Cześć Dziewczyny :)

Do świąt jeszcze całkiem sporo czasu, ale w galeriach handlowych i katalogach sprzedażowych można już poczuć świąteczny klimat w całej okazałości. Kosmetyczne katalogi obfitują w zestawy prezentowe i kuszą coraz bardziej. Tak też jest w najnowszym katalogu Oriflame (Nr 16-2018 6/11-26/11)! 
Oczywiście jest w nim wiele zestawów składających się z różnych kosmetyków, perfum, balsamów do ust, kosmetyków do ciała, czy biżuterii. Jest tego cała masa i ciężko mi nawet wszystko wymienić. Najlepiej, jak same zajrzycie do katalogu :).

Mnie najbardziej zainteresowały zestawy pielęgnacyjne do twarzy NovAge, które są w stałej ofercie, ale z okazji świąt mają najkorzystniejsze ceny. Zestawy te składają się z kosmetyków przeznaczonych dla konkretnego wieku: 20+, 30+, 40+, 50+, ale jest też zestaw dla kobiet w każdym wieku. Do wyboru do koloru.

Ja już od jakiegoś czasu testuję zestaw dla kobiet w wieku 30+ i korzystając z okazji przedświątecznej gorączki, chciałabym Wam o nim opowiedzieć, bo uważam, że warto podarować taki prezent bliskiej osobie. Mój zestaw delikatnie się różni od tego, który jest aktualnie skomponowany w katalogu (w obecnym zestawie z katalogu brak jest toniku, jak również jest inny rodzaj kremu na dzień).
Seria NovAge od Oriflame jest naprawdę godna polecenia.


Zestaw składa się z kosmetyków do kompleksowej pielęgnacji cery. Znajduje się w nim absolutnie wszystko, co jest potrzebne, a mianowicie:
- Żel do mycia twarzy;
- Tonik do twarzy (brak w obecnych zestawach);
- Krem na noc;
- Serum;
- Krem na dzień;
- Krem pod oczy.

Wszystkie kosmetyki są z jednej serii ecollagen i wzajemnie uzupełniają się działaniem.

Seria NovAge Ecollagen to zaawansowane kosmetyki redukujące zmarszczki i poprawiające koloryt oraz powierzchnię skóry, dla jej młodszego i delikatniejszego wyglądu. Badania kliniczne wykazały nawet 33% redukcję zmarszczek! Kosmetyki te zawierają ekstrakt z roślinnych komórek macierzystych Solanaceae oraz technologię Tri-Peptide, który pomaga wypełniać zmarszczki od wewnątrz, zwiększając syntezę kolagenu ponad 200%.


Żel do mycia twarzy i Odnawiający tonik  NovAge


Zarówno żel do mycia twarzy, jak i tonik współgrają ze wszystkimi kosmetykami z linni NovAge (nie są one dedykowane tylko do konkretnego wieku).

Żel do mycia twarzy
Po użyciu skóra jest świeża, promienna, delikatna i matowa. Tworzy bogatą, przyjemną piankę i delikatnie pachnie, nie wysusza skóry, a nawet delikatnie ją nawilża. Po zastosowaniu nie ma uczucia ściągnięcia skóry. Zamknięty jest w bardzo eleganckiej butelce z dozownikiem w formie pompki i świetnie prezentuje się w łazience. Wrażenie estetyczne jest bardzo pozytywne.

Odnawiający tonik NovAge
Ten tonik bardzo mnie zaskoczył, bo on nie tylko tonizuję cerą, ale również świetnie sprawdza się jako płyn micelarny. Podobnie, jak w przypadku żelu do mycia twarzy jego opakowanie jest bardzo gustowne i świetnie się prezentuje.



Serum przeciwzmarszczkowe NovAge Ecollagen

Serum przeciwzmarszczkowe wzbogacone ekstraktem z roślinnych komórek macierzystych i unikalną mieszanką kwasów hydroksylowych, o udowodnionym działaniu redukującym zmarszczki i poprawiającym wygląd skóry.
Jest przeznaczone do stosowania na noc, pod krem, ale można go używać również pod krem na dzień. Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku wzmacnia działanie kremu. Przy długotrwałym i regularnym stosowaniu wygładza powierzchnię skóry i odświeża koloryt cery. Jest bardzo lekkie i przyjemne w stosowaniu, bardzo łatwo się je aplikuje, a serum błyskawicznie się wchłania. Bardzo ładnie pachnie.

Krem przeciwzmarszczkowy pod oczy NovAge Ecollagen

Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy wzbogacony opatentowaną technologią Tri-Peptide oraz ekstraktem z roślinnych komórek macierzystych. Wyraźnie wygładza skórę oraz zmniejsza drobne linie i zmarszczki, a także pomaga niwelować opuchnięcia i ciemne cienie pod oczami, nadając spojrzeniu jasność i świeżość. 
Krem zaopatrzony jest w kulkowy aplikator, który daje delikatne chłodzenie i ukojenie. Krem pielęgnuje, nawilża i odżywia, dodatkowo rozjaśnia cienie pod oczami i jest to bardzo widoczne już po krótkim stosowaniu. Jest on bardzo wydajny. Ja uwielbiam go stosować wieczorem.

Kremy na dzień i na noc ecollagen NovAge

Krem na dzień
Zaawansowany krem przeciwzmarszczkowy z opatentowaną technologią Tri-Peptide, ekstraktem z roślinnych komórek macierzystych Solanaceae oraz filtrem SPF 15. Regularnie używany wyraźnie redukuje zmarszczki, wygładza i odświeża koloryt cery. Intensywnie nawilża i sprawia, że skóra jest miękka i sprężysta. 

