Cześć Dziewczyny :)

Kwietniowy ShinyBox długo kazał na siebie czekać. W związku z opóźnieniem przywitałam go dopiero w maju. Hasłem przewodnim kwietniowego Shiny jest "Spring Kiss", czyli pocałunek wiosny. Jak widać, kwietniowy box okazał się być nieco proroczym, gdyż opóźniał się podobnie, jak i wiosna, która nie może nadejść.
Ja czekam z utęsknieniem na pocałunek wiosny. Mam już dość tego zimna, szarej, ponurej i przygnębiającej aury za oknem. Myślę, że nie jestem z tym sama ;) Chyba każdy ma już dość tego listopada w maju :/.

Wróćmy jednak do pudełka i zobaczmy, co znalazło się w środku! Czy ShinyBox stanęło na wysokości zadania?


Każda z klientek w swoim box-ie znalazła perfumy Carlo Bossi oraz lakier hybrydowy i ozdoby do paznokci od AllePaznokcie.

CARLO BOSSI - Perfumy Spring Kiss
Wersja podróżna - 15,00 zł / 10 ml

Perfumy znajdują się w miniaturowym flakoniku bez atomizera, nie jest on wyposażony nawet w kuleczkę, więc po otwarciu zawartość łatwo jest wylać. Sam zapach to oczywiście sprawa indywidualna. Z pewnością mogę powiedzieć, że jest bardzo trwały ze średnio długim ogonem. Aromat niestety nie jest powalający i mi osobiście nie za bardzo przypadł do gustu. Dłuższy kontakt z tym aromatem przyprawia mnie o ból głowy, więc nie dla mnie on. 
Jak już pewnie zauważyłyście, to właśnie nazwa tych perfum jest hasłem przewodnim box-a.

MollyLac - Lakier hybrydowy i Dekoracje do manicure
Produkt pełnowymiarowy -  14,99 zł / 5 ml 

Lakier hybrydowy ma ciekawe opakowanie. Zdecydowanie rzuca się ono w oczy, bo jest bardzo krzykliwe. Moim zdaniem, aż za krzykliwe. Ja wolę jednak bardziej minimalistyczne opakowania kosmetyków. W box-ie można było znaleźć mix kolorów. Mi trafił się bardzo jasny róż, niczym dla Barbie. Niestety to nie mój kolor i raczej lakieru nie użyję, choć może jeśli będę miał ochotę na jakieś małe szaleństwo to stworzę nim jakiś mały akcent na paznokciach.
W box-ie znalazłam również torebkę ze złotymi dekoracjami na paznokcie, które są delikatne i całkiem ładne, więc z pewnością ozdobię nimi jakiś letni manicure.


W każdym z box-ów znalazło się również kilka innych produktów, takich jak zapachowe podgrzewacze, maseczka w saszetce i saszetka z kremem do twarzy.

Bispol Lady Charlene - podgrzewacze zapachowe 
Produkt pełnowymiarowy - 2,00 zł / 6 szt.

Zapachowe podgrzewacze to dość specyficzny produkt, jak na pudełko z kosmetykami, ale nie będę narzekać bo pachną one bardzo ładnie i intensywnie, a przy obecnej aurze na dworze, kwiatowy zapach wieczorem jest dla mnie zbawienny. Bardzo przypadł mi on do gustu i właściwie to już zużyłam prawie całe opakowanie tych podgrzewaczy.

