Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Denko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Denko. Pokaż wszystkie posty

Cześć Dziewczyny :)

Dostałam 'denkowego' lenia i do tej pory zwlekałam z pokazaniem kosmetyków, które zużyłam w maju i czerwcu. Trochę mnie to przeraża, bo nadchodzi czas, aby pokazać denko wakacyjne z lipca i sierpnia, a ja jestem w czarnej d**ie ;).
Nie myślcie sobie jednak, że leń i minął, bo on ma się nadzwyczaj dobrze i z tego właśnie powodu dziś będzie bardzo krótko.


Zdziwiło mnie to, że przez dwa miesiące zużyłam jeden płyn do kąpieli, jeden żel pod prysznic i jeden płyn do higieny intymnej, ale jestem z siebie dumna! Oby tak dalej!
Żel pod prysznic od NIVEA muszę pochwalić za ładny i świeży zapach!


Z produktami do oczyszczania twarzy tez poszło raczej w granicach normy. Żel od Oriflame był bardzo przyjemny, dobrze oczyszczał i nie podrażniał. Pisałam o nim tutaj.
Emulsja do oczyszczania twarzy Himalaya natomiast, to prawdziwy zajzajer. Oczyszczała szybko i bardzo dobrze, ale mogła przy tym podraznić. Zupełnym przeciwieństwem był natomiast żel od tołpa, on nie robił nic. Można powiedzieć, że makijaż jedynie rozmazywał, a kiedy myłam skórę bez makijażu, to i tak nie domywał. Nie polecam!
Płyn do demakijażu od Balneokosmetyki spełniał swoje zadanie bardzo poprawnie, nie mogłam na niego narzekać.


O produktach MIYA Cosmetics nie będę się już tutaj rozpisywać. Pisałam o  nich nie raz.
 Linki poniżej:
Ekspresowe maseczki myPUREexpress i myBEAUTYexpress
Ekspresowe peelingi do ciała myMAGICscrub i mySOSscrub
Naturalne Serum Rewitalizujące myPOWERelixir

Jeśli chodzi o maskę LUMENE, to była to tylko próbka i nawet nie pamiętam, czy się sprawdziła. Z tego co kojarzę żadnego WOW nie było, ale była poprawna w swoim działaniu.


Jeśli chodzi o szampony do włosów, to sprawa wygląda nieco inaczej. Te dwa gagatki z brzegu, czyli GlissKur i Kerasys zużyłam do prania pędzli, gdyż za dużo w nich było drażniących SLS i podrażniały skalp.
Przeciwłupieżowy Catzy również miała w składzie SLS, ale z nim było inaczej. On sprawdził się przy myciu głowy. Pisałam o nim tutaj.

Szampon do włosów _Element | Wyciąg z kiełków rzeżuchy był natomiast fantastyczny. Sprawdził się doskonale zarówno pod względem działania, jak i składu.
Świetnie oczyszczał włosy i skórę głowy, nie plątał włosów i był delikatny. 


Zużyłam też dwie odżywki do włosów i jedną maskę. Najbardziej zadowolona byłam z maski.


Cukrowa pasta do depilacji sprawiła mi nie mało problemów z użytkowaniem, ale ostatecznie zużyłam ją w całości. Dzięki niej nie miałam zapalenia mieszków włosowych po depilacji, więc pod tym względem ją pochwalę, ale użytkowanie jej było naprawdę ciężkie. Teraz mam pastę cukrową innej marki (bardziej profesjonalną) i jest z tym nieco lepiej, choć nieidealnie.

Dezodorant Volare od Oriflame jak zwykle się sprawdził. Świetnie chronił przed poceniem i przykrym zapachem i łanie pachniał. Poza tym nie robił plam na ubraniach.

Fixer od mysecret również dawał radę podobnie jak ten z INGLOT, więc polecam! Pokazywałam go tutaj :)

Zuzyłam również dwie kredki do powiek. Jedna z AVON, a druga z GOSH. Z obydwu byłam zadowolona.


Dwa pierwsze kremy od Oriflame i Garnier mino, ze były przeznaczone do twarzy, zużyłam do rąk i innych części ciała. Nosiłam oba w torebce i przydawały się czasem w nagłych sytuacjach.

Bardzo zadowolona byłam z kremu od koreańskiej marki CREMORLAB. Był genialny! Pisałam o nim tutaj.

Pozwolicie, że na temat próbki od DR GRANDEL nie będę się wypowiadać. Zwyczajnie nic nie pamiętam. Kremu w tej tubeczce było bardzo niewiele.


Jak zwykle zużyłam również trochę saszetek, a w nich były m in. maski, płatki pod oczy, kremy itp.

Uff, dobrnęłam do końca ;)
Buziaki :*

Denko maja i czerwca 2019

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Miesiąc za miesiącem mija niepostrzeżenie i oto znów przyszła pora na dwumiesięczne denko. Jak na dwa miesiące, to pudełek po kosmetykach nie uzbierało się u mnie jakoś szczególnie dużo. Myślę, że to takie standardowe zużycie. Łatwo jednak zauważyć, że w tym denku znalazło się całkiem sporo kolorówki, ale nie tylko. Z resztą, zobaczcie same. :)


Płyny do kąpieli beBeauty to standardowa pozycja w moich denkach, więc i w tym nie mogło zabraknąć chociażby jednego egzemplarza. Cóż się dziwić są tanie, dobre i jest ich dużo :D Nie żal wlewać do wanny ;) Zużyłam również żel pod prysznic od NIVEA. Nie było w nim nic wyjątkowego, więc za dużo do powiedzenia na jego temat nie mam. Robił, co miał robić i tyle.

Masło do ciała z olejkiem kokosowym od marli HELLO Nature okazało się za to fantastyczne i z pewnością jeszcze nie raz do niego wrócę. Jest bardzo przyjemne w użytkowaniu. Wchłania się natychmiastowo i całkowicie, a jego konsystencja jest jak lekki krem (do ciężkiej maślanej konsystencji bardzo mu daleko). O dziwo, nawet jak przy tak lekkiej konsystencji, nawilża wyśmienicie i z czystym sumieniem mogę je polecić. Minusów nie nie doszukałam.