W serii ecollagen występują dwa rodzaje kremu na dzień. W słoiczku i w tubie. Ten w tubie (ja aktualnie go używam) ma żelową formułę i jest przeznaczony dla cery tłustej. Ten w słoiczku (aktualnie w zestawie) jest przeznaczony dla cery normalnej i suchej, ma kremową konsystencję i wzbogacony został dodatkowo w filtry UV. 
Mój żel-krem bardzo dobrze się rozprowadza na skórze, szybko wchłania i nie zostawia żadnej wyczuwalnej warstwy na skórze. Doskonale nawilża i świetnie współgra z podkładami. Bez problemu można go stosować nawet pod sypkie podkłady mineralne.

Krem na noc
Nawilżający krem na noc o zaawansowanej formule z opatentowaną technologią Tri-Peptide oraz ekstraktem z roślinnych komórek macierzystych. Regularnie używany zwalcza zmarszczki, wygładza powierzchnię skóry i odświeża jej koloryt. Intensywnie nawilża i odżywia cerę, sprawiając, że rankiem jest ona miękka i wypełniona.

Krem na noc ma bardziej treściwą i bogata konsystencję. Pozostawia na skórze delikatną warstwę, ale na noc zupełnie mi to nie przeszkadza. Rano cera jest wypoczęta, gładka i elastyczna, wyraźnie odżywiona.




W aktualnym katalogu Oriflame taki zestaw znajdziecie w cenie 269 zł (strona z katalogu poniżej).


Ten zestaw to bardzo dobry wybór, a cena jest bardzo korzystna. Nie od dziś wiadomo, że serie kosmetyków są tworzone tak, aby znalazły się w nich składniki, które wzajemnie się uzupełniają, potęgując efekt pielęgnacji. Serie nie powstają po to, żeby dostarczać danej substancji w odpowiednim stężeniu i składzie o różnych porach i na różne partie.

Zestawy kosmetyków NovAge to bardzo dobry prezent nie tylko dla bliskich, ale również dla siebie.

Jakie jest Wasze podejście do pielęgnacji cery? Używacie kosmetyków z jednej serii, czy mieszacie różne?



Kompleksowa pielęgnacja w zestawie. Czy warto?

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

W Drogeriach Natura nie ma próżnowania, na drogeryjne półki wkraczają kolejne makijażowe nowości i to jakie!
Trzy fantastyczne paletki z cieniami do powiel od mysecret oraz płynne, mocno kryjące, płynne korektory od KOBO i Sensique!


Na początek chcę Wam pokazać jesienne paletki cieni do powiek mysecret - natural beauty, które urzekły mnie swoją kolorystyką, która idealnie nawiązuje do obecnej pory roku! 

Tej jesieni do kolekcji weszły trzy nowe zestawy kolorystyczne:
OCEAN STORM
SWEET'N'SPICY
PATH THROUGH THE DUNES

Kolory w patkach są idealnie dobrane i wzajemnie się uzupełniają. Można nimi zrobić piękny i lekki dzienny makijaż, ale również mocniejszy wieczorowy. Ja bardzo lubię używać ich na co dzień. Wszystkie są świetnie napigmentowane i nie osypują się przy nakładaniu ich na powiekę. To dla mnie bardzo ważne, gdyż rano nie mam zbyt wiele czasu na poprawki makijażu. W ciągu dnia prezentują się dokładnie tak, jak tuż po zakończeniu robienia make-up-u. Nic się nie ściera, nie blaknie i nie zbiera w załamaniach powieki. Maikiaż nimi wygląda bardzo naturalnie, jakby był integralną częścią oka. Ja najczęściej używam paletki PATH THROUGH THE DUNES, która utrzymana jest w naturalnych odcieniach brązu.

Na chwilę obecną, każdą z tych paletek można kupić w cenie 18,59 zł


OCEAN STORM

to paletka aksamitnych cieni utrzymana w odcieniach zieleni.


W paletce znajdziecie:
- satynową, morska zieleń. Taką z odrobiną błękitu;
- chłodną, metaliczną zieleń i
-  oliwkową połyskującą zieleń.


SWEET'N'SPICY

To paletka w której przeważają odcienie różu, a wszystkie cienie są matowe.


W paletce znajdziecie:
- jasny odcień łososiowy;
- mocny, amarantowy odcień różu i
- przepiękny odcień bordo.


PATH THROUGH THE DUNES

To moja ulubiona paletka, która utrzymana jest w  matowych odcieniach brązu.


W paletce znajdziecie matowe odcienie:
- beż z pomarańczowymi (łososiowymi) tonami;
- jasny, ciepły brąz i
-  ciemny, ciepły brąz.





KOBO PROFESSIONAL - KOREKTOR KRYJĄCY CREAMY CAMOUFLAGE 
Kremowy korektor tuszuje niedoskonałości cery i neutralizuje cienie pod oczami. Odporny na ścieranie, nie wysusza skóry, a formuła wzbogacona o masła shea i apricot, dodatkowo ją nawilża. Idealny również do konturowania.
Dostępne kolory:
401 - Fair
402 - Light Beige
403 -  Natural Beige