Dermaglin - Maseczka do twarzy z zieloną glinką kambryjską 
Produkt pełnowymiarowy -  6,99 zł / saszetka

Ta maseczka jest już chyba stałym elementem kosmetycznych box-ów. Szczerze mówiąc, już nie pamiętam box-a w którym bym jej nie znalazła. Generalnie nie jest ona zła i lubię jej używać, ale bez przesady..., tej Pani już podziękujemy, jeśli chodzi o kosmetyczne pudełka ;)

One Ingredient - Krem ze śluzem ślimaka Snail Your Skin 
Produkt pełnowymiarowy -  9,99 zł / 2 ml 

Moje pierwsze wrażenie dotyczące tego kremu w saszetce było zwyczajnym zdziwieniem. Zastanawiało mnie to, czy to aby nie pomyłka, nazwanie saszetki (dla mnie po prostu próbki) produktem pełnowymiarowym. Weszłam więc na stronę producenta i okazało się, że rzeczywiście takie 2 mililitrowe saszetki są sprzedawane osobno i to jeszcze za bagatela prawie 10 zł za sztukę.
No cóż..., słoiczek tego kremu - 50 ml kosztuje 249 zł, więc i za saszetkę trzeba coś policzyć. 
Moim zdaniem jest to trochę śmieszne, takie sprzedawanie próbek, ale skoro tak jest to niech tak będzie. Pytanie, czy znajdą się chętni na zakup takiej saszetki ;)


Wreszcie przechodzimy do produktów, które wydają mi się najbardziej interesujące. W każdym box-ie znalazł się losowo jeden z poniższych kosmetyków. Tonik do twarzy albo rozświetlacz w płynie. Ja liczyłam na to, że znajdę w swoim box-ie tonik, a okazało się, że jako ambasadorka znalazłam nie tylko tonik, ale również rozświetlacz. To mnie bardzo ucieszyło!

Himalaya Herbals - Delikatny tonik do cery wrażliwej 
Produkt pełnowymiarowy - 19,99 zł / 150 ml

Toniki uwielbiam i zawsze mają one swoje honorowe miejsce na mojej toaletce. Ten zdążyłam użyć już kilkukrotnie i okazał się bardzo satysfakcjonujący.

Revers - Rozświeltacz w płynie
Produkt pełnowymiarowy - 14,99 zł / 15 ml 

Rozświetlacz również okazał się produktem bardzo dobrym i chętnie go używam. Na skórze wygląda obłędnie!


Książka "Prosty układ" autorstwa K.A. Figaro - Wydawnictwo Foksal

Jako ambasadorka ShinyBox w swoim pudełku znalazłam również nową książkę pt." Prosty układ" wydawnictwa Foksal. To książka, która opowiada historię niedoświadczonej dziewczyny i zabójczo przystojnego, bogatego mężczyzny!

Prosty układ to skrząca dzikim erotyzmem opowieść o dwojgu ludzi z zupełnie innych światów – Łucji Zarzyckiej, która kończy trzeci rok studiów i wchodzi w dorosłe życie, oraz Dymitra Andrzejewskiego – bogatego snobistycznego lalusia, który pracuje w firmie ojca, a kobiety traktuje wyłącznie przedmiotowo. Bohaterowie poznają się przypadkiem w obskurnym barze. Dziewczyna nie jest w ogóle zainteresowana znajomością z przystojnym Dymitrem. Mimo że mężczyzna nie odpuszcza, Łucja jest odporna na jego urok. Wszystko zmienia się, kiedy Dymitr ratuje ją przed gwałtem. Jednak dopiero wspólny wyjazd do Kołobrzegu sprawia, że zbliżają się do siebie. W trakcie pobytu nad morzem Dymitr proponuje młodej studentce niezobowiązujący układ. Łucja najpierw go odrzuca, jednak później, za namową przyjaciółki, przystaje na tę propozycję...


Tak oto przedstawia się cała zawartość kwietniowego ShinyBox! Co o niej myślicie?
Ja ucieszyłam się z toniku i książki, którą przeczytam z przyjemnością, a także z rozświetlacza :)

Który produkt najbardziej Was zainteresował?


