Cześć Dziewczyny :)

W zeszłym miesiącu beGlossy okazało się strzałem w dziesiątkę. Miałam nadzieję, że i tym razem będę niezmiernie zadowolona z zawartości i tak też się stało. Nie zawiodłam się, bo lutowy beautbox beGlossy spełnił moje najśmielsze oczekiwania. Hasłem przewodniu lutowego box-a jest 'Bliżej Natury', co sugeruje że w pudełku znajdziemy kosmetyki naturalne. Rewelacja!

W pudełku znalazłam 3 rewelacyjne, pielęgnacyjne kosmetyki pełnowymiarowe, kilka próbek, a także prezent.


NACOMI Naturalny peeling cukrowy do ciała
Produkt pełnowymiarowy - 100ml/16,50 zl 

Ten produkt bardzo mnie ucieszył. Bardzo lubię markę Nacomi za jej naturalne składy kosmetyków i piękne zapachy. Wcale nie zaskoczyło mnie to, że peeling przepięknie i intensywnie pachnie kawą. Ten zapach jest naprawdę mega naturalny i intensywny, wspaniały! Peeling jest niezłym zdzierakiem, ale nie można mu zarzucić tego, że mógłby podrażnić. Po zastosowaniu skóra jest pachnąca, gładziutka, delikatna i powleczona cieniutką warstwą masła Shea. 
W boxie znalazłam również kupon rabatowy (-20%) na kosmetyki Nacomi.


ORGANIQUE Balsam do ciała z masłem shea Czarna Orchidea
Produkt pełnowymiarowy - 100ml/34,90 zl 

Z tego produktu ucieszyłam się równie mocno. Markę ORGANIQUE również bardzo sobie cenię i zawsze zachwycam się pięknymi zapachami kosmetyków i równie pięknymi, naturalnymi składami. 
Balsam jest bardzo gęsty, ale pod wpływem ciepła skóry tworzy się z niego olejek. Taki odżywczy balsam jest idealny na zimę.  Na uwagę zasługuje jego przepiękny zapach. On jest genialny, to nie jest jakiś zwykły kwiatowy zapach, bo pachnie jak jakieś luksusowe perfumy. Mnie zachwycił i mogłabym ubierać w niego swoją skórę bez przerwy! <3


VIANEK Łagodzący tonik-mgiełka 
Produkt pełnowymiarowy - 100ml/34,90 zl 

VIANEK to marka, z którą jeszcze nie miałam do czynienia i bardzo się cieszę, że znalazła się w beGlossy i nareszcie mam okazję ją wypróbować. Przyjrzałam się dokładanie jej produktom i okazuje się, że wszystkie mają mega naturalne i przyjazne składy. Tonik już wstępnie przetestowałam. Ma on prześliczny, różany zapach i to w nim pokochałam. Ja uwielbiam różane zapachy, a ten jest wyjątkowo udany. Uwielbiam stosować ten tonik zawsze po wieczornym demakijażu!
W boxi-e znalazłam też próbkę (2ml) kremu odżywczego na dzień z ekstraktem z korzenia cykorii.


L'OREAL Maski Czysta Glinka
Próbki

Jeszcze nigdy tak bardzo nie ucieszyłam się z próbek. Chyba te bardzo reklamowane nowości L'oreal nieźle zawróciły mi w głowie. Byłam bardzo ciekawa, jak się sprawdzą. Już nieco na blogach się o nich naczytałam i tym bardziej chciałam je wypróbować. Zużyłam już zieloną z eukaliptusem i muszę przyznać, że jestem zadowolona. Niebawem zabiorę się za czarną z węglem. 

URIAGE Krem Eau Thermale i Roseliane Riche
Próbki

W boxie znalazły się dwie próbki z kremami do twarzy marki URIAGE. Póki co, jeszcze ich nie wypróbowałam. Niestety mają bardzo mikroskopijne pojemności. Szkoda.

NIVELAZIONE Dermatologiczny krem do rąk
Miniaturka

W beGlossy znalazł się również prezent w formie miniaturki dermatologicznego kremu do rąk od FARMONY. Całkiem fajnie, bo brakowało mi kremu do rąk, który byłby idealny do torebki. Taka niewielka tubka świetnie się do tego nadaje, a sam krem jest całkiem niezły. Szybko się wchłania i koi suche dłonie. 


Tak prezentuje się cały zestaw. Znajdziecie go, jak zwykle na www.beglossy.pl. Jeszcze jest możliwość zamawiania, ale radzę się spieszyć, bo tak dobre pudełka szybko się wyprzedają!


