termalną.

Ja mam przyjemność zapoznawać się bliżej z kremem do twarzy, wodą termalną i nawilżającym żelem do mycia twarzy. Póki co, nie będę Wam zdradzać szczegółów naszej znajomości, niech to zostanie tajemnicą, którą odkryję za jakiś czas na łamach bloga. 

Zajrzyjcie na FanPage TERMISSA na Facebook i poznajcie się bliżej z tą nową, polską i obiecująco rokującą marką. Ja bardzo się cieszę, że mam możliwość poznania się z nią bliżej, bo polskie kosmetyki są najlepsze i zawsze w pierwszej kolejności sięgam po nasze, polskie, rodzime produkty! 


Niebawem opowiem o nich więcej! :)

Buziaki  :*

TERMISSA, czyli kosmetyki na bazie wody termalnej z Podhala!

Joanna
,