ShinyBox - Spring Kiss - Kwiecień 2019

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Miesiąc za miesiącem mija niepostrzeżenie i oto znów przyszła pora na dwumiesięczne denko. Jak na dwa miesiące, to pudełek po kosmetykach nie uzbierało się u mnie jakoś szczególnie dużo. Myślę, że to takie standardowe zużycie. Łatwo jednak zauważyć, że w tym denku znalazło się całkiem sporo kolorówki, ale nie tylko. Z resztą, zobaczcie same. :)


Płyny do kąpieli beBeauty to standardowa pozycja w moich denkach, więc i w tym nie mogło zabraknąć chociażby jednego egzemplarza. Cóż się dziwić są tanie, dobre i jest ich dużo :D Nie żal wlewać do wanny ;) Zużyłam również żel pod prysznic od NIVEA. Nie było w nim nic wyjątkowego, więc za dużo do powiedzenia na jego temat nie mam. Robił, co miał robić i tyle.

Masło do ciała z olejkiem kokosowym od marli HELLO Nature okazało się za to fantastyczne i z pewnością jeszcze nie raz do niego wrócę. Jest bardzo przyjemne w użytkowaniu. Wchłania się natychmiastowo i całkowicie, a jego konsystencja jest jak lekki krem (do ciężkiej maślanej konsystencji bardzo mu daleko). O dziwo, nawet jak przy tak lekkiej konsystencji, nawilża wyśmienicie i z czystym sumieniem mogę je polecić. Minusów nie nie doszukałam.

Masełko SHEA od INDIGO niestety nie przetrwało. Zdążyłam zużyć je tylko w 1/4 części, a to dlatego, że zakopałam je w kosmetyczce z produktami do paznokci i kompletnie o nim zapomniałam. Z tego co pamiętam, to niczym nie różniło się od większości maseł SHEA, poza jednym... PRZEPIĘKNYM ZAPACHEM <3


Trochę zszokowała mnie ilość zużytych produktów do pielęgnacji twarzy, bo okazało się, że w porównaniu z innymi, to opakowań jest bardzo dużo. 
Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy dla cery mieszanej i tłustej od Bielenda spisywał się całkiem nieźle, choć nam żele oczyszczające, które mają lepsze właściwości oczyszczające. Ten był delikatny, ale żeby dokładnie oczyścić skórę musiałam użyć go minimum dwa razy. Nie wiem, jak to było z detoksykacją, ale nie matował cery i nie zwężał porów (szczerze mówiąc nawet się tego nie spodziewałam).

Z płynu micelarnego od BUNA byłam bardzo zadowolona. Duża butla wystarczyła na długo, a sam płyn świetnie radził sobie ze zmywaniem makijażu i w żaden sposób nie podrażniał cery. Nie pozostawiał też na skórze nieprzyjemnej warstwy.

O żelu do demakijażu oczu od tołpa mam zdecydowanie odmienne zdanie. Niestety nie zdołałam go zużyć! Z makijażem oczu nie radził sobie praktycznie wcale, a przy tym bardzo podrażniał delikatną skórę wokół oczu, jak i sam oczy , które niemiłosiernie łzawiły i szczypały po użyciu. W opakowaniu zostało ok. połowa produktu, ale nie dlatego, że drugą połowę zużyłam. Próbowałam ten żel wykorzystać w inny sposób, ale nie sprawdził się w żaden.

Tonik NOVAGE od Oriflame zużyłam w całości. Szczerze mówiąc, był trochę dziwny, bo sprawdzał się nie tylko jako tonik, ale można nim było nawet zmyć zanieczyszczenia z twarzy. Było to coś jakby 2 w 1, czyli tonik i płyn micelarny w jednym. Początkowo bardzo mi się to podobało, ale później zaczęło mnie irytować to, że płyn w trakcie przecierania twarzy zaczynał się pienić na płatku kosmetycznym. Nie mniej jednak, wspominam go dobrze.