Pokaże Wam jeszcze coś naprawdę EXTRA! Wraz z lutowym box-em beGlossy dostałam dwa pełnowymiarowe produkty marki SeeSee. Ta niespodzianka, to prezent dla Ambasadorek beGlossy. Jakiś czas temu testowałam błotną maseczkę do twarzy tej marki i byłam zachwycona. Pisałam o niej tutaj.

Tym razem będę miała niewątpliwą przyjemność zapoznać się bliżej z błotną maską do ciała (którą z pewnością przetestuję również na twarzy) i masłem do ciała z minerałami z morza martwego.
Bardzo się cieszę! <3

Jestem wręcz zakochana w kosmetykach marki SeeSee! Niebawem dam Wam znać, jak się u mnie spisują, trzymajcie mnie za słowo! :)





beGlossy - Luty 2017 - Bliżej Natury!

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Jakiś czas temu, skuszona pozytywnymi opiniami o kolorówce The Balm, zapragnęłam ją wypróbować. Niestety, aby wypróbować wszystkie hity The Balm, musiałabym sporo zainwestować. Dlatego też, skusiłam się na paletkę zawierającą flagowe produkty The Balm, które tak bardzo mnie kusiły, m. in. rozświetlacz MARY-LOU MANIZER, bronzer Bahama Mama, róż do policzków Hot Mama.  Kiedy paletka trafiła już w moje ręce, byłam w siódmym niebie, jednak po kilku dniach czegoś zaczęło mi brakować. Co prawda, miałam już paletkę, którą mogłam wykonać całkowity makijaż, ale bardzo brakowało mi w niej cieni do powiek w kolorach brązu. Aby móc całkowicie uzupełnić mój codzienny zestaw makijażowy The Balm, potrzebowałam jeszcze paletki z cieniami NUDE TUDE. To pragnienie także udało mi się szybko spełnić i w ten sposób stałam się szczęśliwą posiadaczką kompletnego zestawu makijażowego na co dzień, składającego się z kosmetyków The Balm. 

Dziś z wielką przyjemnością pokażę Wam obie te paletki w pełnej krasie!


Na początek, przyjrzyjmy się dokładniej paletce In The Balm of Your Hand.
Paletka składa się z czterech cieni do powiek, trzech róży do policzków, bronzera i rozświetlacza, które można używać również jako cieni. W zestawie są również dwie pomadki. In The Balm of Your Hand to zbiór bestselerowych kosmetyków marki The Balm, zamknięty w jednej paletce.

Tak, jak wszystkie kosmetyki marki The Balm, również i ta paletka wykonana jest z papieru. Kartonowe opakowanie jest jednak bardzo solidne, nie  niszczy się i nie psuje. Wyposażone jest w praktyczne lusterko.


Wróćmy teraz do zawartości. Zacznijmy od róży do policzków, których w paletce jest, aż trzy: HOT MAMA, INSTAIN i CABANABOY.

HOT MAMA to prześliczny ciepły, brzoskwiniowy róż mieniący się złotym odcieniem. Jest naprawdę cudowny. Świetnie się nakłada, nie robi smug i plam i pięknie rozświetla kości policzkowe. Nie można sobie zrobić nim makijażowej krzywdy, a co równie ważne, jest trwały i choć po dłuższym czasie nieco traci swój blask, to ciągle wygląda pięknie!

INSTAIN Argyle ten róż natomiast jest matowy i według mnie nieco cukierkowy. Świetnie sprawdzi się w przypadku blondynek. Ja jednak bardzo rzadko go używam.

CABANABOY ma bardzo intensywny, dość ciemny kolor i trzeba uważać przy nakładaniu, aby efekt nie był zbyt intensywny, łatwo z nim przesadzić. Róż jest matowy. Jeśli chodzi o trwałość, to jest na najwyższym poziomie. Łatwo go nałożyć i rozetrzeć, a utrzymuje się cały dzień. Nie migruje i nie ściera się.


Bronzer BAHAMA MAMA można używać również, jako cień do powiek. Moim zdaniem ten bronzer ma wręcz idealny, chłodny odcień brązu. Jestem wręcz zachwycona tym, że nawet odrobinę nie wpada w pomarańcz.  Świetnie się rozciera, wystarczy kilka ruchów, aby idealnie go rozprowadzić. Nie robi plam, a intensywność koloru można stopniować. Muszę go również pochwalić za trwałość.

Rozświetlacz MARY-LOU MANIZER to produkt, którego byłam ciekawa najbardziej! Ma on złocisty, niezbyt ciepły, szampański, stonowany kolor. Pięknie rozświetla dając efekt tafli na skórze. Na pochwałę zasługuje tez jego świetna pigmentacja i super wydajność. Wystarczy odrobina, aby uzyskać zadowalający efekt. Cudowne jest to, że to produkt wielofunkcyjny, świetnie nada się zarówno do makijażu dziennego, jak i wieczorowego, ale sprawdzi się również, jako cień do powiek.


