Cześć Dziewczyny :)

Wczoraj dotarło do mnie najnowsze, wiosenne pudełko beGLOSSY. Jego hasłem przewodnim jest "POWIEW WIOSNY". W boxi-e znalazły się zarówno kosmetyki pielęgnacyjne, jak i do makijażu, ale to nie wszystko, bo znalazłam w nim również jeden produkt zupełnie niekosmetyczny.
Chodźcie dalej i przekonajcie się czy to przyjemny wiosenny powiew? ;)


GLISS KUR - Beauty Booster
Produkt pełnowymiarowy - 24,99zł/15ml

Po zimie nasze włosy mogą być osłabione i matowe, dlatego właśnie w box-ie znalazł się produkt do pielęgnacji włosów, a jest nim wzmacniający booster, który dodaje się w niewielkiej ilości do kosmetyku pielęgnacyjnego, aby wzmocnić jego działanie. 
Początkowo nie byłam przekonana do tego produktu, ale po pierwszym użyciu pokochałam!
Użyłam go do maski do włosów, której nie lubię, ale mimo wszystko chcę zużyć, bo nie lubię wyrzucać kosmetyków. Okazało się, że był to świetny pomysł. Efekty były niesamowite, a jakość włosów po wysuszeniu była fantastyczna. Bardzo się cieszę, że poznałam ten produkt dzięki beGLOSSY, bo sama pewnie bym się na niego nie skusiła.
W ofercie są trzy różne rodzaje tych boosterów: Repair z Panthenolem, Shine z drogocennymi olejkami lub Strengthening z Keratyną.

Essence - Pomadka do ust Colour Up! Shine On
Produkt pełnowymiarowy - 9,99zł

W box-ie można było znaleźć również dwa rodzaje kolorowych pomadek do ust. Jedno z nich była Shine On od Essence na którą trafiłam ja. Znalazłam ją z bardzo odważnym kolorze strażackiej czerwieni. Jeszcze nie wiem, czy będę z niej korzystać. Ostatnio takie mocne kolory nie są ze mną spójne, ale kto wie... może niebawem to się zmieni.
W innych box-ach można było znaleźć jeszcze kolorową szminkę marki REVERS.


AA WINGS OF COLOR - Silky Powder 90 Transparent
Produkt pełnowymiarowy - 34,99zł/8.5g

Kolejnym kosmetykiem kolorowym okazał się transparentny puder marki Ocenanic - AA WINGS OF COLOR. Bardzo się ucieszyłam, że go znalazłam, bo właśnie chciałam kupić sobie jakiś transparentny puder, a tu proszę! Niespodziewanie sam wpadł w moje ręce. Podoba mi się jego białe opakowanie z lusterkiem. Mam nadzieję, że będzie utrwalał makijaż jak należy i jestem dobrej myśli :)


SELFIE PROJECT - Ultra oczyszczające plastry na nos
Produkt pełnowymiarowy - 10,39zł/4szt

W box-ie znalazłam również oczyszczające plasterki na nos. Bardzo lubię markę SELFIE PROJECT i uważam, że kosmetyki tej marki są świetne. Te plasterki jednak mi się nie przydadzą, więc oddam je komuś, kto ich potrzebuje. 

MULTI BIOMASK - Moisture&Clean -  Maska łagodząca + Maska oczyszczająca z węglem 
Prezent - 2,79zł/2x4ml

W moim box-ie znalazłam również prezent w postaci saszetki z maseczkami.
Ta saszetka to połączenie dwóch maseczek, łagodzącej z ekstraktem z białej lilii, która ukoi, odżywi i wyciszy skórę, a także maski oczyszczającej z kaolinem oraz aktywnym węglem. Ta saszetka świetnie nadaje się do tzw. multimaskingu, czyli sposobu pielęgnacji skóry, który polega na jednoczesnym nakładaniu kilku maseczek na twarz. Polega on na nakładaniu różnych maseczek na różne partie twarzy w zależności od konkretnych potrzeb. 