SKŁADNIKI: Aqua, Cyclohexasiloxane, Cyclomethicone, Methyl Methacrylate Crosspolymer, PEG-10 Dimethicone, Quaternium-18 Hectorite, Glycerin, Isohexadecane, Cyclopentasiloxane, Polyglyceryl-4 Isostearate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Hexyl Laurate, Trimethylsiloxysilicate, Aluminum Hydroxide, Triethyl Citrate, Sodium Chloride, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Phenoxyethanol, Propylene Carbonate, Limnanthes Alba(Meadowfoam)Seed Oil, Prunus Armeniaca(Apricot)Kernel Oil, Butyrospermum Parkii(Shea Butter)Fruit, Isononyl Isonanoate, Diethylhexyl Syringylidenemalonate, Propylene Glycol, Parfum, Hydrogenated Vegetable Oil, Perfluorooctyl Triethoxysilane, Tocopheryl Acetate, Tocopherol, Olea Europaea(Olive)Fruit Oil, Olea Europaea(Olive)Husk Oil, Euphrasia Officinalis Leaf Extract, Arctium Lappa Extract, Ethylhexylglycerin, Prunus Serrulata Flower Extract, Triethoxycaprylylsilane, Polyperfluoromethylisopropyl Ether, Caprylic/Capric Triglyceride, Silica, [+/- CI 77891, CI 77492, CI 77491, CI 77499].



SENSIQUE - KOREKTOR PŁYNNY KRYJĄCY HIGH COVERAGE
Długotrwały korektor kryjąco-matujący. Idealnie kryje niedoskonałości, sprawia że skóra jest gładka I matowa. Polecany dla osób o cerze wrażliwej. Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego.
Dostępne kolory:
1 - Porcelain
2 - Light Beige
3 - Sand Beige


SKŁADNIKI: Aqua, Cyclohexasiloxane, Cyclomethicone, Methyl Methacrylate Crosspolymer, PEG-10 Dimethicone, Quaternium-18 Hectorite, Glycerin, Isohexadecane, Cyclopentasiloxane, Polyglyceryl-4 Isostearate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Hexyl Laurate, Trimethylsiloxysilicate, Aluminum Hydroxide, Triethyl Citrate, Sodium Chloride, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Phenoxyethanol, Propylene Carbonate, Limnanthes Alba(Meadowfoam)Seed Oil, Prunus Armeniaca(Apricot)Kernel Oil, Butyrospermum Parkii(Shea Butter)Fruit, Isononyl Isonanoate, Diethylhexyl Syringylidenemalonate, Propylene Glycol, Parfum, Hydrogenated Vegetable Oil, Perfluorooctyl Triethoxysilane, Tocopheryl Acetate, Tocopherol, Olea Europaea(Olive)Fruit Oil, Olea Europaea(Olive)Husk Oil, Arctium Lappa Extract, Ethylhexylglycerin, Triethoxycaprylylsilane, Polyperfluoromethylisopropyl Ether, Caprylic/Capric Triglyceride, Silica, [+/- CI 77891, CI 77492, CI 77491, CI 77499].



Zarówno korektory KOBO, jak i Sensique świetnie się sprawdzają i nie jestem w stanie na chwilę obecną wychwycić konkretnych różnic między nimi. Z pewnością różnią się nieco wersjami kolorystycznymi. Korektory Sensique mają nieco cieplejszą kolorystykę, KOBO zaliczyłabym do odcieni chłodniejszych. najjaśniejszy ze wszystkich jest odcień z KOBO - 401 Fair, a najciemniejszym również okazał się KOBO - 403 Natural Beige. On jest naprawdę super ciemny.

Zarówno korektory Sensique, jak i KOBO świetnie kryją i są bardzo trwałe. Nie zbierają się w załamaniach skóry i świetnie nadają się do korygowania krostek i wyprysków, ale nawet delikatnej skóry wokół oczu (choć w tym przypadku trzeba być nieco ostrożniejszym, ponieważ obydwa są dość ciężkie). Dzięki aplikatorom bardzo dobrze się je nakłada.
Ich cena jest  bardzo przyjemna bo KOBO w cenie regularnej kosztuje 18,99 zł, teraz jest promocja mi można go kupić za 15,19 zł, a z kartą Natura nawet za 11,39 zł!
Sensique w cenie regularnej kosztuje 14,99 zł, na chwilę obecną w cenie promocyjnej 11,99. a z kartą Natura tylko 10,39 zł!

Moim zdaniem to świetny stosunek jakości do ceny! Naprawdę SUPER!



 Co myślicie o tych cudeńkach? Jakie najbardziej wpadły Wam w oko?

Jesienne nowości w drogeriach Natura - Fall 2018 - KOBO, mysecret, Sensique

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Moje denko dwóch ostatnich miesięcy okazało się być olbrzymie pod względem zużytych kosmetyków, ale też pod względem takich, których zużyć mi się nie udało. W ciągu ostatnich miesięcy zdecydowałam się na zrobienie porządków wśród moich kosmetyków kolorowych i postanowiłam pozbyć się tych, których nie używam i używać nie będę. Głównym tego powodem jest to, że okazały się bublami lub kompletnie nie służyły mi pod względem kolorystycznym.
Jeśli chodzi o kosmetyki pielęgnacyjne, to przez ostatnie miesiące zużyłam wiele produktów, które mają takie samo zastosowanie, a to dlatego, że używałam kilku na raz. Nie czekając na zdenkowanie jednego produktu, otwierałam i używałam jednocześnie kilku innych z tej samej kategorii. Takim oto sposobem większość z nich osiągnęło swoje denko właśnie we wrześniu i październiku.

Wszystkich opakowań było tak dużo, że nie zdołałam ich zmieścić na zdjęciu głównym. 