W paletce In The Balm of Your Hand znalazły się także dwa cienie do powiek Shady Lady w odcieniach: Insane Jane i Mischevious Marissa.

Insane Jane to połyskujący odcień TAUPE, taka szarość nieco wpadająca w chłodny odcień brązu.

Mischevious Marissa to również połyskujący, ale jasny, ciepły odcień brązu.

W paletce znalazł się również cień pochodzący z paletki NUDE TUDE w odcienu Sexy. Jest to matowy odcień ciemnego bordo. Kolejny i zarazem ostatni cień z paletki In The Balm of Your Hand to odcień Led Zeppelin z paletki Balm Jovi. Ten odcień to zgaszona, ciemna, lekko połyskująca zieleń.


Jak już wspominałam w palecie znalazły się również dwie pomadki. Jedna jest w krwisto czerwonym, przepięknym i bardzo wyrazistym odcieniu. Moim zdaniem to czerwień idealna i gdy tylko mam ochotę na czerwone usta, to sięgam właśnie po nią! Pochodzi ona z paletki pomadek The Balm Girls, a jej odcień to Mia Moore.

Druga pomadka ma odcień bardziej neutralny, jest to naturalny karmelowo-brzoskwiniowy odcień.


Tak właśnie prezentuje się In The Balm of Your Hand! W tej paletce znajdziemy prawie wszystko, co potrzebne do codziennego makijażu. Pisząc prawie wszystko mam na myśli, to że według mnie, jej idealnym dopełnieniem jest paletka z cieniami do powiek NUDE TUDE!


W palecie cieni do powiek NUDE TUDE znajduje się 12 cieni, zarówno połyskujących, jak i matowych cieni. 

W przypadku tej palety, opakowaniu również jest kartonowe, co nie przeszkadza w tym, aby odznaczało się solidnością. Zamykana jest na magnes, który doskonale ją zabezpiecza.  W wyposażaniu jest także duże lusterko i podwójny pędzelek. Opakowanie utrzymane jest w stylu Pin-up. 


Zajmijmy się jednak tym, co w środku!

Tuż po otwarciu paletki ujrzymy sześć seksownych kobietek i nazwy cieni, które zaczynają się na literę S, a w dodatku są cechami osobowości, które nie zawsze są godne, nazwałabym je 'niegrzeczne' ;).
Kolory cieni są raczej neutralne, sprawdzą się jednak doskonale zarówno w makijażu dziennym, jak i wieczorowym. Kolorystyka paletki, to przede wszystkim ciepłe brązy, czyli coś co kocham, ale znajdziemy w niej również  odcienie różowe, złote, perłową biel, czerń, a także bordo. Znajdziemy w niej cienie o rożnych wykończeniach: matowe, satynowe, perłowe jak również z dużymi drobinkami.


Przyjrzyjmy się zatem im trochę bliżej!

Sassy (Impertynencka) - biały, mroźny, połyskujący odcień o genialnej pigmentacji!
Stubborn (Uparta) - połyskliwy perłowy róż, który nie jest nachalny. Lekko wpada w nude.
Selfish (Samolubna) -  zimny, połyskujący, szarawobrązowy taupe.
Sophisticated (Wyrafinowana) - czekoladadowy odcień brązu z mieniącymi się na złoto drobinkami.
Sexy (Seksowna) - matowy, ciemny bordo.
Serious (Poważna) - matowa czerń o absolutnie doskonałej pigmentacji. Świetnie sprawdzi się jako eyeliner w połączeniu z Duraline z Inglot!
Snobby (Snobistyczna) - połyskujące, żółte złoto.
Stand-offish (Nieprzystępna) - połyskujący, mroźny odcień różowego złota.
Sultry (Namiętna) - matowy, ciepły, średni brąz.
Seductive (Uwodzicielska) -  połyskujący, perłowy, ciepły odcień miedzianego brązu. Mój ulubiony!
Silly (Bezmyślna) - ciemny, chłodny brąz ze złotymi drobinkami.
Sleek (Wymuskana) - matowy, ciemny, kakaowy brąz.



Pigmentacja cieni jest wspaniała, naprawdę dawno nie znalazłam paletki w której absolutnie wszystkie cienie mają tak doskonałą pigmentację. Zastosowane na bazę dają niesamowity efekt, a solo też nie można im nic zarzucić!  Jeśli chodzi o trwałość to cienie trzymają się na powiekach bardzo długo, nie wchodzą w załamanie (nawet przy mojej tłustej powiece) i nie migrują. Zostają dokładnie w miejscu, gdzie zostały nałożone i koniec, kropka! Dodatkowo, bardzo łatwo się nakładają,  nie osypują i niezwykle łatwo rozcierają, a kolory nie blakną podczas rozcierania.