Mgiełkę DERMO System od Bielenda używałam jako toniku do twarzy i bardzo mi się spodobała. Ten produkt świetnie tonizował skórę, ale nie tylko, dawał jej odświeżenie i ukojenie. Kontrowersyjnym dla mnie był tylko jego fioletowy kolor, który przypominał mi denaturat. ;)


Zużyłam również kilka mini produktów koreańskiej marki CREMORLAB o której już kilkukrotnie pisałam na blogu. Bardzo ją lubię i używam z przyjemnością.
Koreańskie kosmetyki CREMORLAB na bazie unikalnej wody T.E.N.! 
Ultralekki, meganawilżający krem i peeling w piance, czyli koreańskie tlenowe nowości CREMORLAB! 


Wykończyłam również kolejne opakowanie fantastycznego krem-koncentratu botulinowy TRIFUSION od YONELLE. To takie jeden z kremów do których się wraca bez większego zastanowienia i warto przeznaczyć na niego większe pieniądze. 

Skończyły mi się również dwa sera do twarzy: Biały Jeleń i O2 SKIN. Obydwa były bardzo przyjemne i lubiłam ich używać. Zastrzeżenia mam tylko do opakowania O2 SKIN. Serum misuałam wybierać patyczkiem kosmetycznym, bo pipetką nie było to możliwe ;/ Ktoś nie pomyślał przy tworzeniu opakowania ;)

Maska nawilżająca ENILOME nie zrobiła na miej piorunującego wrażenia. Używałam jej bardziej w celu jej zużycia, niż cieszenia się efektami. Szczerze mówiąc, to nie robiła nic. Może gdybym stosowała ją na noc, byłoby inaczej, ale ja stosowałam ją tradycyjnym sposobem. Nakładałam na 15 minut na oczyszczoną skórę, a następnie zmywałam wodą.

Z maski Alpha - H, Liquid Gold byłam natomiast bardzo zadowolona. Maska jest stworzona na bazie glinki. Początkowo trochę podrażniała, ale później się to zmieniło. Używałam jej zawsze podczas kąpieli i zmywałam. Skóra po użyciu była bardzo gładka i lekko rozświetlona na długo. Poza tym ta maska miała bardzo dobre właściwości oczyszczające.

Pudrowo-matująca mgiełka w sprayu od Efektima okazała się dla mnie całkowitą pomyłką. Pomimo, że opinie w internecie ma ona całkiem dobre, to u mnie się nie sprawdziła. Ja niestety nie zauważyłam zmatowienia cery, a tylko nieprzyjemne ściągnięcie skóry. Pozbywam się jej niestety praktycznie w całości, a używałam jej naprawdę niewiele. Większość czasu przeleżała na półce, aż przyszedł czas, aby jej się pozbyć.

Wody termalne TERMISSA używałam do odświeżania cery, ale ostatnio na płatku kosmetycznym. Spryskiwałam płatek wodą, a następnie spryskiwałam twarz. Później zbierałam nadmiar wody uprzednio zwilżonym płatkiem kosmetycznym z twarzy.


Maska do włosów O'HERBAL od Elfa Pharm nie sprawdziła się u mnie jakoś szczególnie. Szczerze powiem, że dziwi mnie tak duża ilość pozytywnych opinii o tej masce w internecie. Ja nie zauważyłam jakiś szczególnych efektów po jej zastosowaniu. Na moich włosach efekt był mizerny i właściwie to maska pomagała jedynie w rozczesywaniu włosów, a i to często szło opornie. Zużyłam ją tylko dlatego, że dodawałam do niej koncentrat GLISS KUR booster. Z tym koncentratem działanie było o niebo lepsze, choć uważam, że powinien być tańszy, jak na dodatek do masek i szamponów.

Serum KERABIONE używam do olejowania włosów, ale ostatnio z tym u mnie kiepsko. Muszę znów zacząć i zamierzam to zrobić w niedalekiej przyszłości.

Nabłyszczające serum do włosów farbowanych BC Bonacure od Schwarzkopf wspominam bardzo dobrze. Ładnie nabłyszczało włosy i je chroniło. Przy nałożeniu odpowiedniej ilości zupełnie ich nie obciążało.

Rosyjską wcierkę do włosów z papryczką Chili kupiła w sklepie zielarskim. Niestety nie używałam jej zbyt regularnie. Może dlatego nie zauważyłam efektów.