PUFFIN BEUTY - Braid Bow - Manhattan Chic
Produkt pełnowymiarowy - 55zł/szt

Produktem niekosmetycznym okazała się chustka do włosów PUFFIN BEUTY. Czekałam na ten produkt, ponieważ wiadomo było wcześniej z zapowiedzi, że będzie on dostępny w pudełku. Muszę jednak przyznać, że jestem nieco rozczarowana. 
Sądziłam, że ta chusta będzie wyglądała nieco inaczej. Okazała się tylko skrawkiem materiału, co prawda bardzo dobrej jakości materiału, ale jednak to nic specjalnego. Miałam nadzieję, że będzie chociaż wyposażona w drut w środku lub będzie jakoś szczególnie wycięta, aby ułatwić wiązania, a okazała się tylko prosto i zwyczajnie zszytym skrawkiem tkaniny. Nie mam w niej żadnej innowacyjności i nie wiem skąd ta cena (55 zł). Jeśli miałabym ją kupić, to nie zapłaciłabym za nią więcej niż 10 zł. 





Generalnie box oceniam, jako dobry, ale bez szału. Ucieszył mnie booster od Gliss Kur, a także puder transparentny od AA. Plasterki na nos, a także szminkę oddam w dobre ręce. 
Maskę do twarzy od MULTI BIOMASK z pewnością wypróbuję. Nie wiem tylko co z chustą. Nad nią muszę się jeszcze zastanowić.

Jak Wy oceniacie marcowe beGLOSSY?




beGLOSSY - Powiew wiosny - Marzec 2019

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

DARE TO SHINE to najnowszy zapach od Oriflame, który swoją premierę miał pod koniec lutego obecnego roku. Kiedy zobaczyłam go w katalogu i wypróbowałam zapach pocierając katalogową stronę, wiedziałam, że muszę mieć ten flakonik! Zapach wydał mi się godny uwagi i nie myliłam się! Okazał się przepiękny!

Stworzyła go kreatorka perfum Philippine Courtière. Tworząc Dare to Shine, Philippine zainspirowała się słodyczą kwiatu Tiare, który rośnie w naturalnym środowisku Polinezji Francuskiej. Charakteryzuje się on oszałamiającym i subtelnie odważnym zapachem. Po dodaniu do niego naparu z heliotropu i jaśminu powstała kompozycja idealna. W owocowej nucie króluje zielona gruszka i malina, a w ramach bazy użyta została ciepła, słodka wanilia i drzewo sandałowe. Zapach przełamał bursztyn, dodając ostrzejszego wykończenia i uwodzicielskiej siły.


Data premiery: Luty 2019
Rodzaj zapachu: orientalno-kwiatowy
Nuty głowy: Gruszka, Mailna, Różowy pieprz
Nuty serca: Kwiat Tiare (Gardenia tahitańska), Jaśmin wielkolistny ,Heliotrop
Nuty podstawy: Bursztyn, Drzewo sandałowe, Wanillia


Flakon w którym zamknięty został zapach zainspirowany jest kształtem diamentów.  Wykonany z grubego, przezroczystego szkła i wypełniony złotym płynem, wygląda, jak małe dzieło sztuki, aż miło na niego popatrzeć.

Sam zapach jest bardzo ciepły, otulający i niesamowicie przyjemny. To jeden z zapachów, który nie męczy zupełnie i się nie nudzi. Przyjemnie otula skórę i koi zmysły. 
Jest to zapach idealny na co dzień, ale sprawdzi się również wieczorem. Ja uwielbiam nosić go w ciągu dnia. Ma na mnie takie uspokajające działanie. Mi kojarzy się ze spokojem, zatrzymaniem się na chwilę i odetchnięciem od całego zgiełku i pędu dnia codziennego.


Zdążyłyście już poznać Dare to Shine?

Dare to Shine - Nowy, lśniący niczym diament ,zapach od Oriflame!

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Moje denko stycznia i lutego wbrew pozorom wcale nie jest duże, znalazło się w nim bowiem kilka kosmetyków, których nie zużyłam, bo się przeterminowały, ale są w nim również takie, które używałam niezgodnie z przeznaczeniem. W związku z tym, kosmetyków które zużyłam do ostatniej kropelki nie jest tak dużo, jakby wskazywało powyższe zdjęcie.

Nie przeciągam już! Zaczynamy!