Chciałabym również polecić Wam zestaw pędzli LOVETO, które widzicie na zdjęciach. W ostatnim czasie, do makijażu oczu używam wyłącznie tego zestawu i bardzo go sobie chwalę. W zestawie znajduje się 12 pędzli, w tym: puchacze do rozcierania, pędzle do nakładania Eye-linera ( w tym jeden z nich może służyć, jako pędzel do brwi) i do nakładania cieni na powiekę. Oczywiście można je też używać w inny sposób. Bardzo dobrze spełniają swoją funkcję, nie drapią i łatwo je myć.


Pracuje się nimi bardzo dobrze i są genialnym dopełnieniem moich dwóch paletek The Balm. Na uwagę zasługuje też opakowanie, w jakim są umieszczone. Jest to kosmetyczka z czerwoną podszewką, a z zewnątrz wygląda jakby była wykonana ze skóry. Całość dopełnia srebrny suwak.


Od lewej (zdjęcie poniżej):

E61 - Pędzel do rysowania linii lub podkreślania brwi. Posiada ścięte włosie syntetyczne. WYMIARY: długość rączki 16,5 cm, długość włosia 0,5 - 0,7 cm, rozpiętość włosia 0,8 cm.

E60 - Pędzel do tworzenia kresek lub zaznaczania konturu ust. Wykonany z włosia syntetycznego. WYMIARY: długość rączki 16,5 cm, długość włosia 0,7 cm, rozpiętość włosia 0,2 cm, średnica włosia 0,2 cm.

P32 - Pędzel  do aplikacji cieni oraz rozcierania linii. Wykonany naturalnego włosia. WYMIARY: długość rączki 16,3 cm, długość włosia 1 cm, rozpiętość włosia 1 cm.

P31 - Pędzel do nakładania cieni oraz aplikacji korektora na drobne niedoskonałości. Stworzony z włókniny syntetycznej. WYMIARY: długość rączki 16 cm, długość włosia 0,9 cm, rozpiętość włosia 0,9 cm.

B50 - Pędzel do nakładania cieni, wykonany z włosia syntetycznego. WYMIARY: długość rączki 16 cm, długość włosia 0,7 cm, rozpiętość włosia 1,1 cm.


Od lewej (zdjęcie poniżej):

P40 - Pędzel idealny do zaznaczenia załamania powieki, precyzyjnej aplikacji cieni, czy rozświetlania wewnętrznego kącika. Stworzony z włosia naturalnego. WYMIARY: długość rączki 15,6 cm, długość włosia 0,9 cm, rozpiętość włosia 0,5 cm, średnica włosia 0,5 cm.

P43 - Pędzel idealny do rozcierania, wykonany z włosia naturalnego. WYMIARY: długość rączki 15 cm, długość włosia 1,9 cm, rozpiętość włosia 1,2 cm, średnica włosia 1 cm.

P42 - Pędzel służący do blendowania cieni z włosia naturalnego. WYMIARY: długość rączki 15,3 cm, długość włosia 1,7 cm, rozpiętość włosia 1,2 cm, średnica włosia 1,1 cm.

P44 - Pędzel do blendowania z włosia naturalnego. WYMIARY: długość rączki 15,7 cm, długość włosia 1,8 cm, rozpiętość włosia 1 cm, średnica włosia 0,9 cm.

P30 - Pędzel do aplikacji cieni na całą powiekę. Stworzony z włosia naturalnego. WYMIARY: długość rączki 15,9 cm, długość włosia 1,5 cm, rozpiętość włosia 1,3 cm.

T20 - Pędzel do aplikacji cieni na całą powiekę, bądź punktowego nakładania korektora. Wykonany z włosia syntetycznego. WYMIARY: długość rączki 16 cm, długość włosia 1,5 cm, rozpiętość włosia 1,2 cm, średnica włosia 1,2 cm.

P41 -Pędzel do nakładania cieni i zaznaczania załamania powieki oraz precyzyjnego blendowania.  Wykonany z włosia naturalnego. WYMIARY: długość rączki 16 cm, długość włosia 1,2 cm, rozpiętość włosia 0,7 cm, średnica włosia 0,7 cm.