Dezodoranty to niezbędniki i oczekuję od nich przede wszystkim, że będą doskonale chronić przed poceniem się i przykrym zapachem. Te, które zużyłam w ciągu ostnicach dwóch miesięcy, czyli Oriflame, Lady Speed Stick i miniaturka NIVEA spisywały się bardzo dobrze i nie mam im nic do zarzucenia.


Przyszła pora na kolorówkę! 
Zużyłam dwa produkty do stylizacji brwi do L'oreal, a mianowicie kredkę do brwi - Brow Artist Maker i paletę do makijażu brwi - Brow Artist Genius Kit. Muszę przyznać, że obydwa spisywały się świetnie, choć cena regularna tych produktów jest moim zdaniem nieco przesadzona. Dlatego właśnie warto polowac na takie promocja jak -55% w Rossmann :)

Mgiełki do utrwalania makijażu LILY LOLO niestety nie zużyłam. Nie jestem przyzwyczajona do używania utrwalaczy (wcześniej myślałam, że jest mi niezbędna, ale okazało się inaczej) i dlatego mało co jej używałam i teraz tego żałuję. Długo biedna stała na półce i stwierdziłam, że najwyższy czas się z nią pożegnać.

Krem CC Selfie Project to moje makijażowe odkrycie dla cery tłustej i przetłuszczającej się! Bardzo lubię go stosować pod podkłady mineralne. Nie daje on dużego krycia, jest ono znikome, ale świetnie przygotowuje skórę pod minerały. Swoją drogą zużyłam podkłady mineralne od Annabelle Minerals i Neauty, które sobie chwalę, choć bardziej skłaniam się do Annabelle Minerals.

Cień do powiek NABLA nie był w moim guście (bardzo jasny) i niestety się przeterminował, więc się żegnamy.

Wykończyłam również dwie czarne, wysuwane kredki do oczu. Avon bardzo dobrze wspominam, bo świetnie mi się nią pracowało, była trwała, a jej czerń była węglowo czarna. Nic dodać, nic ująć!
Jeśli chodzi o Miss Sporty to niestety nie zdała egzaminu. Użyłam jej zaledwie kilkukrotnie bo większość z niej się połamała i uciekła na podłogę podczas wykręcania.


Zużyłam jeszcze dwa opakowania moich ulubionych płatków kosmetycznych z Biedronki, a także kilka masek w płachcie. Pisałam o nich tutaj.

Życzę Wam udanej niedzieli! Buziaki :)

Denko marca i kwietnia 2019

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Od kiedy na rynku pojawiły się maski w płachcie miałam co do nich ambiwalentny stosunek. Z jednaj strony mnie ciekawiły, a z drugiej jakoś średnio wierzyłam w ich działanie i długo się wzbraniałam. Po jakimś czasie bardzo się do nich przekonałam i w chwili obecnej cenię je sobie bardziej niż tradycyjne maseczki nakładane pędzlem i zmywane wodą.
Ostatnio miałam okazję przetestować kilka koreańskich maseczek w płachcie i nie tylko ze sklepu Aura Shop. Dziś trochę opowiem Wam o moich wrażeniach z ich stosowania, gdyż okazały się bardzo ciekawe.


Bling Pop – Kolagenowa maska żelowa w płachcie
Cena detaliczna - 12,90 zł/ szt. (obecnie  w promocji)
 
Ta maseczka zawiera w sobie cząsteczki kolagenu w stężeniu 100ppm (cząsteczek na milion). Jej zadaniem jest nawodnienie skóry, utrzymanie nawilżenia, a także nadanie skórze gładkości.
Bardzo podoba mi się komiksowe opakowanie tej maski, ale opakowanie to nie wszystko, najważniejsza przecież jest zawartość. Tuż po użyciu efekt nawodnienia i bardziej elastycznej skóry był zauważalny, jednak po kilku godzinach wszystko wróciło do stanu sprzed zabiegu. Myślę, że systematyczne stosowanie maski przyniosłoby pożądane efekty.


