Cześć Dziewczyny :)

W zeszłym tygodniu pokazywałam Wam, na Instagramie, najnowszą propozycję ShinyBox, czyli pudełko wypełnione kosmetykami polskiej marki Charmine Rose. W box-ie znajduje się 6 produktów, które przeznaczone są do pielęgnacji twarzy i ciała.
Dziś mogę już powiedzieć o nich coś więcej!

Aby móc cieszyć się box-em z kosmetykami Charmine Rose musimy za niego zapłacić w sumie 49 zł (39 zł to koszt pudełka, a pozostałe 10 zł, to opłata za przesyłkę).

Zamawiać można tutaj.

Czy warto? O tym Wam zaraz napiszę!


Jak już wspominałam, w pudełku znajdziemy 6 kosmetyków w tym dwa produktu do pielęgnacji ciała i cztery do pielęgnacji twarzy, z tym że dwa z kosmetyków do pielęgnacji twarzy wyglądają raczej jak próbki, ale za to pozostałe, choć nie są pełnowymiarowe, to mają całkiem spore rozmiary i z pewnością szybko się nie skończą.

KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI CIAŁA
* BALSAM ŁAGODZĄCY Z KWASEM SZIKIMOWYM - 50ml
Opakowanie pełnowymiarowe: 141zł/550ml. Przeliczając: 12,81 zł/50 ml

* CC BALSAM - 50 ml
Opakowanie pełnowymiarowe: 96zł/200ml. Przeliczając: 24 zł/50 ml

KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI TWARZY
* DELIKATNE MLECZKO Z WYCIĄGIEM Z MALWY CZARNEJ -
Opakowanie pełnowymiarowe: 45zł/200ml. Przeliczając: 22,50 zł/100 ml

*DELIKATNY OCZYSZCZAJĄCY PŁYN MICELARNY - 100 ml
Opakowanie pełnowymiarowe: 41,60zł/200ml. Przeliczając: 20,80 zł/100 ml

* KREM NCBS Z KWASAMI - 15ml
Opakowanie pełnowymiarowe: 60,80zł/50ml. Przeliczając: 18,24 zł/15 ml

* KREM WYPEŁNIAJĄCO-MODELUJĄCY - 15ml
Opakowanie pełnowymiarowe: 80zł/50ml. Przeliczając: 24 zł/15 ml

Wartość rynkowa kosmetyków w boxi-e, uwzględniająca ich pojemności: 122,35 zł


BALSAM ŁAGODZĄCY Z KWASEM SZIKIMOWYM
Jest to bardzo lekki balsam do ciała. Nie ma on raczej działania nawilżającego, a jeśli ma to bardzo delikatne. Świetnie sprawdza się przy wszelkiego rodzaju podrażnieniach skóry. Działa podobnie do żelu aloesowego. Szybko koi i łagodzi. Bardzo dobrze sprawdza się przy podrażnieniach po goleniu. Ja lubię go używać również do dłoni, a szczególnie wtedy gdy zapomnę rękawiczek. W takich sytuacjach, po powrocie do domu, używam właśnie tego balsamu, a jak już się wchłonie to nakładam krem do rąk. Efekt świetny! Producent informuje, że sprawdza się również jako balsam po opalaniu. Mam nadzieję, że uda mi się to latem przetestować ;)

CC BALSAM
Ten kosmetyk bardzo mnie zainteresował już tuż po samym otworzeniu pudełka. Właściwie to najbardziej ze wszystkich produktów, które w nim znalazłam. Wypróbowałam go i jestem zachwycona. Sprawdza się genialnie! Stosując go na nogi, zachowuje się jak rajstopy w sprayu. Świetnie wyrównuje koloryt skóry, wygląda ona na bardzo zadbaną. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi. Jest taka gładka, lekko opalona i aksamitna.
Balsam CC szybko się wchłania i nie brudzi ubrań. Producent zaleca, aby po nałożeniu balsamu odczekać 5-10 minut zanim się ubierzemy. Ja zapewniam Was, że wystarczy mniej niż 5 minut! :D

Kupię pełnowymiarowe opakowanie!



DELIKATNY OCZYSZCZAJĄCY PŁYN MICELARNY
DELIKATNE MLECZKO Z WYCIĄGIEM Z MALWY CZARNEJ

Obydwa te kosmetyki spełniły moje oczekiwania, bo świetnie zmywają makijaż. Mleczkiem zmywam tylko makijaż oczu, a płyn micelarny stosuję na resztę twarzy i jestem w pełni usatysfakcjonowania ich skutecznością. Dokładnie i szybko zmywają makijaż, a przy tym są delikatne dla skóry, nie wywołują szczypania. Wszystko w jak najlepszym porządku.

