Cześć Dziewczyny :)

Dziś chciałabym zapoznać Was z nową marką, która naprawdę jest warta uwagi. Miya Cosmetics szturmem weszła na salony kosmetycznego świata i już od początku świetnie sobie radzi. Wszystko to dzięki mocnym fundamentom jakimi są najwyższa jakość, wygoda użytkowania, wielofunkcyjność, naturalne składniki i cena dostosowana do każdej kieszeni (cena pojedynczego opakowania - 75 ml to zaledwie 29,99 zł!).

W kremach Miya nie znajdziecie parabenów, olejów mineralnych, parafiny, silikonów, PEG-ów, ani sztucznych barwników. Znajdziecie w nich natomiast naturalne składniki i emolienty roślinne, olejki, woski, witaminy i minerały.

Kremy MIYA są wielofunkcyjne, możecie używać ich zarówno do twarzy, dłoni, jak również do ciała! 

Zapewne już zauważyłyście, że MIYA wyróżnia się również opakowaniami, które nie tylko są wygodne, ale mają też super energetyczne kolory! Obcowanie z nimi poprawia nastrój już od samego poranka.


myWONDERBALM
Hello Yellow
Nawilżająco-odżywczy krem do twarzy z masłem mango

Nawilża i odżywia. Poprawia elastyczność. Łagodzi i koi.
Masło mango nawilża i odżywia skórę, poprawiając jej elastyczność. Olejek z pestek winogron, witamina E i prowitamina B5 łagodzą i koją podrażnienia, pozostawiając skórę gładką i odżywioną. Dzięki lekkiej, kremowej formule QuickAbsorb szybko się wchłania i nadaje się pod makijaż.
Bez parabenów, silikonów, olejów mineralnych, parafiny, PEG-ów, sztucznych barwników oraz glikolu propylenowego.
Pokochasz jego lekką formułę o delikatnym zapachu mango, która zadba o Twoją skórę i doda Ci pozytywnej energii!


Hello Yellow pięknie pachnie owocem mango, a moim zdaniem jest to dość trudny zapach. W tym jednak przypadku, jest on piękny, delikatny, a jednocześnie dobrze wyczuwalny.


myWONDERBALM
I Love Me
Odżywczy krem do twarzy z olejkiem z róży

Odżywia i nawilża. Rozświetla i wygładza. Zmniejsza zaczerwienienia.Olejek z róży tonizuje i rozświetla skórę, zmniejsza zaczerwienienia, poprawia kondycję skóry, wyrównując jej koloryt. Olejki makadamia, sezamowy i słonecznikowy odżywiają i wygładzają skórę, odbudowując jej warstwę ochronną. Ekstrakt z alg i witamina E nadają jej elastyczność i miękkość. Dzięki lekkiej, kremowej formule QuickAbsorb szybko się wchłania i nadaje się pod makijaż.Bez parabenów, silikonów, olejów mineralnych, parafiny, PEG-ów, sztucznych barwników oraz glikolu propylenowego.Pokochasz jego zmysłową formułę o delikatnym zapachu płatków róży, która sprawi że na moment zapomnisz o świecie.


Jeśli lubicie zapach róż, to I Love Me jest dla Was idealny. Ja uwielbiam wszystko co jest związane z różami!


myWONDERBALM
I’m Coco Nuts
Intensywnie nawilżający krem do twarzy z olejkiem kokosowym

Intensywnie nawilża. Regeneruje i koi. Poprawia elastyczność.Olejek kokosowy nawilża, regeneruje i koi skórę, odbudowując jej płaszcz hydrolipidowy. Olejek sezamowy, witamina E i prowitamina B5 odżywiają skórę, nadając jej elastyczność i miękkość oraz regulują jej nawilżenie. Dzięki lekkiej, kremowej formule QuickAbsorb szybko się wchłania i nadaje się pod makijaż.Bez parabenów, silikonów, olejów mineralnych, parafiny, PEG-ów, sztucznych barwników oraz glikolu propylenowego.Pokochasz jego delikatny zapach kokosa, który uwolni wspomnienie lata i najpiękniejszych wakacji.