Zacznijmy od kolorówki! Jak już wspominałam wcześniej, w moim denku znalazło się bardzo dużo kosmetyków kolorowych. Znalazły się w nim z różnych powodów. Jedne zużyłam z wielką przyjemnością, a innych po prostu się pozbyłam bez żalu. 
Podkład Pierre Rene - Advanced Lift okazał się średniakiem i nie sądzę, abym szybko do niego wróciła. Wszystko za sprawą tego, że jego krycie było bardzo znikome (nie ma szans, aby zakrył nawet lekkie przebarwienia), a i trwałość nie zachwycała. Co więcej, kolejnym jego minusem było to, że ciemniał po nałożeniu. Zużyłam go do końca, bo mieszałam go z bardzo mocno kryjącym i trwałym, ale niestety też bardzo widocznym na twarzy podkładem L'oreal Infallible 24H Matte. Te dwa gagatki tworzyły razem zgrany duet i bardzo przyjemnie mi się ich używało. To było naprawdę świetne połączenie. Osobno nie spisywały się tak doskonale.
Bardzo przyjemnie spisał się również podkład Giordani Gold Liquid Silk od Oriflame. Bardzo go lubiłam. Był płynny, lekki, a jednocześnie krył! 

Niestety wykończyłam również mineralny, sypki podkład Pixie Cosmetics i strasznie za nim tęsknie. Pixie Cosmetics to marka, która w mojej opinii ma rewelacyjne kosmetyki mineralne, jedne z najlepszych na rynku. Podkład był trwały i świetnie dostosowywał się do skóry. Naprawdę przez cały dzień trzymał się bez zarzutu, a cera wyglądała naturalnie i nieskazitelnie.

Zużyłam również próbkę (0,5 g) pudru utrwalajaco-matujacego Velvet HD od Earthnicity. Bardzo mi się spodobał i już niebawem zaopatrzę się w pełnowymiarowe opakowanie. Był bardzo drobno zmielony i świetnie utrwala makijaż. Jest biały, ale absolutnie nie biel twarzy. Daje satynowo-matowe wykończenie. Dla mnie był GENIALNY!


Wraz z wykończeniem podkładu Pixie wykończyłam również pędzel Pixie Cosmetis do nakładania podkładu i prawie się przy tym popłakałam, bo byłam z niego bardzo zadowolona. Niestety wypadły z niego wszystkie włosy. Służył mi codziennie przez okrągłe dwa lata. Był naprawdę piękny i genialnie się nim pracowało. W całej okazałości możecie zobaczyć go w tym wpisie

Skończyły mi się trzy paletki z cieniami do brwi. Najbardziej lubiłam tą od L'oreal i Oriflame. Kolorystyka tych cieni najbardziej mi odpowiadała. Cień miss sporty był zbyt jasny, wyjęłam go z paletki i przełożyłam do innej. Służy mi do nadal, ale mieszam go z innym, dużo ciemniejszym, aby uzyskać odpowiedni odcień.

Wykończyłam również dwa produkty do pielęgnacji ust. Carmex, jak to Carmex był naprawdę spoko. Pomadkę ochronną kupiłam w Carrefour za kilka groszy i okazała się wazeliną w sztyfcie, ale sprawdzała się naprawdę całkiem nieźle, jak za takie pieniądze (ok. 3 zł). 


Na powyższym zdjęciu znajdują się kosmetyki, których używałam, ale nie udało mi się ich zdenkowac do końca. Postanowiłam się z nimi pożegnać pomimo, że w opakowaniach pozostały jeszcze nieznaczne ilości produktów. 

Krem CC od Eveline całkiem nieźle sprawdzał się latem przy upałach. Pamiętam, że całkiem często go używałam, ale zimą już niekoniecznie się sprawdzi, a do następnego lata pewnie nie przetrwa, więc muszę się z nim pożegnać.

Żegnam się również z rozświetlaczem F&F (marka TESCO dawno wycofana z obiegu). Pamiętam, że był świetny, ale niestety o nim zapomniałam i przeterminował się już dawno w czeluściach szuflady z kolorówką. Zużyłam ok. połowy opakowania.

Silikonowej bazy pod makijaż INGRID używałam kiedyś bardzo często i to opakowanie osiągnęło prawie samego dna. Już od dłuższego czasu nie używam absolutnie żadnych baz pod makijaż, a tym bardziej silikonowych, więc postanowiłam pozbyć się nie tylko tej.

Rozświetlacz YOKO (idealnie wyglądał tylko na dłoni, a na twarzy nie było już tak różowo) i podkład w musie essence (bardzo słaba trwałość i podkreśla suche skórki) zużyłam prawie w całości, ale nie były to produkty zachwycające, a ponieważ mam wiele nowych i dużo lepszych, to zdecydowałam, że nie będę się dłużej z nimi męczyć ;)


Powyższe kosmetyki były absolutną tragedią i bublami nie z tej ziemi! Podejmowałam kilka prób, aby się z nimi rozprawić, ale nic nie pomagało. Żegnam się z nimi w całości, ponieważ nie udało mi się ich zużyć nawet w niewielkiej części.

Charmine Rose Color Control Skin Cc Lotion miał nadawać skórze ciała efekt opalonej i aksamitnej. Niestety ten efekt był naprawdę słaby, a w dodatku produkt ścierał się bardzo szybko i koszmarnie brudził ubrania. 

Podkłady w sztyfcie miss sporty Really Me! kompletnie się nie sprawdziły! Ważyły się na twarzy już po minucie od nałożenia. Pozostawiały okropne smugi, bardzo ciężko było równomiernie je rozprowadzić na skórze, wchodziły w załamania, podkreślały suche skórki. Zamiast zakrywać niedoskonałości to pięknie je uwydatniały. Po aplikacji błyskawicznie się ścierały, rolowały i pozostawiały koszmarne plamy.Istna tragedia!