Zarówno paletki The Balm, jak i pędzle znalazłam w internetowym sklepie: www.ladymakeup.pl

LINKI DO PRODUKTÓW:

IN THE BALM OF YOUR HANDhttps://www.ladymakeup.pl/sklep/THE-BALM-IN-THE-BALM-OF-YOUR-HAND-Zestaw-11-kosmetykow-do-makijazu.html

THE BALM NUDE TUDEhttps://www.ladymakeup.pl/sklep/the-balm-nude-tude-paleta-12-cieni.html

PĘDZLE LOVETOhttps://www.ladymakeup.pl/sklep/LOVETO-PL-Zestaw-12-pedzli-do-makijazu-kosmetyczka.html



Jak Wam się podoba mój makijażowy, codzienny zestaw?

Buziaki :*
Asia

In The Balm of Your Hand & Nude Tude z bliska!

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Styczniowa Liferia dotarła do mnie dość późno, ale to nic, najważniejsze, że teraz już mogę cieszyć się jej zawartością! Edycje z zeszłego roku bardzo mi się podobały, a jak  jest teraz? Czy Liferia wkroczyła w Nowy Rok z równie genialnym boxem?
Myślę, że każda z nas oceni to sama, a ja już śpieszę zaprezentować Wam zawartość!

W pudełku znalazłam 5 produktów, w tym trzy produkty pełnowymiarowe i dwa miniprodukty.


Krem z witaminą C YASUMI JAPONIA 
Mini produkt - 15ml

Na początek, chciałabym zwrócić uwagę na pochodzenie marki Yasumi. Otóż tak się składa, że jest mi ona doskonale znana i nie jest to marka japońska, choć Japonią się inspiruje. Yasumi, to oczywiście nasza polska, rodzima marka, więc zamiast do Japonii, zaliczyłabym ją do Polski, choć krem został wyprodukowany w Hiszpanii ;)

W pudełku znalazłam pietnastomililitrowe opakowanie kremu, czyli miniaturę. Pełnowymiarowy ma 50 ml, a jego koszt to ok. 170 zł. Jego obecność w box-ie bardzo mi się spodobała i chętnie go przetestuję. Ma on działanie rozjaśniające skórę, niwelujące przebarwienia, nawilżające, a dodatkowo przeciwzmarszczkowe. Jestem ciekawa, jak się u mnie sprawdzi, choć na chwilę obecną nie mam większych problemów z przebarwieniami. Udało mi się je zniwelować po lecie, choć gdzie nie gdzie jeszcze coś niecoś zostało. Mam nadzieję, że pomoże on mi pozbyć się ich na dobre :)

Opakowanie pełnowymiarowe 50 ml  - ok. 170 zł


Serum do bardzo suchej skóry twarzy i dłoni INDIA COSMETICS POLSKA 
Produkt pełnowymiarowy 50ml

Kolejny produkt to serum do suchej skóry twarzy i dłoni. Generalnie nie lubię kosmetyków, które są dobre zarówno do twarzy, jak i dłoni. Ja to serum będę stosować zdecydowanie, jedynie do dłoni. Jego skład raczej nie przysłuży się mojej cerze ;). Nie mniej jednak, powiem szczerze, że na chwilę obecną może się przydać, bo dłonie o tej porze roku zawsze mam dość przesuszone. Oczywiście jest to spowodowane tym, że nagminnie zapominam rękawiczek, kiedy wychodzę z domu. 
Serum jest wzbogacone olejem z nasion konopi indyjskich, a właściwości tego oleju bardzo sobie cenię, dlatego chętnie wypróbuje ten produkt.

Opakowanie pełnowymiarowe 50 ml  - ok. 20 zł

Mgiełka odżywczo – nawilżająca BEAVER PROFESSIONAL Niemcy 
Mini produkt - 50ml

Ten produkt zdążyłam już wstępnie przetestować i bardzo żałuję, że w pudełku nie znalazł się pełen wymiar. Pierwszy raz mam do czynienia z tą marką i jestem zachwycona! Po użyciu, jakość moich włosów znacznie się poprawia. Włosy są miękkie, dobrze się układają, nie plączą, nie puszą. Jest super! Muszę się rozejrzeć za pełnowymiarowym opakowaniem!
Bardzo się cieszę, że poznałam ten kosmetyk!

Opakowanie pełnowymiarowe 150 ml  - ok. 50 zł

Głęboko oczyszczająca maska na płacie bawełny do twarzy MIZON KOREA 
Produkt pełnowymiarowy

Tą maskę znalazłam już w poprzedniej, grudniowej edycji box-a Liferia. Przyznam się, że jeszcze jej nie używałam, ale teraz już się skusze na wypróbowanie. Nie za bardzo przepadam za maskami w płachcie, ale to, że znalazła się po raz drugi w moim boxie, to chyba znak, że powinnam się skusić. Jeśli się sprawdzi, dam Wam znać na Facebook.