Lubicie zapach kokosa? I’m Coco Nuts to jego esencja! Chcę perfumy, które pachną tak, jak MIYA I’m Coco Nuts!



myWONDERBALM
Call Me Later
Regenerująco-odżywczy krem do twarzy z masłem shea

Regeneruje i odżywia. Nawilża i wygładza. Poprawia jędrność.Masło shea o właściwościach regenerujących wpływa na zwiększenie nawilżenia, jędrności i sprężystości skóry. Olejek jojoba, witamina E i prowitamina B5 wygładzają i odżywiają skórę, chroniąc ją przed wysuszeniem. Dzięki lekkiej, kremowej formule QuickAbsorb szybko się wchłania i nadaje się pod makijaż.Bez parabenów, silikonów, olejów mineralnych, parafiny, PEG-ów, sztucznych barwników oraz glikolu propylenowego.Pokochasz jego delikatny zapach, przyjemne otulenie Twojej skóry i chwilę regeneracji tylko dla siebie.


Zapach Call Me Later jest bardzo neutralny i delikatny. Ja wyczuwam w nim dużo kwiatowych nut.


Słyszałyście już o MIYA? Jeśli nie, zajrzyjcie na miyacosmetics.com i poznajcie ją czym prędzej! Tam zawsze dużo się dzieje! <3
Znajdziecie tam, między innymi, szczegółowe informacje o każdym składniku zawartym w kremach MIYA



Ja dopiero zapoznaję się z produktami Miya Cosmetics, ale już muszę przyznać, że pierwsze wrażenia są MEGA pozytywne, dlatego własnie postanowiłam czym prędzej dać Wam o nich znać. Już teraz mogę Wam powiedzieć, że tuż po zastosowaniu kremów MIYA czuje fenomenalną świeżość i energię. Jak do tej pory jeszcze żaden krem do twarzy nie skutkował takim uczuciem i to właśnie już od początku było dla mnie dużym zaskoczeniem..., pozytywnym zaskoczeniem! Możecie być pewne, że niebawem napiszę o nich coś więcej!



Kosmetyki, które dopasują się do potrzeb Twojej skóry i Twojego stylu życia, czyli Miya Cosmetics

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Czas leci nieubłaganie, jeszcze chwilę temu korzystałam z uroków lata, a tu już druga połowa września. Nawet nie wiem, kiedy ten czas uciekł. Mało by brakowało, a zapomniałabym o denku. Na szczęście, przypomniałam sobie o nim i oto właśnie ono... wakacyjne denko lipca i sierpnia!

KOSMETYKI KOLOROWE


Skończyły mi się, aż trzy maskary. Tą z Avon-u Aero Volume nie darzyłam jakąś szczególną sympatią, ale w czasie lata była OK. Dawała bardzo naturalny efekt, właściwie jedyne co robiła to przyciemniała rzęsy. Nie zauważyłam, aby je pogrubiała, wydłużała, czy chociażby podkręcała. Nie mnie jednak, w upalne dni w których mój makijaż był minimalistyczny była odpowiednia.
Maybelline Rocket Volume również jakoś szczególnie się nie sprawdziła. Na szczoteczce zostawało zbyt dużo tuszu, a owa szczoteczka była mało poręczna. Praktycznie za każdym razem umazałam się tą maskarą po pas ;) Nie zużyłam do końca.  
Najbardziej polubiłam się z Rimmel Volume COLOURIST i mimo, że obiecany efekt przyciemnienia rzęs po dwóch tygodniach używania nie zadziałał, to maskara bardzo dobrze się spisywała. Ładnie wydłużała i pogrubiała rzęsy, a dzięki tradycyjnej szczoteczce rzęsy były ładnie rozdzielone. Nie osypywała się, ani nie robiła efektu pandy. Bardzo dobrze ją wspominam.

Pozbyłam się również dwóch bubli, które przeleżały swoje nietknięte w szufladzie. Baza pod makijaż Delia, to szatański zapychacz. Skład ma fatalny i zdecydowanie nie polecam tego produktu. Wyrzucenie pieniędzy w błoto. Drugi bubel to zachwalana niegdyś baza pod cienie do powiek DAX Cashmere. Kupiłam ją po przychylnych opiniach, ale się zawiodłam po stokroć. Nie dość, że nie utrwalała makijażu, to jeszcze się niemiłosiernie wałkowała na powiekach!