KREM NCBS Z KWASAMI 
KREM WYPEŁNIAJĄCO-MODELUJĄCY

Piętnasto mililitrowych kremów do twarzy jeszcze nie wypróbowałam. Myślę, że zostawię je sobie na urlop. Miejsce bagażowe mam wtedy bardzo ograniczone, więc jeśli chodzi o kosmetyki, ratuję się próbkami. Zawsze zbieram miniaturki, aby móc je wykorzystać, a jednocześnie wypróbować podczas wyjazdów.


Całego boxa oceniam bardzo pozytywnie. Stosunek jakości produktów do ceny pudełka jest bardzo dobry. Najbardziej spodobał mi się balsam CC do ciała i muszę kupić pełnowymiarowe opakowanie, ale balsam z kwasem szikimowym również jest niczego sobie. Płyn micelarny i mleczko do ciała także się sprawdzają i chętnie wykorzystam je do końca. Jeśli chodzi o kremy, to zdania nie mam, ale nawet jeśli nie znalazłabym ich w pudełku, to też byłabym zadowolona.

PS. Poza zawartością, również kartonik w którym umieszczone są kosmetyki jest bardzo przyjemny. Chętnie zrobię z niego domek dla moich ulubionych lakierów do paznokci, aby mieć je zawsze pod ręką ;)

Na poniższym zdjęciu macie przedstawione składy kosmetyków. Zdjęcie jest dużych rozmiarów, więc jeśli otworzycie grafikę w nowym oknie, to bez problemu odczytacie INCI :)


Co myślicie o tym pudełku?


So, so Charming by ShinyBox!

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Jak co dwa miesiące, przychodzę do Was z denkiem i jak zwykle zabierałam się za nie jak pies do jeża. Pustych opakowań po kosmetykach znów uzbierało się sporo, ale ostatecznie mogę je uznać za udane. Generalnie z większości tych produktów byłam zadowolona, a niektóre z nich mogę Wam polecić z czystym sumieniem.

Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii, to zapraszam do lektury :)

ZAPACHY


Avon - Spotlight EDT jest lekki i świeży. Flakon ma klasyczny, a jednocześnie bardzo ładny. Lubiłam tą wodę toaletową, nie była męcząca  nawet po codziennym stosowaniu, ale szczerze mówiąc szału też nie zrobiła. Generalnie miło ją wspominam, ale nie mam parcia na to, aby kupić ją ponownie

Stenders - Cranberry EDT używałam głównie latem i właśnie latem prawie go wykończyłam. Zimą jedynie dokończyłam resztkę. Był bardzo owocowy i nieco słodki, ale nie do przesady. Muszę przyznać, że latem znacznie bardziej mi się podobał.

Podobnie, jak w przypadku Spotlight, Avon - Premiere Luxe EDP również mi się podobał, choć był nieco cięższy. Muszę też przyznać, że znacznie dłużej się utrzymywał na skórze. Lubiłam go używać i nawet po dłuższym czasie codziennego stosowania nie był dla mnie męczący. Wspominam go miło, ale póki co nie będę do niego wracać. Na pewno jednak, tęsknić będę za przecudnym flakonem, który nawet na zdjęciu mnie zachwyca!


KOLORÓWKA

Im dłużej używam podkładu L'oreal True Match , tym bardziej jestem z niego zadowolona. W użyciu mam już drugie opakowanie. Łatwo się nakłada poprzez jego przyjemną konsystencję, nie robi smug i świetnie dopasowuje się do naturalnego odcienia skóry. Nie wysusza i daje ładne, naturalne wykończenie. Ma całkiem niezłe krycie. Odpowiednio utrwalony pudrem wykańczającym makijaż trzyma się na skórze cały dzień, nie waży się, nie wchodzi w zmarszczki. Jest naprawdę godny polecenia.

Puder sypki PAESE - HIGH DEFINITION wywarł na mnie pozytywne wrażenie! Jest drobniutko zmielony, przez co doskonale się go aplikuje. Jest transparentny. Pozostawia skórę bardzo gładką i aksamitną, a w dodatku bardzo dobrze utrwala makijaż. Nie jest on produktem matującym, a mimo tego, na mojej przetłuszczającej się skórze pozostawia satynowe wykończenie, które jest trwałe (skóra przez długi czas wygląda dobrze, znacznie wolniej się przetłuszcza). Zdecydowanie polecam go każdej z Was. 