Masełko SHEA od INDIGO niestety nie przetrwało. Zdążyłam zużyć je tylko w 1/4 części, a to dlatego, że zakopałam je w kosmetyczce z produktami do paznokci i kompletnie o nim zapomniałam. Z tego co pamiętam, to niczym nie różniło się od większości maseł SHEA, poza jednym... PRZEPIĘKNYM ZAPACHEM <3


Trochę zszokowała mnie ilość zużytych produktów do pielęgnacji twarzy, bo okazało się, że w porównaniu z innymi, to opakowań jest bardzo dużo. 
Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy dla cery mieszanej i tłustej od Bielenda spisywał się całkiem nieźle, choć nam żele oczyszczające, które mają lepsze właściwości oczyszczające. Ten był delikatny, ale żeby dokładnie oczyścić skórę musiałam użyć go minimum dwa razy. Nie wiem, jak to było z detoksykacją, ale nie matował cery i nie zwężał porów (szczerze mówiąc nawet się tego nie spodziewałam).

Z płynu micelarnego od BUNA byłam bardzo zadowolona. Duża butla wystarczyła na długo, a sam płyn świetnie radził sobie ze zmywaniem makijażu i w żaden sposób nie podrażniał cery. Nie pozostawiał też na skórze nieprzyjemnej warstwy.

O żelu do demakijażu oczu od tołpa mam zdecydowanie odmienne zdanie. Niestety nie zdołałam go zużyć! Z makijażem oczu nie radził sobie praktycznie wcale, a przy tym bardzo podrażniał delikatną skórę wokół oczu, jak i sam oczy , które niemiłosiernie łzawiły i szczypały po użyciu. W opakowaniu zostało ok. połowa produktu, ale nie dlatego, że drugą połowę zużyłam. Próbowałam ten żel wykorzystać w inny sposób, ale nie sprawdził się w żaden.

Tonik NOVAGE od Oriflame zużyłam w całości. Szczerze mówiąc, był trochę dziwny, bo sprawdzał się nie tylko jako tonik, ale można nim było nawet zmyć zanieczyszczenia z twarzy. Było to coś jakby 2 w 1, czyli tonik i płyn micelarny w jednym. Początkowo bardzo mi się to podobało, ale później zaczęło mnie irytować to, że płyn w trakcie przecierania twarzy zaczynał się pienić na płatku kosmetycznym. Nie mniej jednak, wspominam go dobrze.

Mgiełkę DERMO System od Bielenda używałam jako toniku do twarzy i bardzo mi się spodobała. Ten produkt świetnie tonizował skórę, ale nie tylko, dawał jej odświeżenie i ukojenie. Kontrowersyjnym dla mnie był tylko jego fioletowy kolor, który przypominał mi denaturat. ;)


Zużyłam również kilka mini produktów koreańskiej marki CREMORLAB o której już kilkukrotnie pisałam na blogu. Bardzo ją lubię i używam z przyjemnością.
Koreańskie kosmetyki CREMORLAB na bazie unikalnej wody T.E.N.! 
Ultralekki, meganawilżający krem i peeling w piance, czyli koreańskie tlenowe nowości CREMORLAB! 


Wykończyłam również kolejne opakowanie fantastycznego krem-koncentratu botulinowy TRIFUSION od YONELLE. To takie jeden z kremów do których się wraca bez większego zastanowienia i warto przeznaczyć na niego większe pieniądze. 

Skończyły mi się również dwa sera do twarzy: Biały Jeleń i O2 SKIN. Obydwa były bardzo przyjemne i lubiłam ich używać. Zastrzeżenia mam tylko do opakowania O2 SKIN. Serum misuałam wybierać patyczkiem kosmetycznym, bo pipetką nie było to możliwe ;/ Ktoś nie pomyślał przy tworzeniu opakowania ;)

Maska nawilżająca ENILOME nie zrobiła na miej piorunującego wrażenia. Używałam jej bardziej w celu jej zużycia, niż cieszenia się efektami. Szczerze mówiąc, to nie robiła nic. Może gdybym stosowała ją na noc, byłoby inaczej, ale ja stosowałam ją tradycyjnym sposobem. Nakładałam na 15 minut na oczyszczoną skórę, a następnie zmywałam wodą.

Z maski Alpha - H, Liquid Gold byłam natomiast bardzo zadowolona. Maska jest stworzona na bazie glinki. Początkowo trochę podrażniała, ale później się to zmieniło. Używałam jej zawsze podczas kąpieli i zmywałam. Skóra po użyciu była bardzo gładka i lekko rozświetlona na długo. Poza tym ta maska miała bardzo dobre właściwości oczyszczające.

Pudrowo-matująca mgiełka w sprayu od Efektima okazała się dla mnie całkowitą pomyłką. Pomimo, że opinie w internecie ma ona całkiem dobre, to u mnie się nie sprawdziła. Ja niestety nie zauważyłam zmatowienia cery, a tylko nieprzyjemne ściągnięcie skóry. Pozbywam się jej niestety praktycznie w całości, a używałam jej naprawdę niewiele. Większość czasu przeleżała na półce, aż przyszedł czas, aby jej się pozbyć.

Wody termalne TERMISSA używałam do odświeżania cery, ale ostatnio na płatku kosmetycznym. Spryskiwałam płatek wodą, a następnie spryskiwałam twarz. Później zbierałam nadmiar wody uprzednio zwilżonym płatkiem kosmetycznym z twarzy.


Maska do włosów O'HERBAL od Elfa Pharm nie sprawdziła się u mnie jakoś szczególnie. Szczerze powiem, że dziwi mnie tak duża ilość pozytywnych opinii o tej masce w internecie. Ja nie zauważyłam jakiś szczególnych efektów po jej zastosowaniu. Na moich włosach efekt był mizerny i właściwie to maska pomagała jedynie w rozczesywaniu włosów, a i to często szło opornie. Zużyłam ją tylko dlatego, że dodawałam do niej koncentrat GLISS KUR booster. Z tym koncentratem działanie było o niebo lepsze, choć uważam, że powinien być tańszy, jak na dodatek do masek i szamponów.

Serum KERABIONE używam do olejowania włosów, ale ostatnio z tym u mnie kiepsko. Muszę znów zacząć i zamierzam to zrobić w niedalekiej przyszłości.