Niegdyś bardzo polecana na blogach baza pod cienie do powiek Cashmere od DAX Cosmetics skusiła i mnie. Niestety użyłam jej tylko raz i zamiast wyrzucić do śmieci to schowałam w szufladzie z kosmetykami. Dla mnie to kolejny kosmetyczny koszmarek o tępej konsystencji. Generalnie ta baza nie nadawała się do niczego, żadnego cienia na niej położyć nie mogłam, bo zanim zaczęłam to robić to już była zrolowana na powiece. Dramat!

Korektora do poprawek makijażu 

od FM Cosmetics używałam bardzo rzadko, ale nie dlatego, że nie musiałam robić poprawek. Chodziło o to, że za każdym razem tak się brudził, że zamiast zmywać nieładną kreskę, to raczej ją jeszcze bardziej rozmazywał. Za każdym razem wycierałam go chusteczką, ale to i tak dawało znikome rezultaty. Generalnie większość swojego żywota ten korektor spędził w szufladzie i teraz właśnie nadszedł jego czas ;).

Ostatni produkt z powyższego zdjęcia to sztyft do maskowania odrostów od Bielenda. Znalazłam go niegdyś w jednym z kosmetycznych box-ów i do tej pory nie wiem, co autor miał na myśli (?). To coś poza oblepianiem włosów nie robi nic. 


Kremów BB i CC od AVON nie miałam okazji nawet użyć. Zawsze miałam jakiś lepszy produkt do używania, a te dwa kosmetyki wcale jakoś szczególnie mnie nie interesowały. Odpychający był dla mnie ich skład, ale poza tym nie mam pojęcia jak by się sprawdziły i trochę żałuję, że nawet ich nie wypróbowałam. To jedne z tych kosmetyków, których nie użyłam ani razu. Ich termin ważności minął zanim zostały otwarte.

Z podkładami Eveline i Caroline's Rose było podobnie. Nie miałam okazji ich wypróbować. Po pierwsze dlatego, że nie szczególnie mi na tym zależało ze względu na ich skład, a po drugie miały bardzo ciemne odcienie. Pozbywam się ich w całości.

Korektora do brwi od Bell również nie użyłam nawet raz. Wszystko dlatego, że jego kolor był szary. Nie znam osoby, która ma szare brwi ;) Znalazłam ten korektor w jednym z beauty box-ów i pozbywam się go bez żalu.

Naturalne cienie do powiek SBC były bardzo przyjemne, ale miały krótki termin ważności i się zwyczajnie przeterminowały. Trochę szkoda, bo mało ich używałam. 


Z kremem BB i podkładem od Delia Cosmetics było podobnie jak z krememi BB i CC od AVON. Nie użyłam ich nawet raz, ale zupełnie tego nie żałuję. Znalazłam je w kosmetycznych box-ach, ale nie szczególnie chciałam ich używać, a nie miałam komu podarować. Poleżały sobie w szufladzie i nadszedł czas, aby przestały zbierać kurz, więc pa pa. 

Podobnie było z matującym podkładem od Bielenda. Chyba odpychają mnie takie tanie podkłady, nawet już nie umiem przełamać się, aby je choć raz wypróbować. Szczerze mówiąc nie pamiętam, jak trafił w moje ręce. W każdym razie już się go pozbyłam bez żalu. 

Krem CC Figs&Rouge Ideal Equilibre nie dość, że zawierał parafinę to jeszcze był bardzo ciemny. Nie użyłam go nawet razu i nigdy mnie nie pokusiło, aby jakiś inny krem lub podkład z nim zmieszać. Nie wiem, dlaczego nie pozbyłam się go wcześniej.

Jak już wspominałam wcześniej, już od dłuższego czasu nie używam żadnych baz pod makijaż, więc pozbywam się tych od AVON, KOBO i INGRID. Nie są mi potrzebne.

Krem BB od Tołpa okazał się beznadziejny i użyłam go może ze dwa razy. Nie miał on krycia i właściwie nic nie robił. W tym przypadku znów nie wiem, co autor miał na myśli. 
Kolejny krem BB od Organique również się u mnie nie sprawdził i użyłam go zaledwie kilka razy. Ten gagatek podobnie jak krem BB od Tołpa też nic nie robi, a już na pewno nie upiększa.

I to już koniec (albo raczej dopiero) mojego denka związanego z kolorówką. Większość z kosmetyków, jaka się w nim znalazła powędrowała do kosza zanim jeszcze została zdenkowana, ale zupełnie tego nie żałuję.


Praktycznie w każdym moim denku pojawia się jakiś płyn do kąpieli  beBeauty z Biedronki. Lubię je bo są tanie, wydajne, nie wysuszają skóry, ładnie pachną i tworzą super gęstą pianę. Bez żalu można je wlewać do wanny! Jestem ich wierną użytkowniczką.
Zużyłam również żel do mycia ciała aptecznej marki Derma, ale do tej pory nie wiem, co w niej wyjątkowego. Niby przeznaczona dla skóry wrażliwej, ale zawiera SLS. Dziwne to dla mnie, ale może się nie znam. Generalnie według mnie to nic specjalnego.

Skończyły mi się również szampony NIVEA i Herbal Essences. Niestety obydwa zawierały SLS-y i nie mogłam używać ich codziennie d o mycia włosów. Oczywiście większość zużyłam do prania pędzli niż do włosów, bo do włosów używałam ich może raz w miesiącu. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak sprawdzały się przy myciu włosów, ale z pędzlami radziły sobie bardzo dobrze.