Jak zwykle zużyłam jeden z płynów do kąpieli z Biedronki be beauty. To żadna nowość, bo one standardowo pojawiają się w każdym moim denku. Cóż się dziwić są tanie, dobre i jest ich dużo :D Nie żal wlewać do wanny ;)
Skończyły mi się również dwa szampony do włosów: Dove i jeden z limitowanej wakacyjnej edycji Lidl-a, czyli Sunner Cien. Do mycia włosów ich nie używałam, gdyż zawierały SLS-y, a ja na szampony z tym składnikiem mam uczulenie i muszę używać delikatniejszych. Doskonale sprawdziły się natomiast do mycia pędzli i nie tylko. Delikatny szampon, który zużyłam zgodnie z jego przeznaczeniem i który sprawdził się wyśmienicie to Dermedic CAPILARTE. Świetnie oczyszczał włosy i skórę głowy, a przy tym był niebywale delikatny. NIe powodował świądu, łupieżu, ani innych nieprzyjemnych dolegliwości. Nie plątał tez włosów, a po umyciu były one miękkie i dobrze się rozczesywały.
Zapomniałabym o podróżnym zestawie AUSSIE, czyli szamponie i odżywce! Szampon zużyłam podobnie jak Dove i Cien, czyli do wszystkiego tylko nie do włosów ;) Odzywkę natomiast używałam zgodnie  z przeznaczeniem i muszę ją pochwalić. Spisywała się naprawdę dobrze, choć efekt był powierzchowny, czyli do pierwszego umycia włosów. Bardzo spodobało mi się opakowanie tej  mini odzywki, a dokładniej tego, jak się ją z niego wydobywa, więc zostawiam je sobie. Z pewnością jeszcze je wykorzystam.

O odżywce do włosów John Frieda - Luxurious Volume zwiększającej objętość pisałam już jakiś czas temu. Ona naprawdę robiła robotę! Nie będę się już o niej tutaj rozpisywać, doczytacie sobie tutaj
Maski do włosów NOVEX oceniam jako przeciętne, ale bez rewelacji. Nie polecam, ale też nie odradzam.
Doprawdy nie rozumiem fenomenu wcierki Banfi..., tak rozchwalona, a ja nie zauważyłam jakichś szczególnych rezultatów po jej stosowaniu, a zapach nieszczególnie mi się spodobał. Niestety ona przetłuszcza też trochę włosy. Na mnie jakoś szczególnie nie podziałała, ale też nie zaszkodziła, więc jej nie odradzam. Możliwe, że u innych się sprawdziła i ja nie będę poddawać tego w wątpliwość. U mnie niestety efektów brak, ale każdy powinien spróbować na sobie.


Dwie odżywki do włosów, które szczególnie polecam i które wyjątkowo dobrze się u mnie sprawdziły zasłużyły na osobne zdjęcie poniżej. Jedna z nich to InSight Volumizing, czyli odżywka, która zwiększa objętość włosów i używa się jej bez spłukiwania. Ona nie tylko zwiększa objętość włosów, ale również wyjątkowo dobrze je odżywia, wygładza i zawiera aż 98% składników pochodzenia naturalnego! O niej tez pisałam, więc zajrzyjcie tutaj!
Maska wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów VisPlantis to moje ostatnie odkrycie! Znalazłam ją w pudełku ShinyBox i przepadłam! Nie wiem, jak działa przeciw wypadaniu włosów, ale to co z nimi robi jest cudowne! Działa odżywczo nie tylko na włosy, ale również na skórę głowy. Włosy po jej użyciu są mięciutkie, delikatne w dotyku, świetnie się układają, są puszyste i generalnie można je podsumować samymi ochami i achami <3 Maska jest cudowna! Kosztuje ok. 20 zł i uważam, że jest to bardzo dobra cena, jak na takie cudo.