Zużyłam też próbkę pudru transparentnego Pixie i tak się z nim polubiłam, że mam ochotę na pełen wymiar!


Kultowe perełki z Avon również przeleżały swoje w szufladzie. Trochę ich niegdyś używałam, ale to już przeszłość. Kiedyś może były OK, ale teraz jest wiele innych produktów, które biją je na głowę. Rozstaję się bez żalu.
Pożegnałam również dwie brązowe kredki do oczu: Madam Lambre i Coty. Od wieków ich nie używałam, więc bye, bye ;)
Dwie pomadki Lily Lolo bardzo dobrze mi służyły i zużyłam je praktycznie do końca. Niestety podczas upałów trochę zmieniły swój kształt ;) Bardzo dobrze je wspominam.


Transparentny puder Lily Lolo Transculent Silk służyła mi rewelacyjnie. Szkoda, że się skończył. Pisałam o nim tutaj.

Niestety skończyłam mi się odżywka do paznokci HEROME, uwielbiałam ją! Najlepsza odżywka do paznokci, jaką miałam okazję używać. Jeśli chcecie dowiedzieć się o niej więcej, to zapraszam do archiwalnych wpisów:



Skończył mi się również zmywacz do paznokci Isana z Rosmanna, który jest moim ulubionym i kupuję jedynie ten. 
Zdenkowałam także Cleanery: Neonail i Evonalis. Obydwa bardzo dobrze mi służyły.

Lakier do paznokci Lambre miał bardzo ładny odcień czerwieni, ale niestety jego trwałość nie dawała rady. Odżywka do paznokci z Avonu również szczególnego wrażenia na mnie nie zrobiła. Szczerze mówiąc, wyschła i na tym jej koniec. 

PRODUKTY DO WŁOSÓW


Lubię farby do włosów Casting Creme Gloss i zazwyczaj to ich właśnie używam, choć czasem zdarzy mi się zdrada ;) Nie niszczą włosów, są stosunkowo tanie (zawsze poluję na promocje) i dają ładne kolory. Z odcieniem czekoladowa polewa trochę nie trafiłam, okazał się dla mnie zbyt ciemny. Następnym razem postawię na jaśniejszy.


Skończył mi się także jeden z moich ulubionych szamponów - Alterra Sensitiv Shampoo. Była naprawdę delikatny dla skóry głowy i doskonale oczyszczał włosy, nie plątał ich.
Schwarzkopf Professional Q10 Plus BC Bonacure Time Restore Rejuvenating Spray doskonale sprawdzał się latem. Używałam tej odżywki po każdym myciu.


PRODUKTY DO OCZYSZCZANIA CIAŁA


Żele pod prysznic Palmolive i Lirene również zakończyły swój żywot. Obydwa lubiłam, nie wysuszały skóry, miały ładne zapachy i doskonale oczyszczały. Nie mam im nic do zarzucenia.


Płyny do higieny intymnej PROVAG i LACTACYD spisywały się świetnie i wiem, że już przez długi czas będę z nich korzystać. Przyznam się, że używałam ich nie tylko do higieny intymnej, ale również do mycia włosów ;)
Chusteczki Demoxoft świetnie sprawdziły się w podróży, a przez wakacje trochę tych podróży odbyłam!

PRODUKTY DO PIELĘGNACJI CIAŁA


Mgiełki i olejek rozświetlający PAT&RUB to były moje letnie niezbędniki do ciała w tym roku. Olejek używałam każdego wieczora przed snem, a rano budziłam się z piękną gładką i wypielęgnowaną skóra, a co więcej mieniącą się w słońcu złotymi drobinkami. W ciągu dnia używałam mgiełek. Ten efekt chłodzący, a jednocześnie pielęgnujący była niezbędny podczas upałów!

PRODUKTY DO OPALANIA


Nigdy nie zużywam do końca produktów do opalania. Zawsze je kupuje, ale już ze zużywaniem mam problemy. Zwyczajnie o tym zapominam. Mam nadzieję, że nie odpowiem za tą niedbałość w przyszłości ;)


Skończyło mi się również masło do ciała FLOS-LEK. Miałam je już w różnych wersjach i każdą bardzo lubiłam. Doskonale natłuszczają, nawilżają i pielęgnują ciało. Dobrze wspominam również olej Equilibra, miał rewelacyjne właściwości odżywcze dla skóry.