Produkt pełnowymiarowy 25g/26zł

Naturalna konturówka do ust FELICEA POLSKA 
Produkt pełnowymiarowy

Ostatni, piąty produkt, jaki znalazł się w pudełku, to naturalna konturówka do ust polskiej marki Felicea. Niestety trafił mi się odcień nr 74, który jest bardzo jasnym nudziakiem i odrobinę wpada w pomarańcz. Szkoda, że trafiłam właśnie na ten kolor, on jest w moim przypadku bardzo niekorzystny. Zapewne kredkę komuś podaruję.

Produkt pełnowymiarowy - 20zł


To już cała zawartość styczniowej Liferii. Czy Wy również macie wrażenie, że jest nieco uboższa niż poprzednie edycje?
Niemniej jednak, jestem całkiem zadowolona.


W tej chwili można zamawiać pudełko lutowe. Znajdziecie je na stronie Liferia.pl

Styczniowa Liferia! Co tym razem znalazło się w środku?

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Rzadko piszę o kosmetykach, których nie przetestowałam na własnej skórze, ale tym razem postanowiłam zrobić wyjątek. Yonelle TRIFUSION to linia kosmetyków przeznaczona dla każdego typu cery dojrzałej, wiotkiej, zmęczonej, wymagającej poprawy owalu i odmłodzenia wyglądu. Ich niewątpliwym atutem jest też dobra tolerancja przez skóry wrażliwe i skłonne do alergii.


Innowacyjna technologia TRIFUSION łączy w sobie trzy procesy: BIOFUZJI, INFUZJI i ENDOFUZJI.
BIOFUZJA umożliwoa wtapianie się kosmetyku w skórę.
INFUZJA to przenoszenie substancji aktywnych w głąb skóry za pomocą NANODYSKÓW (również opracowanych przez Yonelle)
ENDOFUZJA napina i napręża skórę od wewnątrz.

Kiedy tylko trafiłam na Yonelle TRIFUSION , od razu pomyślałam o mojej mamie. Chciałam sprawić jej niebanalny prezent i mi się udało!
Efekt pierwszego wrażenia był naprawdę niesamowity, a to dlatego, że linia Yonelle TRIFUSION odznacza się nie tylko pięknymi opakowaniami samych kosmetyków, ale także ich oprawa zasługuje na uznanie. Każdy z produktów zapakowany jest dodatkowo w gustowny woreczek, który potęguje wrażenia estetyczne.


Opakowania kosmetyków Yonelle TRIFUSION wyglądają fenomenalnie. Niemalże, jakby były wykonane z 'lustra'. Ciężko mi je nawet opisać, ale ona naprawdę wzbudzają zachwyt. Mam nadzieję, że udało mi się uchwycić ich piękno na zdjęciach, choć było to bardzo trudne, bo aparat szalał, gdy próbowałam uchwycić efekt lustra.
Kiedy podarowałam je mojej mamie, była w pozytywnym szoku. Wręcz zachwycona.
Prezent się udał! :)

Opakowanie oczywiście odegrało dużą rolę, ale nie o opakowanie przecież chodzi. Głównym zadaniem jest przecież odpowiednie działanie, a ono również nie zawiodło. 
Poprosiłam mamę o opinię i tak, jak się zresztą spodziewałam, była ona wyjątkowo pozytywna.
Ja osobiście miałam już do czynienia z kosmetykami marki Yonelle i wiedziałam, że są one genialne!


ENDOLIFTINGUJĄCY KREM MŁODOŚCI
INTENSYWNE ODCZUCIE NAPRĘŻENIA SKÓRY DOJRZAŁEJ
Krem na dzień i na noc, wtapiający się w skórę, intensywnie działający przeciw widocznym i niewidocznym oznakom jej starzenia się. Do cery dojrzałej suchej i normalnej, zmęczonej, wymagającej poprawy owalu i odmłodzenia wyglądu, także wrażliwej. Ma silne działanie endoliftingujace - naprężające skórę od wewnątrz.

Odczucie to jest spektakularne, pojawia się już minutę po nałożeniu kremu i świadczy o jego aktywności. Stymulacja syntezy białek budujących szkielet skóry zapewnia głębokie ujędrnienie, poprawia elastyczność i nawilżenie, ogólnie odmładza jej wygląd. Już po 7 dniach skóra jest ujędrniona, nawet o 26%, lepiej napięta, nawet o 25%, a zmarszczki ulegają spłyceniu, nawet o 14%. Wielkim atutem kremu są jego właściwości antyalergenowe.
Zostają uruchomione reakcje regenerujące, łagodzące i wzmacniające odporność. Pojawia się komfortowe uczucie uspokojenia drażliwości i wyrównania kolorytu.
Poj. 55 ml, cena 279,00 zł

Krem endoliftingujący wydaję się być nieco tłusty, ale to tylko chwilę po nałożeniu. Z relacji mojej mamy wynika, że po chwili to odczucie znika, a krem faktycznie wtapia się w skórę i daje efekt liftingu. W dodatku, skóra nie tylko jest naprężona, ale i doskonale nawilżona, co daje uczucie komfortu. Przy dłuższym stosowaniu odczuwa się wyraźną poprawę napięcia skóry, ujędrnienie i wyrównanie kolorytu. 