Skończył mi się żel do mycia twarzy Whiten od Novaclear, bardzo go lubiłam i używałam z przyjemnością, choć uważam, że jego cena jest przesadzona. O całej serii likwidującej przebarwienia ze skóry pisałam niedawno, więc odsyłam Was tutaj. :)
Żel do mycia twarzy i oczu od TOŁPA natomiast, nie sprawdził się u mnie zbyt dobrze i zużyłam go trochę na siłę. Nie za bardzo przepadam za kosmetykami do mycia twarzy, które się nie pienią. Zawsze mam wrażenie, że nie oczyszczają dokładnie i zwykle nie mylę się, co łatwo sprawdzić po płatku kosmetycznym nasączonym tonikiem, którym przecieram twarz po umyciu. Skończyła mi się też wersja podróżna toniku i serum w jednym marki TOŁPA i ten sprawdził się doskonale, więc niebawem zaopatrzę się z pełnowymiarowe opakowanie!
Mleczka do demakijażu CHARMINE ROSE niestety nie polecam jakoś szczególnie. Mnie ono bardzo szczypało w oczy, chociaż demakijaż robiło bardzo dobrze. Właściwie poza tym szczypaniem było bardzo ok, ale na rynku jest wiele lepszych produktów.
Zużyłam też mini krem nawilżający LUMENE i muszę przyznać, że bardzo dobrze nawilżał. Generalnie jestem na TAK, bo to lekki, przyjemny, delikatny i dobrze nawilżający kremik do twarzy.


To nawilżające serum do ciała Figs & Rouge Avance + to całkowita pomyłka! Nawet specjalnie nie wiedziałam jak tego używać, bo w tej tubie była woda, która rozlewała się wszędzie. Nie umiałam jej dozować, bo opakowanie zdecydowanie się do tego nie nadawało. Poza tym, nie wiem do tej pory co ono miała niby robić. Nie zużyłam tego specyfiku, pozbyła się go bez żalu.
Masełko do ciała NATURATIV było bardzo OK, przyjemne, odżywcze  i pięknie, słodko pachniało. Używanie go to sama przyjemność!
Krem do rąk BOTAME Body, nie był rewelacyjny, ot taki zwyklaczek. Moim zdaniem za bardzo wodnisty po rozsmarowaniu, ale zużyć się da bez większych problemów. Nie spodziewajcie się po nim jednak niczego szczególnego.
UWAGA! Teraz produkt niekosmetyczny, ale CUDOWNY! Znalazłam tą buteleczkę olejku Vera-Nord w jednym z kosmetycznych box-ów i się zakochałam. Zapach przepiękny, którym pachniał mój dom w okresie świątecznym! Jeśli posiadacie nawilżacz powietrza i lubicie, jak Wam ładnie pachnie w domu to polecam Wam te olejki. To zdecydowanie lepsza opcja niż jakiekolwiek świece zapachowe i dużo tańsza :) Zobaczcie ile różnych zapachów jest na stronie producenta tych olejków: vera-nord.pl Zapomniałabym dodać, że te olejki są całkowicie naturalne. Dla mnie CUDO!


Przyszła kolej na kolorówkę!
O lakierach hybrydowych MAKEAR pisałam już dość dawno temu, ale nadal uważam, że to jedne z najlepszych hybryd na rynku. Poniższy egzemplarz to efekt kociego oka, który niestety się zbrylił w połowie zużycia. 
Jeśli chodzi o lakiery tradycyjne, to skończył mi się TOP RIMMEL - SUPER Gel, który uważam za bardzo dobry i śmiało mogę go Wam polecić. Doskonale utwardza i błyskawicznie wysycha. Ma doskonały połysk, który długo się utrzymuje.
Krem CC Selfie Project to moje ostatnie makijażowe odkrycie! Bardzo lubię go stosować pod podkłady mineralne i mam w użyciu kolejne opakowanie. Nie daje on dużego krycia, jest ono znikome, ale świetnie przygotowuje skórę pod minerały. Swoją drogą zużyłam podkład mineralny od Annabelle Minerals, który sobie chwalę, a w użyciu mam oczywiście kolejne opakowanie. :)
Skończył mi się również bezbarwny, ochronny balsam do ust BEE NATURAL. On również służył mi bardzo dobrze i z czystym sumieniem mogę go Wam polecić. Nawilżał, chronił, natłuszczał i był przyjemny w smaku i zapachu. Nic mu nie mogę zarzucić. Dla mnie BOMBA!
Wykończyłam również tusz do rzęs od L`Oreal Paris - False Lash Superstar X Fiber. Bardzo dobrze go wspominam i nie mam mu absolutnie nic do zarzucenia. świetnie rozdzielał rzęsy, nie kruszył się, nie rozmazywał i można nim było stopniować efekt od bardzo naturalnego do iście teatralnego.
Paleta do konturowania Loreal Infallible Sculpt to natomiast całkowita porażka i pozbywam się jej bez żalu! Dla mnie tragedia totalna, nie dało się tego używać. Pozbyłam się również korektora  punktowego SYNERGEN i korektora pod oczy Reviving od Pixie Cosmetics. Niestety nie zdążyłam zużyć tych kosmetyków, chociaż były bardzo fajne.
Cień Pierre Rene w pięknym odcieniu brązu zużyłam natomiast do ostatniego okruszka.