Nabłyszczające serum do włosów farbowanych BC Bonacure od Schwarzkopf wspominam bardzo dobrze. Ładnie nabłyszczało włosy i je chroniło. Przy nałożeniu odpowiedniej ilości zupełnie ich nie obciążało.

Rosyjską wcierkę do włosów z papryczką Chili kupiła w sklepie zielarskim. Niestety nie używałam jej zbyt regularnie. Może dlatego nie zauważyłam efektów.


Dezodoranty to niezbędniki i oczekuję od nich przede wszystkim, że będą doskonale chronić przed poceniem się i przykrym zapachem. Te, które zużyłam w ciągu ostnicach dwóch miesięcy, czyli Oriflame, Lady Speed Stick i miniaturka NIVEA spisywały się bardzo dobrze i nie mam im nic do zarzucenia.


Przyszła pora na kolorówkę! 
Zużyłam dwa produkty do stylizacji brwi do L'oreal, a mianowicie kredkę do brwi - Brow Artist Maker i paletę do makijażu brwi - Brow Artist Genius Kit. Muszę przyznać, że obydwa spisywały się świetnie, choć cena regularna tych produktów jest moim zdaniem nieco przesadzona. Dlatego właśnie warto polowac na takie promocja jak -55% w Rossmann :)

Mgiełki do utrwalania makijażu LILY LOLO niestety nie zużyłam. Nie jestem przyzwyczajona do używania utrwalaczy (wcześniej myślałam, że jest mi niezbędna, ale okazało się inaczej) i dlatego mało co jej używałam i teraz tego żałuję. Długo biedna stała na półce i stwierdziłam, że najwyższy czas się z nią pożegnać.

Krem CC Selfie Project to moje makijażowe odkrycie dla cery tłustej i przetłuszczającej się! Bardzo lubię go stosować pod podkłady mineralne. Nie daje on dużego krycia, jest ono znikome, ale świetnie przygotowuje skórę pod minerały. Swoją drogą zużyłam podkłady mineralne od Annabelle Minerals i Neauty, które sobie chwalę, choć bardziej skłaniam się do Annabelle Minerals.

Cień do powiek NABLA nie był w moim guście (bardzo jasny) i niestety się przeterminował, więc się żegnamy.

Wykończyłam również dwie czarne, wysuwane kredki do oczu. Avon bardzo dobrze wspominam, bo świetnie mi się nią pracowało, była trwała, a jej czerń była węglowo czarna. Nic dodać, nic ująć!
Jeśli chodzi o Miss Sporty to niestety nie zdała egzaminu. Użyłam jej zaledwie kilkukrotnie bo większość z niej się połamała i uciekła na podłogę podczas wykręcania.


Zużyłam jeszcze dwa opakowania moich ulubionych płatków kosmetycznych z Biedronki, a także kilka masek w płachcie. Pisałam o nich tutaj.

Życzę Wam udanej niedzieli! Buziaki :)

Denko marca i kwietnia 2019

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Moje denko stycznia i lutego wbrew pozorom wcale nie jest duże, znalazło się w nim bowiem kilka kosmetyków, których nie zużyłam, bo się przeterminowały, ale są w nim również takie, które używałam niezgodnie z przeznaczeniem. W związku z tym, kosmetyków które zużyłam do ostatniej kropelki nie jest tak dużo, jakby wskazywało powyższe zdjęcie.

Nie przeciągam już! Zaczynamy!

Jak zwykle zużyłam jeden z płynów do kąpieli z Biedronki be beauty. To żadna nowość, bo one standardowo pojawiają się w każdym moim denku. Cóż się dziwić są tanie, dobre i jest ich dużo :D Nie żal wlewać do wanny ;)
Skończyły mi się również dwa szampony do włosów: Dove i jeden z limitowanej wakacyjnej edycji Lidl-a, czyli Sunner Cien. Do mycia włosów ich nie używałam, gdyż zawierały SLS-y, a ja na szampony z tym składnikiem mam uczulenie i muszę używać delikatniejszych. Doskonale sprawdziły się natomiast do mycia pędzli i nie tylko. Delikatny szampon, który zużyłam zgodnie z jego przeznaczeniem i który sprawdził się wyśmienicie to Dermedic CAPILARTE. Świetnie oczyszczał włosy i skórę głowy, a przy tym był niebywale delikatny. NIe powodował świądu, łupieżu, ani innych nieprzyjemnych dolegliwości. Nie plątał tez włosów, a po umyciu były one miękkie i dobrze się rozczesywały.
Zapomniałabym o podróżnym zestawie AUSSIE, czyli szamponie i odżywce! Szampon zużyłam podobnie jak Dove i Cien, czyli do wszystkiego tylko nie do włosów ;) Odzywkę natomiast używałam zgodnie  z przeznaczeniem i muszę ją pochwalić. Spisywała się naprawdę dobrze, choć efekt był powierzchowny, czyli do pierwszego umycia włosów. Bardzo spodobało mi się opakowanie tej  mini odzywki, a dokładniej tego, jak się ją z niego wydobywa, więc zostawiam je sobie. Z pewnością jeszcze je wykorzystam.

O odżywce do włosów John Frieda - Luxurious Volume zwiększającej objętość pisałam już jakiś czas temu. Ona naprawdę robiła robotę! Nie będę się już o niej tutaj rozpisywać, doczytacie sobie tutaj
Maski do włosów NOVEX oceniam jako przeciętne, ale bez rewelacji. Nie polecam, ale też nie odradzam.
Doprawdy nie rozumiem fenomenu wcierki Banfi..., tak rozchwalona, a ja nie zauważyłam jakichś szczególnych rezultatów po jej stosowaniu, a zapach nieszczególnie mi się spodobał. Niestety ona przetłuszcza też trochę włosy. Na mnie jakoś szczególnie nie podziałała, ale też nie zaszkodziła, więc jej nie odradzam. Możliwe, że u innych się sprawdziła i ja nie będę poddawać tego w wątpliwość. U mnie niestety efektów brak, ale każdy powinien spróbować na sobie.