Bling Pop – Regenerujące kapturki na paznokcie
Cena detaliczna - 12,90 zł/ szt. (obecnie  w promocji)

Ciekawym kosmetycznym wynalazkiem okazały się kapturki na paznokcie z masłem shea, których zadaniem jest intensywna regeneracja odżywienie i nawilżenie paznokci.
Ja zastosowałam je na noc i większość z nich oczywiście rano spadła mi z palców. Chciałam, aby paznokcie dłużej miały kontakt z kosmetycznymi właściwościami kapturków. Myślę, że jest to najbardziej efektywny i zarazem ekonomiczny sposób używania tych kapturków.
Niestety nie jestem w stanie ocenić ich działania, bo po pierwszym użyciu efektów jednak nie zauważyłam. Myślę, że byłaby potrzebne dłuższa, codzienna kuracja, aby móc ocenić efekty stosowania.
Sądzę, że jest to produkt, który prawdopodobnie sprawdziłby się u kobiet, które nie malują paznokci. Ja niestety nie umiem funkcjonować bez pomalowania paznokci chociażby bezbarwnym lakierem, więc w mojej pielęgnacji paznokci wchodzą w grę jedynie odżywki w formie lakierów do paznokci.
Nie mniej jednak, te kapturki to bardzo ciekawy pomysł!


Shangpree Marine Jewel – Nawilżająca maska w płachcie
Cena detaliczna - 29,90 zł/ szt. (obecnie  w promocji)

Bardzo zaciekawiła mnie maska Shangpree Marine Jewel. Zawiera ona Spirulinę, wyciąg z pereł, planktonu i koralowca, ekstrakt z alg morskich, a także kwas hialuronowy i wodę morską.
Dzięki niej skóra ma stać się dotleniona, odmłodzona, jędrniejsza i wyraźnie zdrowsza.
Z działania tej maski była bardzo zadowolona, efekt był silniejszy niż w przypadku maski  Bling Pop i bardziej długotrwały. Poczułam jakby skóra została napompowana wodą i było to bardzo przyjemne uczucie. Skóra stała się bardzo elastyczna, miękka i przyjemna w dotyku.
Z efektu byłam bardzo zadowolona i wszystko byłoby wspaniale, ale jeden minusik zauważyłam. Ciężko było mi tą maskę dopasować do twarzy.


Shangpree – Maska hydrożelowa w płatkach pod oczy z wyciągiem z czarnych
Cena detaliczna - 249,00 zł/ 60 szt. (obecnie  w promocji)
 
Plasterki hydrożelowe marki Shangpree okazały się być bardzo kojące. Zawierają esencję z czarnych perł, złota i róży. Ich zadaniem jest poprawa jędrności skóry, wygładzenie drobnych zmarszczek, zmniejszenie obrzęków i cieni zapewniając tym samym świetlistą i odmłodzoną skóry wokół oczu.
To moim zdaniem jest taki produkt premium, bo działanie widoczne jest już po pierwszym użyciu.


Cettua – Plasterki oczyszczające na krosty
Cena detaliczna - 12,90 zł/ 48 szt. (obecnie  w promocji)

Te plasterki to prawdziwe remedium dla osób u których co jakiś czas lubią wyskoczyć pryszcze. Wystarczy taki mały, okrągły plasterek przykleić wieczorem po oczyszczeniu skóry na nieprzyjaciela, a rano nie ma po nim śladu lub w przypadku większego i upartego osobnika bardzo łatwo go wycisnąć.