Jak zwykle zużyłam również trochę próbek i masek w płachcie, a także płatków pod oczy. Oczywiście, jak w każdym denku muszą pojawić się również opakowania po płatkach kosmetycznych. Niestety zapomniałam, żeby nie kupować rozwarstwiających się na potęgę płatków w Rossmannie, ale po zakupie sobie o tym przypomniałam i już mam nadzieję będę pamiętać. 
Asia! Kupuj płatki kosmetyczne tylko w Biedronce! ;)


Uff, dobrnęłam do końca.
Znacznie bardziej lubię używać kosmetyków i je zużywać niż o tym pisać :)
Buziaki :*

DENKO Stycznia i Lutego 2018

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Hasłem przewodnim lutowego ShinyBox jest Loveliness, czyli w wolnym tłumaczeniu po prostu powab, wdzięki i piękno. Inspiracją do powstania tego box-a dwa święta, a mianowicie lutowe Walentynki i marcowy Dzień Kobiet
W lutowych box-ach znalazły się zrówno kosmetyki kolorowe, jak i pielęgnacyjne.


We wszystkich wariantach pudełek znalazły się cztery identyczne produkty, a mianowicie zestaw maseczek do twarzy 7th Heaven, puder brązujący marki Bell, zestaw testowy artykułów higienicznych Masmi oraz maseczka w saszetce od Biotaniqe.

7th Heaven - Miesięczny program pielęgnacyjny skóry twarzy
Produkty pełnowymiarowe - 48zł/8szt.

Pomysł z zestawem ośmiu oczyszczających mini masek błotnych to moim zdaniem strzał w dziesiątkę. Dotychczas spotykałyśmy się z jednym tego typu produktem w box-ach i ciężko było ocenić po jednorazowym użyciu, czy jesteśmy zadowolone z działania. Tym razem mamy cały miesiąc na testowanie i ocenienie, czy faktycznie nam się to podoba. Lubię maseczki błotne i z pewnością podejmę wyzwanie!

Bell - Hypoallergenic Bronze Powder
Produkt pełnowymiarowy - 16,99zł/szt.

Trafił mi się najjaśniejszy odcień tego pudru i z tego bardzo się cieszę. Z kosmetykami kolorowymi Bell nie miałam do tej pory okazji bliższego poznania (poza pomadkami i błyszczykami), więc chętnie przetestuje ten bronzer. Kolorek jest całkiem, całkiem, więc jestem dobrej myśli :D

Masmi - Organic Femme Hygiene kit
Travel Size - 6, 79zł

W tym zestawie higienicznym znalazł się tampon, podpaska i wkładka higieniczna. Tą ekologiczną markę zdążyłam już poznać, bo kiedyś już znalazła się w ShinyBox. Jest to najzdrowsza alternatywa dla zwykłych podpasek, wkładek i tamponów. Produkty MASMI w całości wykonane są z najwyższej jakości certyfikowanej bawełny organicznej (włącznie z wkładem pochłaniającym!). Nie zawierają substancji zapachowych, celulozy, wiskozy ani dioksyn, które mogą podrażniać delikatną skórę okolic intymnych. To istna rewolucja: 0% chemii, 0% GMO, 0% chloru! Bielone bezpiecznym dla organizmu nadtlenkiem wodoru (woda utleniona). W 100 % dopasowane do kobiecego ciała. Ekologicznie i skutecznie. Jako jedyne produkty na rynku posiadają aż siedem certyfikatów: ICEA, GOTS, FSC, VEGAN, COTTON NATURAL, NORDIC SWAN, NOT TESTED ON ANIMALS, które są gwarancją produktu ekologicznego najwyższej jakości. Produkty Masmi dostępne są w drogeriach Rossmann oraz online.