PŁYNNY KREM - NAPINACZ POD OCZY, NA TWARZ I PODBRÓDEK
KOSMETYCZNY „MIKROCHIRURG” DO SKÓRY DOJRZAŁEJ
Bardzo silnie działający płynny krem na dzień i na noc.  Kosmetyczny „mikrochirurg” do cery dojrzałej, także wrażliwej i alergicznej. Polecany szczególnie do skóry zmęczonej, wiotkiej, wymagającej ujędrniającego zastrzyku młodości. Wtapia się w skórę, stanowiąc doskonały lifting pod makijaż. Nietypowa, płynna konsystencja umożliwia precyzyjne naniesienie na skórę cienkiej warstwy bardzo bogatego preparatu. Jest to szczególnie istotne przy aplikowaniu pod oczy. Po jednej godzinie napięcie skóry wzrasta nawet o 30%. Pojawia się silne uczucie naprężenia skóry od wewnątrz i wzmocnienia podtrzymującego ją szkieletu podporowego. Krem optymalnie ujędrnia okolice oczu, twarz i podbródek, nawet o 40% po 5 godzinach. Doskonale wygładza, nawet o 30% po 7 dniach, redukuje widoczność zmarszczek i bruzd, również pod oczami, odmładza owal twarzy,  wyraźnie zmniejsza pory, wyrównuje i poprawia koloryt  oraz wykazuje działanie antyalergenowe.
Poj. 50 ml, cena 279,00 zł

Płynny krem ma bardzo lekką konsystencję. Stosowany pod makijaż sprawia, że ten lepiej się trzyma. Po zastosowaniu bardzo zauważalne jest lepsze napięcie skóry, a także jej wygładzenie. Przy dłuższym stosowaniu skóra nabiera blasku, robi się bardziej napięta, odbudowana i jędrniejsza. 


Jeśli szukacie odpowiedniego prezenty dla swoich mam, to Yonelle TRIFUSION będzie doskonałym pomysłem!
Kosmetyki z tej serii znajdziecie na yonelle.pl lub w perfumeriach Douglas!


Yonelle TRIFUSION - prezent dla cery dojrzałej!

Joanna
,


Cześć Dziewczyny J

Z lekkim opóźnieniem, ale śpieszę do Was z zawartością styczniowego pudełka beGlossy Hello 2017. Mam nadzieję, że wybaczycie mi zwłokę, ale niestety dopadła mnie grypa i musiałam swoje odchorować. Mam nadzieję, że w tym sezonie już żaden wściekły wirus nie zatruje mi życia i tego też i Wam życzę!
Wracając już do zawartości styczniowego beGlossy, muszę przyznać, ze bardo mnie ucieszyła! W pudełku znalazłam produkty, które bardzo chciałam wypróbować, a co więcej, okazały się fantastyczne! Co więcej, tym razem beGlossy jakby czytało w moich myślach i odgadywało moje potrzeby. Większości z kosmetyków, które znalazłam w box-ie bardzo potrzebowałam J

W moim box-ie znalazłam aż 4 pełnowymiarowe produkty, a dodatkowo uraczył mnie również prezent w postaci pomarańczowego serum do twarzy. Poza tym, w moim pudełku znalazł się również mini tusz do rzęs i próbka liotonu  do włosów. 


Maska wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów Bazylia + Argan - Basil Element
29,99 zł/ 200ml

produkt pełnowymiarowy

To jeden z produktów, który niesamowicie mnie ucieszył. Właśnie szukałam maski do włosów, która byłaby dobra zarówno do włosów, jak i skóry głowy i tadam! Jest! 
W innych wariantach pudełka można było zamiast maski trafić na szampon, odzywkę lub mleczko wzmacniające do włosów. Ja jednak bardzo cieszę się, że trafiłam właśnie na maskę. Pierwsze wrażenia ze stosowania sa bardzo na plus!