Płyn micelarny BIODERMA spisywał się bardzo dobrze i z pewnością jeszcze po niego sięgnę. Doskonale zmywał makijaż, był delikatny dla skóry i dla oczu i nie pozostawiał po sobie żadnej warstwy na skórze. Polecam!
Moim letnim zapachem okazał się  AVON Our Story. To był chyba wybór mojej podświadomości, bo chcąc, nie chcąc to właśnie po niego sięgałam najczęściej.


Ta obdrapana buteleczka na górze zdjęcia to płyn z alkoholem przeciw wypryskom. Niestety nie zdążyłam go zużyć, bo źle dokręciłam butelkę i skubaniec wyparować, hehe...
Preparatu na porost brwi i rzęs L'biotica nie zużyłam, bo okazał się bublem, więc tylko przeleżał w szufladzie.
O próbkach kremów do stóp Lirene i Eubos nie będę się wypowiadała. Za mało, żeby wydawać osądy, ale nie byłam nimi zawiedziona, choć nie miały jakichś szczególnych właściwości.


Na koniec produkty użytku jednorazowego. Najbardziej czarującym z nich była babeczka  do kąpieli Lawendowe Wzgórze - Sweet Batch. Nacieszyłam nią oczy, a później ciało i zmysły. Produkt wielofunkcyjny ;) :D
Tak wyglądała za swoich czasów świetności:


To już koniec mojego wakacyjnego denka. Już zabieram się za kompletowanie kolejnego ;)

Buziaki :*

Denko Lipca i Sierpnia 2016!

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Jakiś czas temu miałam okazję przetestować nowe cienie do powiek wraz z kajalem RIMMEL MAGNIF’EYES DOUBLE ENDED. Muszę przyznać, że podchodziłam do nich ostrożnie, gdyż cienie w sztyfcie nie zawsze są w stanie sprostać moim wymaganiom. Już po pierwszym użyciu przekonałam się, że są wiele warte! Uwierzcie mi, że moje zaskoczenie było ogromne, gdyż znalazłam produkt, który całkowicie zawładnął moim sercem, a raczej powiekami ;) Nie ma dnia, w którym bym ich nie użyła. Stały się moim codziennym niezbędnikiem.

Dziś poczytacie post chwalebny, bo nowe cienie Rimmel zasługują na same pozytywy. O TAK! Nie znalazłam w nich absolutnie żadnej wady. Krótko mówiąc, mają same zalety! Właśnie dlatego nie mogłam sobie odmówić napisania dla Was tego posta!


W Polskiej kolekcji znajdziemy cztery wersje kolorystyczne:
002 - Kissed by a Rose Gold
003 - Queens of the Bronzed Age
004 - Dark Side of Blue
005 - Pink & Purple Rain



Pojedynczy sztyft składa się z dwóch części. Z jednej strony znajduje się wysuwany cień do powiek, a z drugiej kajal. Kolory są tak dopasowane, aby wzajemnie z sobą współgrały i nawzajem się uzupełniały. Starałam się dokładnie odwzorować kolory na zdjęciach i powiem nieskromnie: mam wrażenie, że udało się to doskonale ;)



Na początku tego wpisu zakomunikowałam, że mam zamiar pisać o ich zaletach, więc nie będę gołosłowna!  

Kolorystyka i pigmantacja
To, co prawda, jest kwestia indywidualna i każdy ocenia ją we własnym zakresie. Dla mnie dobór kolorystyczny jest bardzo udany. Najchętniej używam wersji 002 i 003. Brązy od zawsze były przeze mnie najbardziej lubiane. bardzo podoba mi się pigmentacja, jest właściwie idealna. Krycie mają znakomite.