Biotaniqe - Multi Biomask Naturative & Ultra Clean
Produkt pełnowymiarowy - 4,99zł/2x5ml

To kolejna saszetkowa maseczka w tym pudełku, ale tym razem pojedyncza. Ta saszetka to połączenie dwóch maseczek, aktywnie odżywczej z olejem z opuncji, która nawodni i ujędrni skórę, a także maski oczyszczającej z kaolinem oraz aktywnym węglem. Ta saszetka świetnie nadaje się do tzw. multimaskingu, czyli sposobu pielęgnacji skóry, który polega na jednoczesnym nakładaniu kilku maseczek na twarz. Polega on na nakładaniu różnych maseczek na różne partie twarzy w zależności od konkretnych potrzeb. Najlepiej sprawdza się w przypadku cery mieszanej.


W box-ach znalazł się również jeden z trzech losowych produktów. Można było trafić na regenerującą odzywkę do włosów Biovax, puder rozświetlający Revers Cosmetics lub słoiczek nierafinowanego masła Shea marki Natur Planet. Ja jako ambasadorka ShinyBox otrzymałam wyjątkowo dwa z tych kosmetyków.

Biovax, Regenerująca odżywka do włosów w piance złote algi & kawior
Produkt pełnowymiarowy - 9,99zł/150ml

Bardzo lubię odżywki do włosów w piance bez spłukiwania. Ostatnio pisałam o jednej takiej, która stała się moją ulubioną (klik klik). W Biowax nie bardzo odpowiada mi jej bardzo męski zapach i zauważyłam, że trzeba w jej przypadku bardzo uważać z ilością, bo może obciążyć włosy. To takie moje pierwsze wrażenia, ale zobaczymy, jak będzie dalej. Będę testować :)

Revers Cosmetics - Puder rozświetlający Strobe&Glow Highlighter
Produkt pełnowymiarowy - 9,99zł/szt.

To kolejny kosmetyk kolorowy, jaki znalazłam w box-ie. Bardzo lubię rozświetlacze, więc cieszę się na to, że będę mogła go przetestować. Z marką Revers spotykam się po raz pierwszy i jestem ciekawa, co ma ona do zaoferowania. Jeśli chodzi o ten rozświetlacz, to jestem nim bardzo zauroczona. Daje on takie piękne rozświetlenie z cudnym różowo fioletowym błyskiem i nie ma w sobie brokatowych drobinek :D <3 *.*


Dodatkowo, losowo można było jeszcze trafić na jeden z poniższych kosmetyków:
maskę do twarzy marki Biały Jeleń, serum liftingujące Biotanique lub tusz do rzęs marki Affect.
Ja w swoim boxie znalazłam serum liftingujące.

Biotaniqe - Serum liftingujące
Produkt pełnowymiarowy - 31,99zł/30ml

Ja w swoim box-ie znalazłam serum liftingujące Biotanique i bardzo się z tego cieszę, bo zawiera ono śluz ślimaka, a do tej pory każdym kosmetykiem z tym składnikiem byłam zachwycona! Ta pozycja to moim zdaniem najfajniejszy kosmetyk z całego pudełka, taka wisienka na torcie <3
Zadaniem tego serum jest poprawa kolorytu i struktury skóry oraz dostarczenie jej długotrwałego, głębokiego nawilżenia. 


Co sądzicie o lutowym zestawie? Moim zdaniem jest całkiem sympatyczny, choć nie ma efektu WOW jak w przypadku niektórych zestawów ShinyBox, którymi byłam zachwycona!  Ten box jest bardzo poprawny i znalazłam w nim kosmetyki, które bardzo chętnie wypróbuję i z pewnością wszystkie mi się przydadzą. Wszystkie przypadły mi do gustu i zachowam je dla siebie.

Jeśli spodobał się Wam to pudełko, to radzę się pośpieszyć z zamawianiem, bo ilość zestawów jest ograniczona!



ShinyBox - Loveliness - Luty 2019

Joanna
,