Dwie odżywki do włosów, które szczególnie polecam i które wyjątkowo dobrze się u mnie sprawdziły zasłużyły na osobne zdjęcie poniżej. Jedna z nich to InSight Volumizing, czyli odżywka, która zwiększa objętość włosów i używa się jej bez spłukiwania. Ona nie tylko zwiększa objętość włosów, ale również wyjątkowo dobrze je odżywia, wygładza i zawiera aż 98% składników pochodzenia naturalnego! O niej tez pisałam, więc zajrzyjcie tutaj!
Maska wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów VisPlantis to moje ostatnie odkrycie! Znalazłam ją w pudełku ShinyBox i przepadłam! Nie wiem, jak działa przeciw wypadaniu włosów, ale to co z nimi robi jest cudowne! Działa odżywczo nie tylko na włosy, ale również na skórę głowy. Włosy po jej użyciu są mięciutkie, delikatne w dotyku, świetnie się układają, są puszyste i generalnie można je podsumować samymi ochami i achami <3 Maska jest cudowna! Kosztuje ok. 20 zł i uważam, że jest to bardzo dobra cena, jak na takie cudo.


Skończył mi się żel do mycia twarzy Whiten od Novaclear, bardzo go lubiłam i używałam z przyjemnością, choć uważam, że jego cena jest przesadzona. O całej serii likwidującej przebarwienia ze skóry pisałam niedawno, więc odsyłam Was tutaj. :)
Żel do mycia twarzy i oczu od TOŁPA natomiast, nie sprawdził się u mnie zbyt dobrze i zużyłam go trochę na siłę. Nie za bardzo przepadam za kosmetykami do mycia twarzy, które się nie pienią. Zawsze mam wrażenie, że nie oczyszczają dokładnie i zwykle nie mylę się, co łatwo sprawdzić po płatku kosmetycznym nasączonym tonikiem, którym przecieram twarz po umyciu. Skończyła mi się też wersja podróżna toniku i serum w jednym marki TOŁPA i ten sprawdził się doskonale, więc niebawem zaopatrzę się z pełnowymiarowe opakowanie!
Mleczka do demakijażu CHARMINE ROSE niestety nie polecam jakoś szczególnie. Mnie ono bardzo szczypało w oczy, chociaż demakijaż robiło bardzo dobrze. Właściwie poza tym szczypaniem było bardzo ok, ale na rynku jest wiele lepszych produktów.
Zużyłam też mini krem nawilżający LUMENE i muszę przyznać, że bardzo dobrze nawilżał. Generalnie jestem na TAK, bo to lekki, przyjemny, delikatny i dobrze nawilżający kremik do twarzy.


To nawilżające serum do ciała Figs & Rouge Avance + to całkowita pomyłka! Nawet specjalnie nie wiedziałam jak tego używać, bo w tej tubie była woda, która rozlewała się wszędzie. Nie umiałam jej dozować, bo opakowanie zdecydowanie się do tego nie nadawało. Poza tym, nie wiem do tej pory co ono miała niby robić. Nie zużyłam tego specyfiku, pozbyła się go bez żalu.
Masełko do ciała NATURATIV było bardzo OK, przyjemne, odżywcze  i pięknie, słodko pachniało. Używanie go to sama przyjemność!
Krem do rąk BOTAME Body, nie był rewelacyjny, ot taki zwyklaczek. Moim zdaniem za bardzo wodnisty po rozsmarowaniu, ale zużyć się da bez większych problemów. Nie spodziewajcie się po nim jednak niczego szczególnego.
UWAGA! Teraz produkt niekosmetyczny, ale CUDOWNY! Znalazłam tą buteleczkę olejku Vera-Nord w jednym z kosmetycznych box-ów i się zakochałam. Zapach przepiękny, którym pachniał mój dom w okresie świątecznym! Jeśli posiadacie nawilżacz powietrza i lubicie, jak Wam ładnie pachnie w domu to polecam Wam te olejki. To zdecydowanie lepsza opcja niż jakiekolwiek świece zapachowe i dużo tańsza :) Zobaczcie ile różnych zapachów jest na stronie producenta tych olejków: vera-nord.pl Zapomniałabym dodać, że te olejki są całkowicie naturalne. Dla mnie CUDO!


Przyszła kolej na kolorówkę!
O lakierach hybrydowych MAKEAR pisałam już dość dawno temu, ale nadal uważam, że to jedne z najlepszych hybryd na rynku. Poniższy egzemplarz to efekt kociego oka, który niestety się zbrylił w połowie zużycia. 
Jeśli chodzi o lakiery tradycyjne, to skończył mi się TOP RIMMEL - SUPER Gel, który uważam za bardzo dobry i śmiało mogę go Wam polecić. Doskonale utwardza i błyskawicznie wysycha. Ma doskonały połysk, który długo się utrzymuje.
Krem CC Selfie Project to moje ostatnie makijażowe odkrycie! Bardzo lubię go stosować pod podkłady mineralne i mam w użyciu kolejne opakowanie. Nie daje on dużego krycia, jest ono znikome, ale świetnie przygotowuje skórę pod minerały. Swoją drogą zużyłam podkład mineralny od Annabelle Minerals, który sobie chwalę, a w użyciu mam oczywiście kolejne opakowanie. :)
Skończył mi się również bezbarwny, ochronny balsam do ust BEE NATURAL. On również służył mi bardzo dobrze i z czystym sumieniem mogę go Wam polecić. Nawilżał, chronił, natłuszczał i był przyjemny w smaku i zapachu. Nic mu nie mogę zarzucić. Dla mnie BOMBA!
Wykończyłam również tusz do rzęs od L`Oreal Paris - False Lash Superstar X Fiber. Bardzo dobrze go wspominam i nie mam mu absolutnie nic do zarzucenia. świetnie rozdzielał rzęsy, nie kruszył się, nie rozmazywał i można nim było stopniować efekt od bardzo naturalnego do iście teatralnego.
Paleta do konturowania Loreal Infallible Sculpt to natomiast całkowita porażka i pozbywam się jej bez żalu! Dla mnie tragedia totalna, nie dało się tego używać. Pozbyłam się również korektora  punktowego SYNERGEN i korektora pod oczy Reviving od Pixie Cosmetics. Niestety nie zdążyłam zużyć tych kosmetyków, chociaż były bardzo fajne.
Cień Pierre Rene w pięknym odcieniu brązu zużyłam natomiast do ostatniego okruszka.