Szybkość i łatwość aplikacji
Ostatnio cierpię na permanentny brak czasu. Właściwie od samego rana, do późnego wieczora jestem w ciągłym biegu. Każda chwila jest dla mnie cenna i dlatego też robię kilka rzeczy na raz. Na robienie porannego makijażu mam niewiele czasu. Dziesięć minut przed lustrem, to absolutne maximum, choć staram się zmieścić w przysłowiowych pięciu. Ten produkt bardzo ułatwił mi życie, gdyż bez cieni do powiek czuję się naga. Wolałabym zrezygnować z pomadki, niż z cieni. Z RIMMEL MAGNIF’EYES DOUBLE ENDED "wszystko" stało się prostsze. Makijaż oczu zajmuje mi poniżej minuty (włącznie z tuszem do rzęs). 
Sztyft gładko i przyjemnie przesuwa się po powiece zostawiając bardzo nasycony kolor. Co więcej, z rozcieraniem nie ma żadnych problemów. Mi wystarczają w tym celu własne palce. Dopóki cień nie zastygnie, można zrobić z nim właściwie wszystko. 
O osypywaniu już nie będę pisała, cienie w sztyfcie się przecież  nie osypują, a to jest ich niewątpliwa, kolejna zaleta.

Trwałość i wodoodporność
Na kolejną pochwałę zasługuje ich trwałość. Po aplikacji cienie zastygają i stają się 'nieruszalne'. Nic się z nimi nie dzieje od wczesnego rana do późnego wieczora. Żadnych przemieszczeń, zbierania się w załamaniu powieki, żadnego bladnięcia koloru! Wiem, co mówię, bo powieki mam wyjątkowo tłuste i mało jest cieni, które są w stanie sprostać trwałością.
Kolejnym faktem jest ich wodoodporność! Bez zawahania możecie z nimi pływać, czysta woda ich nie rusza. Co ciekawe..., płyn micelarny daje sobie z nimi radę bez problemu, więc z demakijażem poradzicie sobie równie szybko, co z makijażem!

Oszczędność miejsca w kosmetyczce
Do tej pory, w kosmetyczce nosiłam paletki z cieniami, które zajmowały sporo miejsca. Teraz to miejsce się zwolniło, a kosmetyczka stała się lżejsza. Niebywałe jak tak mała rzecz może ucieszyć ;)

Cena i Dostępność
Cienie kosztują ok. dwudziestu kilku zł za sztukę także nie jest to wielki wydatek. Poza tym doszły mnie słuchy, że pod koniec września w Rossmannie będzie znów promocja -49%, więc już wiecie, co macie robić! ;)
Nie wiem, czy jest to potwierdzona informacja, więc jeśli macie wiedzę na ten temat, to proszę: DAJCIE ZNAĆ W KOMENTARZACH! :*


Z czystym sumieniem i z całą stanowczością serdecznie je Wam polecam. Jestem przekonana, że już po pierwszym użyciu pokochacie je tak, jak ja!



RIMMEL MAGNIF’EYES DOUBLE ENDED - super trwałość i wygoda, czyli genialne cienie do powiek!

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

W zeszły weekend przeżyłam wspaniałe chwile, których nigdy nie zapomnę! Ostatni weekend wakacji spędziłam na wspaniałym relaksie w Zamku Kliczków (nieopodal Bolesławca) wraz z kosmetykami Ilua. Z wielkim sentymentem i tęsknotą wracam do tamtych chwil, a żaby nic mi nie umknęło, postanowiłam się nimi z Wami podzielić.


Od perełki Dolnego Śląska dzieliło mnie ok. 350 km, ale udało mi się przebyć je bez komplikacji i po ok. 3 godzinach od wyjazdu z Łodzi, byłam już na miejscu. Nigdy nie zapomnę tego, jak zaparło mi dech, kiedy weszłam na Zamek. Dosłownie..., poczułam się, jak księżniczka, tylko sukni mi zabrakło ;) Obiekt jest naprawdę imponujący! Zarówno jego rozmiary, architektura, ale również wystrój i klimat przyprawiają o zawrót głowy! Nawet zapach jest jedyny w swoim rodzaju.