Co do tego płynnego podkładu Lirene NO MASK mam mieszane uczucia. Początkowo (latem) byłam nim zachwycona. Mimo, że nie miał on dobrego krycia, to skóra naprawdę po jego użyciu wyglądała dobrze. Nie przesuszał jej, nie ważył się, wyglądał bardzo naturalnie. To było latem... . Końcówkę zużyłam już zimą i moje wrażenia były już nieco inne. Na początku zauważyłam, jak szybko się utlenia i bardzo ciemnieje. Być może, latem tego nie zauważałam, bo byłam opalona, ale zimą już moja bladość wyszła na wierzch ;) Po drugie, jego krycie przestało mi wystarczać. Naprawdę nie wiem, dlaczego moje odczucia względem tego podkładu tak bardzo się zmieniły, ale już raczej do niego nie wrócę.



KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI I OCZYSZCZANIA WŁOSÓW

Skończyły mi się dwa szampony, choć na zdjęciu widzicie trzy. Tak naprawdę zużyłam tylko Alterrę i Natura Syberica, ponieważ były delikatne dla skóry głowy. Nie zawierały SLS, którego się wystrzegam. Bardziej lubiłam Rossmanowską Alterrę, Natura Syberica miała zdecydowanie nieprzyjemny zapach. Ciężko jest mi go nawet określić, ale był... jakby to ująć... ostry i świdrujący. Jeśli chodzi o PILOMAX, to przydał się tylko do prania pędzli, bo moja skóra głowy po nim szalała. Praktycznie zanim jeszcze wyschły mi włosy, to czułam okropne swędzenie, a później pojawiał się łupież. Możliwe, że to przez to, że zawiera SLS, których ja nie toleruję. Użyłam go raz jedyny z ciekawości, ale jak widać, ciekawość, to pierwszy stopień do piekła, na głowie oczywiście ;)) ;).

Zdenkowałam również maskę i odżywkę do włosów Cien z Lidla. Obydwa te produkty polubiłam, chociaż wbrew moim przypuszczeniom odżywka okazała się lepsza, niż maska. Działała znacznie szybciej, a włosy po jej użyciu były bardziej miękkie i milsze w dotyku. Sprawiały wrażenie bardziej nawilżonych, znacznie mniej się puszyły. Jeśli miałabym wybierać między maską a odżywką, to wybrałabym odzywkę. Mimo wszystko, obydwa te produkty są godne polecenia zarówno ze względu na ich działanie, jak i cenę.


KOSMETYKI DO OCZYSZCZANIA TWARZY

Skończyły mi się dwa peelingi do twarzy. Zużywanie MINCER-a szło jednak, jak po grudzie. Nie dość, że drobinki były mikroskopijne i słabo peelingowały, to produkt ten pozostawiał na skórze dziwną, jakby oblepiającą (choć nie tłustą) warstwę, która strasznie mnie irytowała i za każdym razem, po użyciu tego peelingu, musiałam myć twarz ponownie żelem do mycia twarzy. 
Kueshi natomiast skończył się w mgnieniu oka i to bynajmniej nie przez to, że był mało wydajny. Po prostu bardzo go lubiłam, a co dobre, szybko się kończy. Świetnie zdzierał martwy naskórek, choć zdzierał, to za mocno powiedziane. On tak naprawdę delikatnie, ale bardzo skutecznie usuwał to co trzeba było usunąć i pozostawiał skórę bardzo gładką i przyjemną w dotyku.
Chętnie zaprzyjaźniłabym się z nim ponownie, problem jest tylko w tym, że miałam go z październikowego beauty boxa Liferia, a teraz nie wiem, gdzie go szukać. 


PIELĘGNACJA TWARZY I CIAŁA

Zacznę może od kremu do ciała Lambre. Właściwie to był OK. Przyjemnie się go aplikowało, szybko się wchłaniał i ładnie, świątecznie pachniał. Nawilżał poprawnie. Miał tylko dwie wady, pozostawiał po sobie dziwną warstwę na skórze. Nie była ona tłusta, nie była też jakoś wyjątkowo wyczuwalna, ale mimo wszystko była irytująca. Miałam wrażenie, że jestem oblepiona, choć w rzeczywistości nic się nie kleiło..., nadal jest to dla mnie dziwne. Po drugie był bardzo mało wydajny, ale może to i dobrze ;) Mam mieszane uczucia, ale nie zamierzam do niego wracać, znam dużo lepsze produkty do ciała. 