Jak zwykle zużyłam również trochę próbek i masek w płachcie, a także płatków pod oczy. Oczywiście, jak w każdym denku muszą pojawić się również opakowania po płatkach kosmetycznych. Niestety zapomniałam, żeby nie kupować rozwarstwiających się na potęgę płatków w Rossmannie, ale po zakupie sobie o tym przypomniałam i już mam nadzieję będę pamiętać. 
Asia! Kupuj płatki kosmetyczne tylko w Biedronce! ;)


Uff, dobrnęłam do końca.
Znacznie bardziej lubię używać kosmetyków i je zużywać niż o tym pisać :)
Buziaki :*

DENKO Stycznia i Lutego 2019

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Moje denko z ostatnich dwóch miesięcy jest co najmniej dziwne i bardzo mnie zaskoczyło. Znów zużyłam całkiem sporo kosmetyków. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że nie zużyłam żadnego kosmetyku kolorowego, a używałam ich bardzo dużo. Kolejnym fenomenem tego denka jest to, że mimo zerowego zużycia w obszarze kolorówki, pożegnałam się z wieloma produktami do demakijażu.
Tym razem wiele z kosmetyków, jakie osiągnęło denko, okazało się średniakami i używałam ich trochę na siłę. Oczywiście były też genielne kosmetyki, które stsowałam z wielką przyjemnością, ale były tez takie, których zuzyć nie dałam rady.

No nic, koniec tego wstępu, przejdźmy do rzeczy!

Płyn do kąpieli Cien z Lidla okazał się całkiem dobry i choć zazwyczaj kupuję te z Biedronki, to Thermal Spa był niczego sobie. Dobrze się pienił, ładnie pachniał i nie wysuszał skóry. Nasze relacje były bardzo poprawne, a jeśli dodać do tego korzystną cenę to były one wręcz  fantastyczne ;). Być może jeszcze kiedyś zakupię go, ale wypróbuję inna wersję zapachową. 

Peeling do ciała Kueshi - FRESA o zapachu truskawki bardzo lubiłam. Był niesamowicie wydajny, genialnie się pienił i mocno pachniał truskawkami, choć zapach ten był nieco chemiczny (a może tylko mi się wydawało, bo był niesamowicie intensywny). Nie natłuszczał skóry, jedynie doskonale zdzierał martwy naskórek. Można powiedzieć, że jego ścierniwo było zatopione w żelu pod prysznic, bo kosmetyk ten nie miał w sobie żadnych substancji, które mogłyby natłuszczać skórę. Drobinek ścierających było w nim bardzo dużo i bardzo dobrze się pienił, właśnie dlatego jego wydajność była niezwykle wysoka. Pewnie jeszcze do niego wrócę. Bardzo go lubiłam!

Emolientowy olejek do kąpieli i pod prysznic od GoCranberry natłuszczał za to bardzo dobrze. Kiedy nie miałam czasu na stosowanie balsamów, czy maseł do ciała po kąpieli, wlewałam go do wanny i kiedy z niej wychodziłam robota była już zrobiona. Był ok, choć bez rewelacji, bo nie miał zapachu.

Olejek do ciała Tajemnica Piękna od Kneipp pachniał prześlicznie. Używałam go tuż po kąpieli na jeszcze wilgotne ciało. Bardzo go lubiłam ze względu na zapach!

Masła do ciała SeeSee używałam na siłę. To był jeden z tych kosmetyków, których za bardzo nie lubiłam. Generalnie, jego działanie było bardzo dobre bo natłuszczał i nawilżał skórę na długo, ale.... i tu się zaczyna! Przyjemność stosowania była praktycznie zerowa. To masło było toporne i nie chciało się rozsmarowywać, zapach był mocno średni i gdyby jego działanie było tylko przeciętne, to nie zużyłabym go do końca.


Szampon do włosów CREIGHTONS Argan Smooth był najbardziej chemicznym szamponem z jakim w ostatnim czasie miałam do czynienia i od kiedy otworzyłam opakowanie i przeczytałam skład, to używałam go tylko do prania pędzli. Nie odważyłabym się użyć go do czegokolwiek innego. Musze jednak przyznać, że z praniem pędzli radził sobie doskonale! Sama bym go nie kupiła, ale znalazłam go w jednym z beauty box-ów, więc postanowiłam zrobić z niego użytek.

Zużyłam również dwa szampony merki Equilibra, którą bardzo lubię. Ma ona bardzo dużo dobrych kosmetyków z dodatkiem aloesu. Swego czasu używałam ich naprawdę dużo. Zawsze zamawiałam w aptekach DOZ. Ostatnio trochę mniej obcuję z tą marką, ale możliwe, że to się jeszcze zmieni, bo bardzo ja szanuję. Kosmetyki Equilibra mają dobre składy i dużą zawartość aloesu. Mają świetne działanie nawilżające i są niezwykle delikatne.

Muszę również pochwalić AKSAMITNĄ KURACJĘ do mycia włosów Biały Jeleń. Ten szampon jest naprawdę świetny! Doskonale oczyszcza włosy i skórę głowy, jest delikatny, ma bardzo dobry skład i polecany jest szczególnie dla osób z problemami alergicznymi skóry. Jeśli szukacie delikatnego szamponu do włosów w rozsądnej cenie to skuście się właśnie na ten!


Zużyłam również dwie maski do włosów: O'HERBAL zwiększającą objętość włosówKALLOS z Biotyną. Zdenkowałam również odżywkę ISANY z Pantenolem i witaminą B3.
O'HERBAL i KALLOS zużyłam na siłę, bo poza tym, że lekko pomagały w rozczesywaniu włosów, to nic, ale to absolutnie nic nie robiły. Już bardziej byłam zadowolona z działania odżywki ISANA, choć szaleństwa tu również nie było. Nie będę się rozpisywać, bo szkoda mojej i Waszej energii. Zwyczajnie nie polecam tych produktów. Jest na rynku wiele lepszych w podobnych cenach!

Wcierki do włosów DERMEDIC Capilarte i PILOMAX nie zrobiły szału, ale też nie zaszkodziły. Nie zauważyłam po ich stosowaniu żadnych spektakularnych efektów, ale nie chce narzekać. Być może jeszcze te efekty przyjdą :)

Olejki Kerabione Booster i olejek arganowy o zapachu pomarańczy dodawałam do olei bazowych i robiłam olejowanie włosów. Nie chce się wypowiadać, bo jak wiadomo, aby olejowanie przyniosło efekty trzeba robić je regularnie i cierpliwie, a ja z braku czasu nie stosowałam się do zasad olejowania zbyt dobrze.