Cettua – Paski oczyszczające na nos z węglem aktywnym

Plasterki oczyszczające na nos nigdy nie były dla mnie przydatne. Oczywiści nie dlatego, że od zawsze miałam idealnie czysty nos bez zatkanych porów skóry. W moim przypadku zaskórniki na nosie nigdy nie były wystające i taki plasterek nie miał czego do siebie przyczepić.
Dokładnie tak też było w tym przypadku, więc nie opowiem Wam o nich zbyt wiele ;)


Jeśli zainteresowała Was któraś z powyższych masek, to znajdziecie ją w sklepie z koreańskimi kosmetykami: aurashop.pl



Koreańskie maski, nie tylko do twarzy!

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Flower BLOOM to hasło przewodnie najnowszego, kwietniowego beGLOSSY, które w tym miesiącu dotarło do swoich subskrybentek już przed świętami, czyli bardzo szybko!
Już kiedy wzięłam box-a do ręki wyczułam, że był bardzo ciężki, a tuż po otwarciu okazało się, że był również wypchany po brzegi. 
Zawartość bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i jak zauważyłam, nie tylko mnie! W box-ie znalazły się bardzo dobre produkty, ze świetnymi składami. W sumie 5 kosmetyków pełnowymiarowych i dwie miniatury i jedna próbka suplementu diety.

Chodźcie dalej i zobaczcie całą zawartość pudełka!


Bi-es - Woda perfumowana Blossom Collection
Produkt pełnowymiarowy - 29 zł/100 ml

W box-ie znalazły się wody perfumowane Bi-es z najnowszej, wiosennej kolekcji BLOSSOM! To właśnie za ich obecnością w pudełku idzie hasło przewodnie tej edycji beGLOSSY.
Cała kolekcja składa się z czterech zapachów: BLOSSOM GARDEN, BLOSSOM MEADOW, BLOSSOM ROSES i BLOSSOM ORCHID. W box-ach można było trafić na jeden z tych czterech wariantów. Ja trafiłam na jeden z ładniejszych zapachów, czyli zielony BLOSSOM MEADOW, ale uwielbiam też BLOSSOM GARDEN. Te zapachy to hit wiosny i widziałam, że wiele dziewczyn cieszy się z tego, że znalazły się w box-ie. Ja również uważam, że umieszczenie ich w kwietniowym pudełku jest strzałem w dziesiątkę!
Jeśli macie ochotę poczytać i nich coś więcej to zapraszam do posta archiwalnego:
Zapachy wiosny, czyli najnowsza kolekcja BLOSSOM od Bi-es! 
Zapachy dostępne są m.in. w drogeriach Hebe, Jasmin, Laboo i na sklep.bi-es.eu


Cosnature Naturkosmetik - Naturalny krem na dzień DETOX z zieloną herbatą
Produkt pełnowymiarowy - 29 zł/50 ml

W box-ach znalazł się również naturalny krem na dzień od Cosnature Naturkosmetik. Z tą marką miałam kiedyś do czynienia, ale już bardzo dawno temu i szczerze mówiąc nie pamiętam, czy byłam z niej zadowolona. Krem zdążyłam wstępnie wypróbować i nie za bardzo odpowiada mi jego zapach, ale myślę, że się do niego przyzwyczaję. Skład tego kremu jest bardzo fajny i właśnie dlatego mam zamiar go używać i nie zwracać uwagi na zapach, który nie szczególnie mi odpowiada, choć tragedii nie ma.
W innych wariantach pudełka można było znaleźć krem/maskę od marki Bandi.


Skrzypovita Pro- Odżywcze serum do paznokci
Produkt pełnowymiarowy - 18 zł/ 7 ml

Kolejnym świetnym produktem, jaki znalazł się w pudelku i zdobył przychylność subskrybentek beGLOSSY okazało się serum do paznokci od Skrzypovita. Jest to serum, które używa się dwa razy dziennie, ale na niepomalowane paznokcie. Ja chyba będę miała problem z jego używaniem, gdyż nie wyobrażam sobie mieć dłużej niepomalowanych paznokci niż kilka godzin, chociażby bezbarwnym lakierem tradycyjnym.
Zadaniem tego serum jest wzmocnienie, nabłyszczenie i regeneracja płytki paznokci, ale serum ma również zapobiegać rozdwajaniu się paznokci. Polecane jest szczególnie do paznokci osłabionych lakierami hybrydowymi.
Zobaczymy, co z tego będzie, może przekonam się, aby nie malować paznokci chociaż przez tydzień i wypróbuję serum niebawem :)