Krem do twarzy Lirene ProVitaD bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Początkowo miałam podarować go mamie, ale okazało się, że tak przyjemnie działa na moją cerę, że z wielką przyjemnością zużyłam go do końca. Stosowałam go głównie na noc, a rano moja skóra była świetnie nawilżona, odżywiona, gładka i promienna. Naprawdę..., nie  mogę powiedzieć o nim złego słowa. SAME POZYTYWY!!!

Kolejnym moim ulubieńcem była błotna maska do twarzy See See. Znalazłam ją we wrześniowym beGlossy i już od pierwszego użycia bardzo ją polubiłam. Jest ona bardzo gęsta, ale doskonale rozprowadza się po skórze. Jej konsystencja umożliwia dokładne i precyzyjne nałożenie. Podobało mi się to, że nie wysychała na twarzy do kamienia, mimo, że nie spryskiwałam jej wodą. Łatwo było ją zmyć, a skóra po użyciu prezentowała się o wiele lepiej, niż przed użyciem.


Płyn do kąpieli i żel pod prysznic Lidlowej marki Cien właściwie używałam do tego samego i wielkich różnic pomiędzy nimi nie zauważyłam. Działanie miały dokładnie takie samo. Oczywiście, różniły się konsystencją (żel był gęstszy), kolorem i zapachem (jeden i drugi pachniały bardzo przyjemnie), ale myły dokładnie tak samo. Obydwa nie wysuszały, doskonale oczyszczały, nie podostawiały po sobie uczucia ściągnięcia skóry. To naprawdę dobre produkty w rozsądnej cenie. 

Płyn Oillan Baby do mycia i kąpieli dla dzieci natomiast, średnio mi się spodobał, a właściwie to wcale. Początkowo myślałam, że skoro on taki delikatny, to będę używała go do mycia włosów, ale życie szybko to zweryfikowało. Ten płyn mizernie się pienił, a co za tym idzie, bardzo słabo oczyszczał. To był jednak zły pomysł, żeby stosować kosmetyki dla niemowląt, haha ;) Ostatecznie zużyłam go do mycia ciała, a poszło to bardzo szybko, bo aby zobaczyć efekt, musiałam wylewać go naprawdę sporo.

Brązową glinkę wspominam bardzo sympatycznie. Przypomniałam sobie o niej, jak skończyła mi się maska See See. Rozrabiałam ją z wodą z niewielkim dodatkiem oleju makadamia. Działanie mi się podobało, ale to jednak nie było to samo, co w przypadku maski See See ;).


PREPARATY DO PAZNOKCI 
Jeśli chodzi o paznokcie to skończył mi się Cleaner i Hybrid Remover bliskiej mi marki Evonalis. Obydwa preparaty są w porządku. 

Ku mojemu rozczarowaniu, skończył mi się (a raczej zasechł do gluta) Top Coat Prodigy GEL - Golden Rose. Używałam go, aby utrwalić manicure wtedy, gdy odpoczywałam od hybryd. Generalnie produkt jest świetny! Właściwie to porównałabym go do Top-u Seche Vite. Bardzo szybko utwardzał i wysuszał nawet jeszcze nie do końca wysuszony lakier kolorowy. Nawet 5 minut po pomalowaniu paznokci mogłam położyć się spać, a rano odcisków od pościeli na paznokciach nie uświadczyłam!
Gorąco go Wam polecam. Jedyną jego wadą jest to, że w ok 1/4 opakowania robi się z niego glut, ale to norma przy tego typu produktach, więc jest OK.

ANTYPERSPIRANT
Teraz przyznam się Wam do wtopy. Właściwie, to długo zastanawiałam się, czy się przyznawać, ale ostatecznie stwierdziłam, że to zrobię. Kupiłam antyperspirant dla mężczyzn! Oczywiście, przy zakupie, nie zdawałam sobie z tego sprawy. Choć markę AXE kojarzyłam oczywiście z płcią przeciwną, to pomyślałam, że może wprowadzili produkt UNISEX. Zapach był bardzo neutralny, a opakowanie białe, więc nie zastanawiając się długo, wrzuciłam go do koszyka. 
Niestety dla mnie, ten produkt okazał się kompletną porażką. On zupełnie nie chroni przed poceniem, a o tym, że nie eliminuje też przykrego zapachu już nawet nie chce wspominać.
Nie chcę też sobie wyobrażać, jak to jest w przypadku użycia go przez mężczyzn. Efekt musi być przecież jeszcze gorszy. Okropność!