O odpoczywaniu po podróży nie było mowy! Szkoda mi było każdej chwili, więc kiedy tylko zostawiłam walizki w swojej komnacie (na dwa dni była moja ;)), ruszyłam na zwiedzanie okolicy. Jeśli mnie pamięć nie zawodzi, to po raz pierwszy jechałam bryczką :D. Małą zajawkę z tej podróży po okolicy Zamku Kliczków możecie zobaczyć na moim Instagramie. Kuba i Staś, bo takie miały imiona koniki, które nas woziły, wykazały się świetną kondycją, a po podróży nawet dały się pogłaskać. Staś (biały) nawet mi się ukłonił ;)

Zdjęcie Marty (http://www.kaczkazpieklarodem.pl/)
Prezentacja kosmetyków Ilua była kolejnym punktem programu. Ilua to kosmetyki naturalne, pozbawione jakichkolwiek składników pochodzenia syntetycznego. Zawierają one skrupulatnie dobrane substancje aktywne pochodzące z roślin rosnących w najdalszych zakamarkach naszej planety, od syberyjskiej tajgi po lasy deszczowe Amazonii, od afrykańskiego buszu po patagońskie pampasy, od skandynawskich lodowców po wybrzeża Antypodów. Czyż to nie brzmi wspaniale?!
Przyznam się, że zakochałam się w różowym peelingu z pestkami malin <3.


Po prezentacji, spotkaliśmy się wszyscy przy wspólnym stole i delektowaliśmy się specjałami przyrządzonymi specjalnie dla nas, przez szefa kuchni Zamku Kliczków - Łukasza Grzesika. Czy próbowałyście kiedyś panierowanych liści pokrzywy albo lodów z buraków? Genialne! :D



Kiedy nastała już ciemna noc, wybraliśmy się na nocne zwiedzanie Zamku z dreszczykiem. Zmęczenie już zrobiło swoje, ale dreszczyk mnie obudził. Wszędzie było ciemno, dlatego zdjęć nie ma zbyt wiele, ale wspomnienia zostały. To było naprawdę wspaniałe przeżycie. 

Pokaz jazdy konnej i kunsztu rycerskiego
Nocne zwiedzanie Zamku
Niedzielne przedpołudnie, tuż po śniadaniu (swoją drogą, bardzo smacznym) znów spędziłam na zwiedzaniu okolicy, nie oparłam się również przed skorzystaniem z zamkowego basenu, sauny, a także siłowni.
Łapę Pokemony ;) :)



To jednak nie był koniec atrakcji. Po obiedzie w zamkowej restauracji udałam się do zamkowego SPA! Zabiegi na twarz i ciało (oczywiście przy użyciu kosmetyków Ilua) tak mnie zrelaksowały, że zapomniałam o całym świecie. Pogubiłam klucze, mało brakowało, że głowę bym zgubiła. Dobrze, że szybko wszystko znalazłam ;). No cóż, dwie i pół godziny maksymalnego relaksu zrobiły swoje. Cudownie jest oddać się w profesjonalne dłonie i sama nic nie musieć robić :D.

Zdjęcie Marty (http://www.kaczkazpieklarodem.pl/)
Zdjęcie Marty (http://www.kaczkazpieklarodem.pl/)
Zdjęcie Marty (http://www.kaczkazpieklarodem.pl/)

Na pierwszy ogień poszło ciało, a zabieg zwał się: Kryształowa Tajemnica Pani Zamku Kliczków. Składał się z peelingu całego ciała (fantastycznym peelingiem Ilua z pestkami malin) , masażu ciała olejkiem Ilua, zakończony masełkiem Ilua. Chyba jeszcze nigdy wcześniej nie miałam tak idealnie gładkiej i miłej w dotyku skóry!

Zabieg na twarz, jaki wybrałam to Złoty Sekret Marii Tacklenburg, czyli zabieg liftingująco-rozświetlający. Jakież było moje zdziwienie, kiedy spojrzałam na siebie tuż po zabiegu. Twarz idealnie gładka, miękka i fantastycznie rozświetlona.

Zerknijcie na ofertę SPA Zamku Kliczków!


Po zabiegach, musiałam udać się w podróż powrotną do domu. Czas upływał nieubłaganie. Z wielką tęsknotą wspominam chwile na Zamku Kliczków i zapowiedziałam sobie, że jeszcze tam wrócę, aby znów poczuć tą atmosferę. Następnym razem spędzę tam minimum tydzień! 

Ilua na Zamku Kliczków, czyli wSPAniały weekend!

Joanna
,