W listopadzie i grudniu dużo czasu poświeciłam na dokładny demakijaż, co zaowocowało dobrze oczyszczoną i gładką cerą. Skóre oczyszczałam kilkuetapowo. 
Najpierw nakładałam na twarz olejek i masowałam. Najlepiej sprawdził się tutaj MIYA mySUPERskin, bo nie tylko doskonale rozpuszczał makijaż, ale również fantastycznie pachniał. Olejek do demakijażu GoCranberry też był niezły, ale tak ładnie nie pachniał. Zużyłam również oliwkę hydrofilną do oczyszczania skóry twarzy INGENI, która była tylko próbką, ale naprawdę świetnie mi się z nią współpracowało i mam ochotę na pełnowymiarowe opakowanie! 

Po rozpuszczeniu makijażu oliwką, zmywałam wszystko żelem do mycia twarzy, ponieważ nie lubię mieć tłustej warstwy olejku na skórze. Najlepiej sprawdziła się BIODERMA Sebium, bo doskonale się pieniła i była bardzo wydajna, świetnie zmywała olejki. Himalaya Neem w piance okazała się średniakiem, ale dawała radę. Nie była tak wydajna i skuteczna, jak Bioderma, ale używałam jej i nie narzekałam. najgorzej wypadł tu Biolaven i wiem, że już do tego żelu nie wrócę! Nie lubię kosmetyków do oczyszczania twarzy, które się nie pienią, a ten żel nie pienił się absolutnie wcale i nie wyróżniał się specjalnie działaniem oczyszczającym. Oczyszczał raczej średnio.

Ostatnim etapem oczyszczania twarzy było przetarcie skóry płynem micelarnym. Zarówno Biały Jeleń, jak i Kueshi sprawdziły się w tym celu doskonale, chociaż bardziej lubiłam Jelenia. Obydwa miały właściwości przywracające skórze naturalne pH, więc działały trochę, jak toniki.

Zużyłam również 1- minutową maseczkę Nivea Urban Detox. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że będę z niej, aż tak zadowolona. Używałam jej mniej więcej raz w tygodniu.Świetnie oczyszczała i działała trochę, jak peeling, gdyż miała w sobie drobinki ścierające i przy zmywaniu i masowaniu, to właśnie one złuszczały martwy naskórek. Jej wadą jest to, że może zaszczypać przy nałożeniu, więc polecam ja tylko osobom "gruboskórnym" (takimi, jak ja). Wrażliwcy raczej nie będą dobrze dogadywać się z tą maską.


Po oczyszczaniu przyszła kolej na dalsze etapy pielęgnacji.

Antybakteryjna PAPKA do cery trądzikowej JADWIGA służyła mi kiedyś, ale gdy przestałam mieć problemy z wypryskami, schowałam ja głęboko. Niedawno ja przypadkowo znalazłam i okazało się, że jest całkowicie wyschnięta. Niestety muszę ją wyrzucić. Polecam ją dla osób borykających się z trądzikiem, w kryzysowych sytuacjach bardzo się przydaje.

Serum, na rozszerzone pory i preparat punktowy NORMACNE od Dermedic niestety nie doczekały się premiery na mojej twarzy. Zwyczajnie nie miałam kiedy ich użyć, bo nie miałam problemów na które mogłyby pomóc. Sprawdzałam ostatnio daty ważności kosmetyków i okazało się, że już dawno po terminie :( Niestety musimy się pożegnać. Bye...

Nocna maska na twarz NovAge Intense Skin Recharge od Oriflame to jeden z moich HIT-ów!  Jest ona bardzo odżywcza i mega nawilżająca. Rano skóra jest wypoczęta, promienna, gładka, a pory skóry są zwężone. Można ją używać jako maskę nakładając na skórę grubszą warstwą, albo jako krem na noc. Ja wole tą drugą opcję, jest bardziej ekonomiczna, a działanie takie samo :).

Energetyzującego kremu Cellular Water Cream INSTITUT ESTHEDERM używałam tylko na dzień i to w dni, kiedy nie nakładałam makijażu. Przyznam się, że byłam nim zachwycona (ślicznie pachniał i pięknie nawilżał na cały dzień) i skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie (miałam tylko mini produkt).

Wodnego kremu BISHOJO używałam jedynie na dzień pod makijaż i byłam z niego bardzo zadowolona. Taki niepozorny, a uwielbiałam go stosować. Był niezwykle lekki i błyskawicznie się wchłaniał. Po chwili nie było go zupełnie czuć na twarzy, a efekt nawilżający był bardzo spoko. Ten krem bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.

Krem pod oczy Postquam DNA wspominam bardzo dobrze i choć miałam tylko próbkę, to starczyła mi na długo. Chciałam kupić pełnowymiarowe opakowanie, ale cena niestety trochę poraża. Może innym razem ;)

Zużyłam również ampułkę z witaminą C Synchrovit i kwas hialuronowy Hialu-Pure Forte 3%, ciężko mi się wypowiedzieć na temat tych dwóch produktów. Ampułkę w witaminą C miałam tylko jedną, więc nie zdążyłam zauważyć efektów stosowania, a kwas ten hialuronowy nie wyróżniał się niczym na tle podobnych produktów, no..., może tylko tym, że z nakrętka była fatalna i nie można jej było zakręcić :/


Lakier do włosów TAFT 7-days ANTI FRIZZ był rzeczywiście bardzo mocny, ale niestety sklejał włosy. Nie mam pojęcia skąd się wzięło te 7 dni, ale nie wyobrażam sobie nie myć włosów przez tak długi czas ;) Generalnie, jeśli chodzi o mocne utrwalenie jest to dobry lakier, ale za tym idzie również bardzo mocne sklejenie włosów.

Suchy Szampon GotToBe był ostatnim jaki zużyłam i więcej nie będę się bawiła w absolutnie żadne suche szampony! Cichaczem wyrządziły na mojej głowie i włosach spustoszenie ogromnych rozmiarów (suchość skóry głowy, suchość i łamliwość włosów i ich wypadanie) więc dostały bana! Koniec!