PRÓBKI I MINIPRODUKTY
Na koniec trochę próbek. Nie będę pisać o wszystkich, ale tylko o dwóch, a mianowicie o kawowym peelingu Body Boom i kremie do rąk URIAGE. Z tych produktów nie byłam szczególnie zadowolona, choć uczucia miałam mieszane.

Peeling Body Boom  nie był zły. Ładnie pachniał, a po użyciu skóra ciała była przyjemnie gładka i delikatna. Problem w tym, że zostawiał po sobie takie bałagan w wannie i pod prysznicem, że nawet nie chcę tego wspominać. Wszędzie walały się drobinki kawy. Takim przyjemnościom chyba lepiej poddawać się w SPA, kiedy to ktoś inny za nas posprząta ;).

Jeśli chodzi o krem do rąk URIAGE, to tuż po pierwszej aplikacji byłam naprawdę zadowolona. Przesuszona skóra dłoni już po kilku sekundach stawała się przyjemna w dotyku i miałam wrażenie, że była bardzo dobrze wypielęgnowana. Szybko jednak okazało się, że to tylko złudzenie. Po kolejnych kilkudziesięciu sekundach, miałam potrzebę ponownego kremowania dłoni, a na domiar złego doczytałam, że krem w swoim składzie zawiera parafinę. Na litość boską..., kto w obecnych czasach wpieprza parafinę do kremów? No dobra..., wiem, że sporo marek jeszcze przy takim rozwiązaniu obstaje, ale te mądrzejsze już dawno z niego zrezygnowały. No cóż, chyba jeszcze trochę trzeba będzie poczekać, aż ten składnik zniknie na dobre.


Jak mają się Wasze denka?

Denko listopada i grudnia!

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Dzisiejszy wpis skierowany jest przede wszystkim do najmłodszych fanek makijażu, a to dlatego, że jego bohaterami są kosmetyki z kolekcji Wonder od Miss Sporty.
W kolekcji znalazło się dwanaście kolorów szminek - Wonder Smooth, a także cztery metaliczne lakiery do paznokci Wonder Metal. W moim kosmetycznym zestawie dla super-bohaterki znalazła się także mascara 100% Rock z linii Pump Up Booster, a także miękki eyeliner Pump Up Booster 100% Rock.

Młode dziewczyny, które jeszcze nie pracują, nie zawsze mogą sobie pozwolić na drogie kosmetyki, a produkty Miss Sporty nie rujnują portfela. Koszt szminki to jedynie 9,99 zł, a lakieru do paznokci to ok. 8 zł. Dziś postaram się ocenić, czy warto w te kosmetyki zainwestować.


Miss Sporty - Szminki Wonder Smooth

Nowa linia szminek Miss Sporty Wonder Smooth to 12 soczystych, modnych odcieni, które dodadzą charakteru codziennemu makijażowi. Szminka poza wyrazistym kolorem zawiera również olejek jojoba, dzięki któremu usta są miękkie i nawilżone.
Szminki mają dość ciekawy, komiksowy nadruk, który wygląda naprawdę przyjemnie. Całe opakowanie jest solidne, więc nie ma obaw, że rozpadnie się po kilku użyciach. Również sam sztyft, jest przyzwoity, nie łamie się nawet przy całkowitym wysunięciu, więc duży plus.

W kolekcji znajdziemy aż 12 odcieni, które na ustach dają efekt raczej transparentny, ale przy kilkukrotnym pociągnięciu sztyftem po ustach przybiera na intensywności. Szminki dają również bardzo dobry połysk. Miękko suną po ustach i nie da się zaprzeczyć, że mają właściwości nawilżające. Jeśli chodzi o trwałość koloru, to pod tym względem nie jest jednak dobrze. Kolor szybko się ściera, ale równomiernie, nawet ciemniejsze kolory nie pozostawiają nieestetycznych, ciemnych obwódek na ustach. 

Dla mnie bardzo ważny jest smak i zapach pomadki, a w przypadku Wonder Smooth jest on przyjemnie słodki.

Moim zdaniem pomadki przypadną do gustu dziewczynom, które szukają neutralnego efektu na ustach. Wonder Smooth jest dobrym zamiennikiem dla pomadek ochronnych.