Żel micelarny 3w1 – Garnier

18,99 zł/ 200ml

produkt pełnowymiarowy
To kolejny produkt, który idealnie trafił w moje potrzeby. Właśnie miałam wybierać się do drogerii po żel do mycia twarzy, a tu proszę. Żel przyszedł sam do mnie i co więcej, w pełnowymiarowym opakowaniu! Genialnie! Pierwsze koty poszły już za płoty i okazało się, że ten żel doskonale się u mnie sprawdza. Chyba zostanę jego wierną fanką <3


Maska Moisture + Comfort – Garnier

8,99 zł / 32 g

produkt pełnowymiarowy
Maska w płachcie, to jedyny produkt ze styczniowego beGlossy, który nie zrobił na mnie piorunującego wrażenia. Nie dla tego, że się nie sprawdził, bo jeszcze jej nawet nie przetestowałam, ale maski w płachcie, jakoś nie szczególnie mnie do siebie przekonują. Generalnie nie jestem ich fanką. Nie mniej jednak, chętnie ją wypróbuję. Kto wie, może tym razem zmienię zdanie.


Żel micelarny 3w1 – Garnier

Krem ochronny do rąk -20°C PROTECT – Farmona

7 zł/100ml

produkt pełnowymiarowy
Zimowy krem do rąk od Farmony także wywołał uśmiech na mojej twarzy! Zima nadal naje moim dłoniom w kość i nie chce odpuścić. Krem do rąk o tej porze roku, to MUST HAVE i jestem przekonana, że nikt nie odważy się temu zaprzeczyć. Ten od Farmony jest bardzo gęsty i odżywczy, naprawdę świetnie i na długo chroni dłonie, a co równie ważne, szybko się wchłania. Bardzo się cieszę, że znalazłam go w pudełku i to w pełnowymiarowym opakowaniu.



Mascara Infinito – COLLISTAR

miniatura

Z miniaturowego tuszu do rzęs również bardzo się ucieszyłam. Już od dawna miałam ochotę wypróbować jakiś kosmetyk marki COLLISTAR. Dziwnym trafem padło na tusz do rzęs i wiecie co? Fantastycznie, bo właśnie skończyła mi się moja ulubiona mascara GOSH Copenhagen. 
Miniaturka COLLISTAR wygląda świetnie, ale nie tylko opakowanie przypadło mi do gustu. Sama mascara również pokazała, że warto w nią zainwestować. Na moich rzęsach wygląda bardzo naturalnie, ale nie nijako. Świetnie wydłuża, pogrubia i podkręca rzęsy. Nie osypuje się i nie rozmazuje. Naprawdę jestem z niej zadowolona, ale nie wiem jeszcze, czy zdecyduje się na pełnowymiarowe opakowania. Produkt pełnowymiarowy kosztuje 99 zł.




EIMI Perfect Me - Wella Professionals

próbka

Może się zdziwcie, ale nawet maleńka próbka mnie ucieszyła. Może nie starczy mi na długo, ale już wiem, co muszę kupić! Ten wygładzający lotion na włosach działa cuda i muszę koniecznie go mieć w pełnym wymiarze! Bardzo się cieszę, że ta próbka znalazła się w boxi-e, bo gdyby nie to, pewnie nigdy nie poznałabym tak fajnego kosmetyku do włosów!



Ujędrniające serum Pomarańcza – MOKOSH

prezent pełnowymiarowy

Jak już wspominałam, w moim box-ie znalazłam również prezent w postaci ujędrniającego, pomarańczowego serum do twarzy MOKOSH. Przyznam się, że nie jest to mój pierwszy egzemplarz tego serum, bo miałam okazję już wcześniej się z nim zapoznać. Jestem w trakcie użytkowania już od ok. miesiąca i bardzo się cieszę, że w moje rączki wpadło kolejne opakowanie, bo serum okazało się strzałem w dziesiątkę dla mojej cery. Lubię stosować je nie tylko pod krem do twarzy, ale również jako bazę przed nałożeniem cięższego podkładu. To serum bardzo mi odpowiada, bo nie tylko świetnie działa na cerę, ujędrniając  ją i uelastyczniając, ale również ślicznie pachnie.
 Mokosh to prezent tylko dla Ambasadorek. Produkt ten pojedynczo do kupienia jest w sklepie beGlossy!



Co myślicie o styczniowym beGlossy Hello 2017? Ja uważam, że jest genialne! Najbardziej ucieszyłam się z maski do włosów, żelu do mycia twarzy, tuszu do rzęs i serum ujędrniającego, ale nie tylko, bo z zimowego kremu do rąk i próbki logionu do włosów również. Jedynie maska w płachcie jest mi właściwie obojętna.
Dla mnie ten styczniowy box beGlossy jest naprawdę bardzo udany. Można go jeszcze zamawiać na www.beglossy.pl!



Styczniowe beGLOSSY Hello 2017!

Joanna
,