Szampony Biolaven i Dermedic używałam do codziennego mycia włosów i sprawdziły się świetnie. Były delikatne dla skóry głowy, nie wysuszały jej i nie podrażniały, a przy tym tworzyły ładną pianę i świetnie oczyszczały włosy. Oczywiści nie zawierały SLS- ów, ani SLES-ów.


W październiku przefarbowałam włosy farbą CASTING Creme Gloss, ale z odcienia, jaki wybrałam nie jestem szczególnie zadowolona. Nie jest to oczywiście wina farby, ale raczej mojego wyboru. Dużo lepiej wyglądam w zimnych odcieniach.

Zużyłam również kilka odżywek do włosów. Żadna z nich nie była rewelacyjna i żadnej Wam jakoś szczególnie nie polecam. NOVEX i Pantene były poprawne, ale CosNature, a tym bardziej BEAVER biorąc pod uwagę ich ceny nie sprawdziły się wcale.


Wykończyłam też kilka suchych szamponów i jestem przerażona tą ilością, ale świetnie się sprawdzały przed wszelkimi imprezami, a we wrześniu i październiku zaliczyłam ich sporo ;) Bezsprzecznie najlepsze okazały się oczywiście Batiste, a na drugim miejscu uplasował się got2be
Aussie zupełnie się nie sprawdził i tego nie polecam. Odświeżał fryzurę tylko na chwilę, a po godzinie było jeszcze gorzej niż przed zastosowaniem.


To czarne pudełeczko opakowanie po moim własnoręcznie zrobionym peelingu cukrowym do ciała z płatkami róż. Oczywiście był najlepszy i jedyny w swoim rodzaju ;)

Zużyłam również wszelkie peelingi kawowe jakie miałam w zapasach. Nie jestem w stanie powiedzieć, który był najlepszy, a który najgorszy. Wszystkie wspominam tak samo. Teraz zrobiłam cały słój swojego, autorskiego peelingu kawowego i używam sukcesywnie. Sprawdza się bardzo podobnie, a kosztował mnie o wiele mniej. :)


Skończyły mi się dwa żele to mycia twarzy.  Żel od Oriflame z serii Love Nature z aloesem wspominam bardzo dobrze, byłam z niego zadowolona, choć natury i aloesu w nim było jak na lekarstwo (mniej niż konserwantów). Pisałam o nim tutaj.
Żel od SYNCHROLINE był poprawny, ale używało mi się go średnio. Co prawda dawał radę oczyszczaniem, ale nie pienił się i brzydko pachniał, więc przyjemność użytkowania była zerowa. Ponownie bym się na niego nie zdecydowała.

Zdenkowałam również trzy mgiełki tonizujące do twarzy. Wszystkie były świetne i wszystkie bardzo dobrze wspominam. Najbardziej zadowolona byłam z Babo (zauroczyło mnie opakowanie) i chętnie do niego wrócę.

Płyn micelarny i tonik w jednym ROSADIA sprawdzał się bardzo dobrze, ale ja jednak wolę tonik, jako tonik, a płyn micelarny, jako micel. Nie bardzo pasuje mi połączenie 3w1.


Peeling do stóp Evree i peeling węglowy Efektima oceniam dobrze. Są to kosmetyki poprawne, ale nie ma się co zachwycać. Dobrze mi się z nich korzystało, ale bez rewelacji.

Rewelacyjna była natomiast wybielająca pasta do zębów Pearl Drops! To już kolejne moje opakowania i z pewnością nie ostatnie. Używam jej stale i zawsze jest w użyciu. Genialnie wybiela zęby i to bardzo szybko, jest najlepsza z najlepszych, jakie są dostępne obecnie na rynku i w całkiem spoko cenie. W Rossku często można ją kupić za 20 zł. 

Dezodoranty w spray-u Fa i w kulce Rexona spisały się bardzo dobrze. Bez problemu radziły sobie z potem i przykrym zapachem. Chroniły bez zarzutu i z całą pewnością jeszcze nie raz pojawią się we wpisach denkowych na moim blogu.

Skończyły mi się również przepiękne, letnie perfumy od Oriflame - Elvie Summer Joy <3 Zapach jest niesamowity i na milion procent wiosną znów je zamówię, oczywiście jeśli będą jeszcze dostępna, ale jestem przekonana, że będę, bo tak cudny zapach nie wyjdzie tak szybko z oferty.
Dzięki nim dostałam wiele komplementów, szczególnie od mężczyzn :)


Jak co miesiąc zużyłam również płatki kosmetyczne, kilka próbek i maseczek w saszetkach. Pozwolicie jednak, że nie będę się o nich rozpisywać. ;)

To już całe moje denko z ostatnich dwóch miesięcy. Jestem w szoku, bo ta ilość kosmetyków jest przerażająca, a denko listopada i grudnia zapowiada się podobnie.

Buziaki :*

DENKO Września i Października 2018

Joanna
,

 Cześć Dziewczyny :)

W zeszłym tygodniu przywędrowało do mnie październikowe pudełko ShinyBox. Jak co roku, październikowy box opatrzony jest hasłem: THIN PINK! Październik to bowiem miesiąc różowej wstążki. W tym czasie, również ShinyBox realizuje działania mające na celu zwiększenie świadomości wśród kobiet na temat raka piersi.