Lakiery do paznokci Miss Sporty - Wonder Metal
Nowe lakiery Miss Sporty Wonder Metal to gama 4 odcieni dających efekt lustrzano-metalicznego manicure. Dzięki wygodnemu pędzelkowi aplikacja lakieru jest prosta, a efekt trwały.
Ostatnio panuje szał na metaliczne paznokcie. Wiele firm poszukuje idealnego rozwiązania, aby efekt wyglądał, jak najlepiej i nie przypominał brokatu. Miss Sporty również przygotowało cztery mateliczne lakiery do paznokci. 
Efekt możecie zaobserwować na zdjęciu poniżej i same go ocenić. Moim zdaniem jest całkiem niezły. Lakiery nie mają w sobie widocznych drobinek i tu jest plus dla Miss Sporty.
Już jedna warstwa daje naprawdę dobre krycie, a lakiery szybko wysychają.
Minusem niestety jest wątpliwa trwałość. Lakier odpryskuje już drugiego dnia od pomalowania.



Miss Sporty Pump Up Booster 100% Rock

Miałam również okazję przetestować tusz do rzęs i eyeliner z kolekcji Pump Up Booster 100% Rock

Z tuszu do rzęs nie jestem szczególnie zadowolona. Ma on bardzo dużą i grubą szczoteczkę, która przy moich głęboko osadzonych oczach sprawia mi niezłe problemy. Ja zdecydowanie wolę wąskie, małe szczoteczki. Jeśli chodzi o efekt na rzęsach, to według mnie nie jest on spektakularny, jest raczej naturalny. Rzęsy są bardzo dobrze rozczesane i przyciemnione, są też lekko podkręcone ale nic poza tym. Tusz trochę się rozmazuje, ale nie ma tragedii. Zauważyłam też, że trochę się osypuje i choć nie jest to widoczne gołym okiem to dla mnie odczuwalne. Zazwyczaj, kiedy tusz się kruszy, przejawia się to u mnie łzawieniem oczu i tak też jest w tym przypadku. 

Eyeliner natomiast zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jest miękki i bardzo łatwo jest nim namalować kreskę. Jest on też świetnie napigmentowany i daje naprawdę mocną, kruczoczarną czerń. Na pochwałę zasługuje również jego trwałość, nie rozmazuje się i przez cały dzień (baa.. nawet całą dobę) nic się z namalowaną kreską nie dzieje. Jest nienaruszalna! 
Eyeliner polecam nie tylko nastolatkom! Jest super!



Jak Wam się podobają propozycje Miss Sporty?


MAKE-UP dla najmłodszych superbohaterek od Miss Sporty!

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Przedwczoraj pokazywałam Wam zawartość listopadowego beautyboxa Liferia, niestety trochę się z tym spóźniłam, ale obiecałam sobie, że z grudniowym będę na czas. Dziś na tapecie Liferia grudniowa!
Pudełko grudnia wciąż jeszcze jest dostępne i można je zamawiać na stronie Liferia.pl

Tym razem twórcy tego beautyboxa postawili na kosmetyki, których zadaniem jest nawilżenie, rozświetlenie i promienność naszej skóry.
W grudniu Liferia zabiera nas w kosmetyczną podróż zaczynając od Hiszpanii, poprzez Polskę, a kończąc na Korei.


Prasowany róż mineralny - VG Professional - Hiszpania
Standardowa cena detaliczna: 76 zł/20g

W listopadowej Liferii mogłyśmy znaleźć puder w kamieniu  VG Professional w identycznej kasetce. Tym razem w pudełku znalazły się prasowane róże mineralne. Obydwa są matowe i w podobnej tonacji kolorystycznej, różnią się jedynie tym, że jeden jest ciemniejszy. Generalnie kasetka bardzo mi się podoba, ale kolorystyka róży już nie szczególnie. Ja jednak gustuję w nieco innych kolorach róży. Poza tym ich pigmentacja jest bardzo słaba. Do opakowania dołączony jest pędzelek, ale już na wstępnie może on powędrować do śmietnika. Jest bardzo szorstki i drapiący, a poza tym wypada z niego włosie.
Standardowa cena tego zestawu to 76 zł, ale według mnie nie jest wart więcej niż 10 zł. Sorry, ale to jakaś pomyłka ;)



Regenerujący krem do ciała i rąk z kolagenem i ekstraktem ze śluzu ślimaka - Instituto Espanol Avena - Hiszpania
Standardowa cena detaliczna: 17zł/200ml