Duetus - Peeling do twarzy
Produkt pełnowymiarowy - 24,90 zł/75 ml

Peelingi to produkty, które są zawsze mile widziane  w kosmetycznych box-ach! Ludowa prawda głosi, że peelingów na damskiej toaletce nigdy za wiele ;)
Peeling Duetus jest drobnoziarnisty a sama marka brzmi obiecująco i zachęcająco! Z tego co zdążyłam wybadać, kosmetyki Duetus są świetnej jakości i mają bardzo dobre składy.
DUETUS to nowoczesne polskie kosmetyki naturalne, przeznaczone do pielęgnacji w konwencji minimalizmu i uniwersalizmu. Są one przeznaczone dla obydwu płci.
Ze szczerą chęcią wypróbuje ten peeling!

W innych wariantach pudełka można było znaleźć kilka innych produktów, takich jak:
* Maskę ochronną do rąk lub krem do rąk i paznokci marki _ELEMENT;
* Regenerujący peeling do rąk marki VIANEK;
lub
* Dermatologiczny żel do mycia URIAGE.


Roge Cavailles - Płyn do higieny intymnej i Krem pod prysznic masło Shea&Magnolia
Produkty miniaturowe

Francuską  markę Roge Cavailles  poznałam na ubiegłorocznej konferencji Meet Beauty.
Okazała się ona być warta najwyższego uznania, bo jej kosmetyki mają fantastyczne składy, przepięknie zapachy, całkiem miłe dla oka opakowania, a przede wszystkim są świetne w tym co robią i super delikatne! W pudełku znalazły się miniaturowe produkty tej marki i kupon uprawniający do rabatu 50 zł przy zakupach za 100 zł.
Jeśli chcecie to się częstujcie, kod jest wielorazowy (szczegóły na poniższym zdjęciu).


Zdrovit- Este Synergy- Suplement diety
Prezent - 90 zł/28 ampułek (3 zł/1 ampułka)

W moim box-ie znalazłam również fiolkę z suplementem diety od Zdrovit zawierającym kolagen, kwas hialuronowy, witaminy C i E oraz Biotynę i Cynk. Wypiłam, było smacznie :)
Nie zdecyduję się jednak na przetestowanie tego zestawu, 90 zł za miesięczna kurację suplementem diety do dla mnie trochę za dużo.
Do suplementu dołączona była również bardzo ciekawa ulotka prezentująca Rytuały pielęgnacyjne skóry twarzy.


Biotanique - Ujędrniająca maska na tkaninie
Produkt pełnowymiarowy - 7,99 zł/sztuka

Ostatnim kosmetykiem, jaki znalazłam w pudełku jest maska w płachcie od Biotanique. Marka Biotanique i jej linka Korean Beauty jest ostatnio bardzo częstym gościem w kosmetycznych box-ach, ale wcale mi to nie -przeszkadza. Ta linia jest świetna!
Poza maską w pudełku znalazła się również bardzo ciekawa ulotka prezentująca całą linię Korean Beauty.



Podsumowując, kwietniowy box okazał się REWELACYJNY i śmiało mogę napisać, że jest to jeden z lepszych box-ów jakie wyszły spod szyldu beGLOSSY i jak zdążyłam zauważyć nie jest to tylko moje zdanie!
Kosmetyki jakie znalazły się w środku odzwierciedlają ideę pudełka w 100% i wszystkie są bardzo interesujące. Z wielką przyjemnością będę ich używać.



beGLOSSY! GRATULUJĘ! Oby takie REWELACYJNE pudełka pojawiały się co miesiąc!

beGLOSSY - Flower BLOOM - Kwiecień 2019

Joanna
,