Dlatego właśnie zanim przejdę do opisywania zawartości najnowszego box-a, zapraszam Was do zapoznania się z serią uświadamiających artykułów, które zostały przygotowane przez zespół ShinyBox:
FAKTY I MITY O RAKU PIERSI - http://bit.ly/1yFruPe
JAK PRAWIDŁOWO WYBRAĆ ROZMIAR BIUSTONOSZA? - http://bit.ly/1rc8UnS
JAK ZAPOBIEGAĆ RAKOWI PIERSI - http://bit.ly/ZhQ4FF
SAMOBADANIE PIERSI - http://bit.ly/1uMIdO4
IGNOROWANE OBJAWY - http://bit.ly/1pW9TIH
KAMPANIA SPOŁECZNA "YOUR MAN REMINDER" - http://bit.ly/1n5EbxA
ONE POKONAŁY RAKA! - http://bit.ly/10ARqMU

W październikowym wydaniu pudełka znalazło się 6 produktów, a wszystkie z nich okazały się był pełnowymiarowe! 
Wszystkie ambasadorki ShinyBox w pudełkach znalazły również 3 dodatkowe kosmetyki niespodzianki, zanim jednak Wam o nich opowiem, przedstawię standardowy zestaw!

Olimp Labs - Suplement diety APECONTROL
Produkt pełnowymiarowy- 31,50zł/opak.

Na początek dość kontrowersyjny produkt, jakim jest suplement diety sprzyjający odchudzaniu. Wiem, że nie wszystkie dziewczyny będą z niego zadowolone, a może nawet większość nie będzie. Ja jestem jednak w tej drugiej grupie i się z tego ucieszyłam. Od dwóch tygodni walczę o spadek masy ciała i myślę, że ten suplement może mi jeszcze w tym pomóc. Z chęcią go wypróbuję i nawet jeśli nie pomoże to z pewnością mi nie zaszkodzi. Najważniejsze jest to, że trwam w moim postanowieniu rezygnacji z cukru i codziennych treningów. 
Mam zamiar zażywać go codziennie z rana. Zobaczymy, jak z efektami, ale jestem dobrej myśli. Czy z nim, czy bez niego wytrwam w moim postanowieniu, a jeśli on dodatkowo pomoże to tym lepiej!


Biotaniqe - Dermoskin Expert - Naturalny krem odżywczy
Produkt pełnowymiarowy - 10,49zł/szt

Kolejny produkt to krem marki Biotaniqe, który w inteligentny sposób wspiera mikroflorę skóry, długotrwale i dogłębnie ją nawilża, odżywia oraz chroni. Po jego użyciu, skóra ma być wygładzona i silnie zregenerowana, a jej podrażnienia złagodzone. Mam wrażenie, że ten krem jest w każdym kosmetycznym pudełku, jakie ostatnio wychodzi na rynek. Szczerze mówiąc to już moje trzecie opakowanie ;)
Używałam już tego kremu wiele razy i zgadzam się, że jest bardzo dobry i wyjątkowo przyjemnie się go używa, ale mam wrażenie, że kolejne opakowanie za chwilę wyskoczy mi z lodówki ;)
Jestem na TAK, ale nie do przesady ;)


Delia Cosmetics -  Krem do rąk i paznokci wygładzający z d-panthenolem
Produkt pełnowymiarowy - 3,90zł/75ml

Kolejny kosmetyk to krem do rąk znanej nam doskonale marki Delia Cosmetics. Jesienią i zimą kremy do rąk to zawsze dobry pomysł, więc z tego gagatka bardzo się cieszę, tym bardziej, że świetnie się wchłania i regeneruje skórę, a przy tym bardzo ładnie pachnie. Sama pewnie nie zdecydowałabym się na jego zakup w drogerii, bo krzykliwe opakowanie raczej bym mnie nie zachęciło, dlatego dobrze, że ten krem pojawił się w box-ie, bo okazał się świetny.  Doskonale sprawdzi się w torebce i na biurku w pracy! 


Kontigo Pomadka Moov Liquid Lips Matter Show-off
Produkt pełnowymiarowy - 18,99zł/5,5ml (produkt wymienny 1z4)

Marki MOOV dostępna w drogerii Kontigo. W box-ie znalazła się matowa pomadka w pięknym kolorze fuksji. Pomadka na ustach wygląda naprawdę obłędnie i jest bardzo trwała. Uwielbiam ten kolor oglądać na ustach u innych dziewczyn, ale dla mnie jest niestety trochę za mocny i zbyt wyrazisty. Zdecydowanie wolę bardziej stonowane kolory. Myślę, że mimo wszystko użyję jej na wyjątkowe okazje, bo jest naprawdę obłędna!

W innych wariantach pudełek można było znaleźć:
Odżywkę do włosów You-niverse - Utrwalenie koloru 
Szampon You-niverse - Utrwalenie koloru
lub
Błyszczyk do ust Rosie.


Il Salone Milano - Odżywka bez spłukiwania do włosów farbowanych
Produkt pełnowymiarowy - 34,99zł/200ml (produkt wymienny 1 z 8)

Kolejny produkt, jaki znalazłam w box-ie to odżywka do włosów w spray-u. Zawsze bardzo chętnie testuje wszelkie produkty do włosów, więc i z tego jestem zadowolona, choć nie mam pewności jak szybko z niego skorzystam. Na chwilę obecną mam bardzo dużo odżywek do włosów w spray-u, które czekają na wypróbowanie. 