Kolejny produkt to krem do ciała i rąk z kolagenem i ekstraktem ze śluzu ślimaka. Początkowo bardzo się z niego ucieszyłam, bo kosmetyków do ciała ze śluzem ślimaka jeszcze nie dane mi było używać, a jest to dla mnie temat bardzo interesujący. Niestety mój entuzjazm szybko opadł, kiedy spojrzałam na skład tego produktu. Już na drugim miejscu jest parafina, której nie tolerują w żadnym z kosmetyków. Parafina jest dobra tylko i wyłącznie do parafinowania dłoni, ale na litość Boską, nikt już nie dodaje jej do kremów. Na szczęście te czasy już dawno za nami.
Co więcej ten cały śluz ślimaka i kolagen jest w tym kremie na samym końcu składu :/ Mniemam, że jest go tyle, co konserwantów...
Niestety..., ja tego kremu nie użyję, więc klapa... .

Ojj... Hiszpania się w tym miesiącu nie popisała ;)


Żel do mycia twarzy i oczu, Tołpa - Polska
Standardowa cena detaliczna: 21zł/150ml

Ten produkt również mnie zainteresował. Żel do demakijażu, zamiast płynu micelarnego - całkiem miło... do czasu. Niestety podjęłam próbę zmycia nim swojego makeupu, ale poniósł klęskę. Niestety bardziej wszystko rozmazał, niż zmył. Dam mu jeszcze szansę, możliwe, że miałam makijaż ciężki do zmycia. Spróbuję z delikatniejszym.


Mineralny cień do powiek, odcień Shea Shell - Neauty - Polska
Standardowa cena detaliczna:  15zł/1g

Z cienia się niestety nie ucieszyłam. Już go mam, z resztą mam całą serię cieni Neauty, więc kolejny w tym samym odcieniu nie jest mi potrzebny. O mineralnych cieniach Neauty pisałam już niegdyś na blogu < klik klik>. W tym wpisie możecie zobaczyć całą kolekcję :)
Odcień Shea Shell jest bardzo jasny i połyskliwy i nawet jeśli nie użyjemy go jako cienia do powiek, to świetnie sprawdzi się jako rozświetlacz. Można zabłysnąć w sylwestra :)

BTW: Zobaczcie, jakie sylwestrowe makijaże proponuje znana telewizja śniadaniowa PNŚ ;) hahaha
KLIK KLIK


Wygładzający żel z aloesem MIZON - Korea
Standardowa cena detaliczna: 37zł/50ml

Teraz już przenieśmy się do Korei, bo Hiszpania i Polska jakoś się w tym miesiącu nie popisała ;)
Tym razem mamy żel z aloesem, który naprawdę mnie ucieszył i tak już pozostało. Uważam, że taki produkt powinien znajdować się w każdej kosmetyczce, ba... w każdym domu! Zawiera on aż 90% soku z aloesu z Wyspy Jeju, a także kwas hialuronowy. Nie wiem, ile w tym prawdy, bo wszystkie informacje na opakowaniu są po koreańsku, ale wierzę na słowo. To zdecydowanie najlepszy produkt z pudełka! Cudnie koi skórę, szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie żadnej wyczuwalnej warstwy.


PREZENTY
Oczyszczająca maska w płachcie i próbka żelu peelingującego MIZON - Korea

Dla subskrybentek w pudełku pojawiły się także prezenty, a dokładnie maska w płachcie i próbka żelu peelingującego koreańskiej firmy MIZON. Wierzę, że będę zadowolona, ale ich wypróbowanie zostawię sobie na inny raz.


Jak Wam się podoba grudniowa Liferia? Według mnie jest słabsza, niż poprzednie dwie edycje, ale ostatecznie nie jest najgorzej. Trzymam kciuki za następne miesiące!


Grudniowa Liferia - Polska, Hiszpania, Korea

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Trochę jestem spóźniona, bo mamy już koniec grudnia, a przychodzę do Was dopiero z listopadowym box-em LIFERIA. Wyznaję jednak zasadę, że lepiej późno niż wcale i nawet jeśli nie będzie już możliwości zamówienia tego boxa, to przynajmniej opowiem Wam coś więcej na temat kosmetyków, jakie w nim znalazłam. Być może zdecydujecie się na jakiś z nich z innego źródła.

Jak zwykle Liferia zabiera nas w podróż po kilku europejskich krajach, oczywiście w podróż kosmetyczną. W listopadzie box głównie skupił się na Hiszpanii, ale zahaczył również o Polskę i Ukrainę. 