Dezodorant w spray-u Fa spisał się bardzo dobrze. Bez problemu radził sobie z potem i przykrym zapachem, a dodatkowo ładnie pachniał. Nie mam żadnych zastrzeżeń.

Emulsja do higieny intymnej Cień z Lidla spisywała się bardzo dobrze i osobiście nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. Robiła dużą pianą i szczerze mówiąc nie wiem, czy to dobrze, jeśli chodzi o płyny do higieny intymnej, ale żadnych problemów z tym związanych nie miałam.

Zdenkowałam również dwie pasty do zębów. Moją ulubioną Pearl Drops - Lasting Flawless White, którą uwielbiam i uważam za najlepszą, wybielającą pastę do zębów na rynku, a także pastę węglową, wybielającą SEYSSO. Seysso niestety nie była najlepsza. Wybielania ne zauważyłam, a w smaku była obrzydliwa. :(


Skończyły mi się również dwie odżywki do paznokci: Eveline Sensitive 8w1 i Nailtiques. Z Eveline byłam bardzo zadowolona bo świetnie wzmacniała i utwardzała paznokcie, a przy tym długo się na nich trzymała (lakier przez długi czas nie odpryskiwał). Nailtiques niestety bardzo mnie zawiodła, bo o ile dobrze utwardzała i może nawet trochę i wzmacniała paznokcie, to odpryskiwała jeszcze tego samego dnia, w którym została nałożona na paznokcie. Szkoda, bo jej cena do niskich nie należy. :(

Top Eveline miniMAX był bardzo dobry. Mocno utwardzał, szybko wysychał, był trwały i świetnie nabłyszczał. Nie można chcieć więcej! 

Niestety wysechł mi TOP Hybrydowy marki makeAR, chyba niezbyt dobrze zakręciłam nakretką. Top tak bardzo zgęstniał, że nie nadaje się już do niczego. Bardzo żałuję, bo marka makeAR jest jedną z najlepszych marek hybrydowych na rynku. bardzo Wam polecam!

Trzech pomadek pielęgnacyjnych do ust niestety nie zdołałam zużyć i żegnam się z nimi bez żalu! 
MIYO Melon Kiss okropnie barwiła usta na różowo, ja bardzo nie lubię takiego efektu. Poza tym jej właściwości pielęgnacyjne nie były wysokich lotów. Raczej przeciętne.
bebe Young Care miała okropny smak, bieliła usta na biało i niezbyt dobrze je natłuszczała. Okropna!
Na koniec ISANA tropikalna, która zupełnie nie nawilżała i nie natłuszczała, była toporna i twarda, jak kamień. Nic mi z tego, że ładnie pachniała, bo nie służyła mi do tego, do czego powinna.


Zużyłam jeszcze dwa opakowania płatków kosmetycznych. Te z Biedronki są świetne, mają scalone brzegi i nie rozwarstwiają się. Bardzo dobrze zmywa się nimi nawet bardzo oporny makijaż. Płatki z Rossmanna są tragiczna, a niestety mam jeszcze jedno opakowanie do zmęczenia. tak dawno ich nie używałam, że zapomniałam, jak są tragiczne. :/ Rozwarstwiają się nawet już przy wyjmowaniu z opakowania, a co dopiero przy demakijażu. 

Zużyłam również kilka saszetek o których nie będę się rozpisywać, bo nie ma za bardzo o czym i opakowanie chusteczek do demakijażu z minerałami z Morza Martwego Seacret. Swoja drogą bardzo skuteczne i nawet delikatne dla skóry, ale ich cena w sklepie jest bardzo wysoka i raczej nie sądzę, że kiedykolwiek wydam ponad 100 zł na chusteczki do demakijażu. Mój denkowy egzemplarz znalazłam niegdyś w jednym z kosmetycznych box-ów.


To byłoby na tyle... UFF... . Dobrze, że nie zużyłam już nic więcej, bo tego posta pisałabym chyba przez tydzień ;)

Buziaki :*

DENKO Listopada i Grudnia 2018

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Moje denko dwóch ostatnich miesięcy okazało się być olbrzymie pod względem zużytych kosmetyków, ale też pod względem takich, których zużyć mi się nie udało. W ciągu ostatnich miesięcy zdecydowałam się na zrobienie porządków wśród moich kosmetyków kolorowych i postanowiłam pozbyć się tych, których nie używam i używać nie będę. Głównym tego powodem jest to, że okazały się bublami lub kompletnie nie służyły mi pod względem kolorystycznym.
Jeśli chodzi o kosmetyki pielęgnacyjne, to przez ostatnie miesiące zużyłam wiele produktów, które mają takie samo zastosowanie, a to dlatego, że używałam kilku na raz. Nie czekając na zdenkowanie jednego produktu, otwierałam i używałam jednocześnie kilku innych z tej samej kategorii. Takim oto sposobem większość z nich osiągnęło swoje denko właśnie we wrześniu i październiku.

Wszystkich opakowań było tak dużo, że nie zdołałam ich zmieścić na zdjęciu głównym. 


Zacznijmy od kolorówki! Jak już wspominałam wcześniej, w moim denku znalazło się bardzo dużo kosmetyków kolorowych. Znalazły się w nim z różnych powodów. Jedne zużyłam z wielką przyjemnością, a innych po prostu się pozbyłam bez żalu. 
Podkład Pierre Rene - Advanced Lift okazał się średniakiem i nie sądzę, abym szybko do niego wróciła. Wszystko za sprawą tego, że jego krycie było bardzo znikome (nie ma szans, aby zakrył nawet lekkie przebarwienia), a i trwałość nie zachwycała. Co więcej, kolejnym jego minusem było to, że ciemniał po nałożeniu. Zużyłam go do końca, bo mieszałam go z bardzo mocno kryjącym i trwałym, ale niestety też bardzo widocznym na twarzy podkładem L'oreal Infallible 24H Matte. Te dwa gagatki tworzyły razem zgrany duet i bardzo przyjemnie mi się ich używało. To było naprawdę świetne połączenie. Osobno nie spisywały się tak doskonale.
Bardzo przyjemnie spisał się również podkład Giordani Gold Liquid Silk od Oriflame. Bardzo go lubiłam. Był płynny, lekki, a jednocześnie krył! 