W innych wariantach pudełek można było znaleźć:
Krem do włosów normalnych i suchych ICONIC
Maskę regenerującą do włosów bardzo zniszczonych i osłabionych CON CHERATINA MASCHERA
Regenerujący olejek do włosów CON CHERATINA
Regenerujący szampon do włosów CON CHERATINA
Maskę regenerującą do włosów suchych i zniszczonych MASCHERA SUPREME MASK
Szampon regenerujący do włosów suchych i zniszczonych GLORIOUS SHAMPOO
lub
Maskę do włosów farbowanych MEMORABLE MASK


Bee Natural - Balsam do ust Granat
Produkt pełnowymiarowy - 10,99zł/4,2g 

W wszystkich wariantach pudełek znalazł się balsam do ust marki Bee Natural. Jest to w 100% naturalny balsam do ust z woskiem pszczelim, który ma regenerować usta, natłuszczać je i wygładzać. Produkty tej marki są dostępne jedynie w drogeriach Rossmann.
Ja zawsze się cieszę z balsamów do ust, więc i ten również wywołał uśmiech na mojej twarzy. Jeszcze bardziej się ucieszyłam, kiedy poznałam jego właściwości. Okazało się, że doskonale chroni on usta przed wysuszeniem i świetnie je nawilża i natłuszcza, a w dodatku długo się na nich trzyma. Naprawdę polecam! Jeśli natkniecie się na niego w Rosku, to wrzucajcie do koszyka! Będziecie zadowolone!


Poza kosmetykami w box-ie znalazłam również ulotkę która umożliwia bezpłatne wywołanie 25 odbitek cyfrowych w CAWE FOTOŚWIAT (Fotojoker). Na pewno ją wykorzystam i to już niedługo!


Kolejna ulotka, jaką znalazłam w pudełku to kupon zniżkowy na kurs zdrowego odżywiania. Jeśli macie ochotę, to korzystajcie. Kupon z kodem na poniższym zdjęciu  :) Podejrzewam, że jest on jednorazowy, więc kto pierwszy, ten lepszy.


Jak już wspominałam na początku, boxy Ambasadorek zostały wzbogacone dodatkowo o 3 kosmetyki. Ja jestem wręcz zachwycona, bo nie spodziewałam się, aż tak fantastycznych produktów! Przyznam się, że kiedy zobaczyłam te kosmetyki w pudełku to szczęka mi opadała i miała duże problemy zanim się podniosła.

Naturativ - Krem do twarzy 360°AOX  
Produkt pełnowymiarowy - 192 zł

Z pierwszym kosmetykiem miałam już do czynienia w zeszłym roku i bardzo się cieszę, że znów wkroczył do mojej zimowej pielęgnacji. Ten krem jest niezastąpiony w przypadku cery narażonej na miejski stres i klimatyzowane pomieszczenia. Zawiera kompozycję trzech tłoczonych na zimno olejów: wiesiołkowego, winogronowego i z lnianki siewnej. Oleje te bogate w kwasy omega-3, omega-6 i omega-9, znane są z właściwości przeciwutleniających i opóźniających procesy starzenia oraz regenerujących, łagodzących, nawilżających i stymulujących procesy naprawcze w skórze, m. in. regulujących prace gruczołów łojowych. Regularne stosowanie Kremu 360°AOX  widocznie poprawia wygląd skóry. Sprawia, że wydaje się bardziej gładka, ujędrniona i rozjaśniona.



LiqPharm - Serum rozświetlające LIQ CC Serum Light 15% Vitamin C BOOST
Produkt pełnowymiarowy - 62 zł

To kolejny kosmetyk z którego niezmiernie się ucieszyłam. Generalnie szukałam dobrego serum z dodatkiem witaminy C. Chodziło mi o zniwelowanie przebarwień po-słonecznych, których nabawiłam się w lecie. To serum chyba przyciągnęłam do siebie myślami. Jestem już po wstępnych testach i mój zachwyt nie mija, bo okazało się, że ten produkt ma w sobie rzeczywiście bardzo wysokie stężenie witaminy C i jest to doskonale odczuwalne po aplikacji.
Oto co o serum mówi producent: serum LIQ CC dzięki wysokim stężeniom aktywnych składników redukuje proces starzenia skóry oraz chroni przed działaniem niekorzystnych czynników środowiskowych. 15% niezjonizowana witamina C zapewnia szybkie pobudzenie syntezy kolagenu, skutecznie neutralizuje wpływ wolnych rodników i wyrównuje koloryt skóry. Aktywność czystej formy witaminy C potęgowana jest przez odpowiednio dobrane stężenia tokoferolu i magnezu, które jednocześnie działają ochronnie, regenerująco oraz odżywczo.


Horfes - Bursztynowe kryształowe mydełko do ciała 
Produkt pełnowymiarowy - 20 zł

Kolejny i już ostatni kosmetyk, którym zostały uraczone ambasadorki ShinyBox to bursztynowe mydełko marki Horfes. Zostało ono wytworzone ręcznie, wyłącznie z naturalnych składników. Aktywny wyciąg z bursztynu (10%) pielęgnuje ciało, odżywiając je i nawilżając. Zawarte w mydle aminokwasy i składniki mineralne mają działać odżywczo, spowalniać procesy starzenia się skóry.  Mydełko ma bardzo ładny, jakby perfumowany zapach. Pachnie bardzo elegancko i kobieco, a wygląda jak kryształ górski i szkoda mi je wykorzystać. Popatrzę sobie na nie jeszcze trochę zanim je przetestuję :)


Październikowy box bardzo przypadł mi do gustu i jak zwykle jest w nim pełno niespodzianek, a produkty są ciekawe. Poznałam też nowe marki takie jak Bee Natural i Moov, a także LiqPharm i Horfes <3

Zajrzyjcie na stronę shinybox.pl!



ShinyBox - THINK PINK - Październik 2018

Joanna
,