W pudełku znalazłam  5 pełnowymiarowych kosmetyków, które bardzo mi się spodobały i stały się moim codziennym niezbędnikiem. 


Kawowy scrub do ciała MrScrubber - Ukraina
Standardowa cena detaliczna: 28 zł/200g

Jeśli lubicie kawowe peelingi, to ten na pewno się Wam spodoba! W porównaniu do Body Boom jest bardziej sypki, ale w jego składzie również są oleje i to, aż 7 równych rodzai:  z pestek winogron, z orzechów makadamia, z oliwek, z awokado, arganowy, z pestek brzoskwini a także masło Shea. 
Zawiera on również sól himalajską i witaminę E. Ja bardzo lubię stosować go pod prysznicem.


Żel ze świetlikiem lekarskim i herbatą do powiek i pod oczy Floslek - Polska
Standardowa cena detaliczna: 7,49 zł/10g

Żel do powiek i pod oczy od FLOS-LEK już dawno zdobył sobie uznanie wielu kobiet. Jest niedrogi i przynosi ulgę zmęczonym okolicom oczu. Cieszę się, że znalazł się w pudełku. Kiedyś bardzo lubiłam go stosować, kiedy praca przy komputerze dawała mi się we znaki. Teraz znów do niego powróciłam i z tego się cieszę, bo przyznam się, że o nim zapomniałam. Powroty jednak są całkiem przyjemne :)


Puder mineralny w kompakcie VG Professional - Hiszpania
Standardowa cena detaliczna: 73 zł/20g

W pudełku znalazłam również kasetkę z pudrem mineralnym hiszpańskiej marki VG. Znajdują się w niej dwa odcienie pudru. Ja zazwyczaj mieszam je ze sobą. Kasetkę noszę w torebce i używam jej, kiedy zajdzie taka potrzeba. Ma ona duże lusterko i łatwo można ją otworzyć dzięki przyjaznemu mechanizmowi otwierania, to bardzo mi odpowiada. Naprawdę bardzo przydaje mi się poza domem.




Mleczko do twarzy Naobay - Hiszpania
Standardowa cena detaliczna: 59 zł/200ml

Hiszpańską markę Naobay poznałam już dzięki poprzedniemu boxowi Liferia i muszę przyznać, że bardzo ją polubiłam. W poprzednim pudełku znalazłam świetny krem nawilżający do twarzy, a tym razem jest to mleczko oczyszczające. Ma ono bardzo interesujący, naturalny zapach. Głównym jego składnikiem, który odpowiada za właściwości oczyszczające i złuszczające jest cenny olej z palmy kokosowej, ale mleczko zawiera również ekstrakty z aloesu, jabłka i oleju ze słodkich migdałów. 
To mleczko jest fantastyczne! Nie ma sobie równych jeśli chodzi o zmywanie nawet najcięższego makijażu, a z drugiej strony jest delikatne dla skóry. Naprawdę bardzo je polubiłam, a nawet pokochałam, choć do tej pory raczej za mleczkami nie przepadałam ;).


Maseczka do twarzy Unani - Hiszpania
Standardowa cena detaliczna: 52 zł/100ml

Ta maseczka zrobiła na mnie bardzo duże, pozytywne wrażenie. Nie sądziłam, że będę z niej, aż tak zadowolona, a okazała się hitem listopadowej Liferii. Ma ona postać bezbarwnego żelu. Początkowo byłam nieco zdziwiona jej formą, bo spodziewałam się raczej, że będzie z glinką i ciężko było mi uwierzyć, że żel da sobie radę, jeśli chodzi o oczyszczanie. Okazało się jednak, że już po pierwszym użyciu zauważyłam bardzo dużą różnicę w wyglądzie mojej cery. Była niesamowicie odświeżona i świeża. Nawet jej koloryt zmieniła się na bardziej zdrowy. Dla mnie efekt WOW!


Jak widzicie, w tym BeautyBoxie znajdziemy naprawdę świetne kosmetyki i to pełnowymiarowe!


Koszt pojedynczego pudełka LFERIA to 59 zł! Same przyznacie, że WARTO! Wartość kosmetyków, jakie znajdziemy w boxie grubo przekracza 150 zł! :D

Boxy możecie zamawiać TUTAJ!


Listopadowa LIFERIA - Ukraina, Polska, Hiszpania

Joanna
,