Niestety wykończyłam również mineralny, sypki podkład Pixie Cosmetics i strasznie za nim tęsknie. Pixie Cosmetics to marka, która w mojej opinii ma rewelacyjne kosmetyki mineralne, jedne z najlepszych na rynku. Podkład był trwały i świetnie dostosowywał się do skóry. Naprawdę przez cały dzień trzymał się bez zarzutu, a cera wyglądała naturalnie i nieskazitelnie.

Zużyłam również próbkę (0,5 g) pudru utrwalajaco-matujacego Velvet HD od Earthnicity. Bardzo mi się spodobał i już niebawem zaopatrzę się w pełnowymiarowe opakowanie. Był bardzo drobno zmielony i świetnie utrwala makijaż. Jest biały, ale absolutnie nie biel twarzy. Daje satynowo-matowe wykończenie. Dla mnie był GENIALNY!


Wraz z wykończeniem podkładu Pixie wykończyłam również pędzel Pixie Cosmetis do nakładania podkładu i prawie się przy tym popłakałam, bo byłam z niego bardzo zadowolona. Niestety wypadły z niego wszystkie włosy. Służył mi codziennie przez okrągłe dwa lata. Był naprawdę piękny i genialnie się nim pracowało. W całej okazałości możecie zobaczyć go w tym wpisie

Skończyły mi się trzy paletki z cieniami do brwi. Najbardziej lubiłam tą od L'oreal i Oriflame. Kolorystyka tych cieni najbardziej mi odpowiadała. Cień miss sporty był zbyt jasny, wyjęłam go z paletki i przełożyłam do innej. Służy mi do nadal, ale mieszam go z innym, dużo ciemniejszym, aby uzyskać odpowiedni odcień.

Wykończyłam również dwa produkty do pielęgnacji ust. Carmex, jak to Carmex był naprawdę spoko. Pomadkę ochronną kupiłam w Carrefour za kilka groszy i okazała się wazeliną w sztyfcie, ale sprawdzała się naprawdę całkiem nieźle, jak za takie pieniądze (ok. 3 zł). 


Na powyższym zdjęciu znajdują się kosmetyki, których używałam, ale nie udało mi się ich zdenkowac do końca. Postanowiłam się z nimi pożegnać pomimo, że w opakowaniach pozostały jeszcze nieznaczne ilości produktów. 

Krem CC od Eveline całkiem nieźle sprawdzał się latem przy upałach. Pamiętam, że całkiem często go używałam, ale zimą już niekoniecznie się sprawdzi, a do następnego lata pewnie nie przetrwa, więc muszę się z nim pożegnać.

Żegnam się również z rozświetlaczem F&F (marka TESCO dawno wycofana z obiegu). Pamiętam, że był świetny, ale niestety o nim zapomniałam i przeterminował się już dawno w czeluściach szuflady z kolorówką. Zużyłam ok. połowy opakowania.

Silikonowej bazy pod makijaż INGRID używałam kiedyś bardzo często i to opakowanie osiągnęło prawie samego dna. Już od dłuższego czasu nie używam absolutnie żadnych baz pod makijaż, a tym bardziej silikonowych, więc postanowiłam pozbyć się nie tylko tej.

Rozświetlacz YOKO (idealnie wyglądał tylko na dłoni, a na twarzy nie było już tak różowo) i podkład w musie essence (bardzo słaba trwałość i podkreśla suche skórki) zużyłam prawie w całości, ale nie były to produkty zachwycające, a ponieważ mam wiele nowych i dużo lepszych, to zdecydowałam, że nie będę się dłużej z nimi męczyć ;)


Powyższe kosmetyki były absolutną tragedią i bublami nie z tej ziemi! Podejmowałam kilka prób, aby się z nimi rozprawić, ale nic nie pomagało. Żegnam się z nimi w całości, ponieważ nie udało mi się ich zużyć nawet w niewielkiej części.

Charmine Rose Color Control Skin Cc Lotion miał nadawać skórze ciała efekt opalonej i aksamitnej. Niestety ten efekt był naprawdę słaby, a w dodatku produkt ścierał się bardzo szybko i koszmarnie brudził ubrania. 

Podkłady w sztyfcie miss sporty Really Me! kompletnie się nie sprawdziły! Ważyły się na twarzy już po minucie od nałożenia. Pozostawiały okropne smugi, bardzo ciężko było równomiernie je rozprowadzić na skórze, wchodziły w załamania, podkreślały suche skórki. Zamiast zakrywać niedoskonałości to pięknie je uwydatniały. Po aplikacji błyskawicznie się ścierały, rolowały i pozostawiały koszmarne plamy.Istna tragedia!

Niegdyś bardzo polecana na blogach baza pod cienie do powiek Cashmere od DAX Cosmetics skusiła i mnie. Niestety użyłam jej tylko raz i zamiast wyrzucić do śmieci to schowałam w szufladzie z kosmetykami. Dla mnie to kolejny kosmetyczny koszmarek o tępej konsystencji. Generalnie ta baza nie nadawała się do niczego, żadnego cienia na niej położyć nie mogłam, bo zanim zaczęłam to robić to już była zrolowana na powiece. Dramat!

Korektora do poprawek makijażu 

od FM Cosmetics używałam bardzo rzadko, ale nie dlatego, że nie musiałam robić poprawek. Chodziło o to, że za każdym razem tak się brudził, że zamiast zmywać nieładną kreskę, to raczej ją jeszcze bardziej rozmazywał. Za każdym razem wycierałam go chusteczką, ale to i tak dawało znikome rezultaty. Generalnie większość swojego żywota ten korektor spędził w szufladzie i teraz właśnie nadszedł jego czas ;).

Ostatni produkt z powyższego zdjęcia to sztyft do maskowania odrostów od Bielenda. Znalazłam go niegdyś w jednym z kosmetycznych box-ów i do tej pory nie wiem, co autor miał na myśli (?). To coś poza oblepianiem włosów nie robi nic. 


Kremów BB i CC od AVON nie miałam okazji nawet użyć. Zawsze miałam jakiś lepszy produkt do używania, a te dwa kosmetyki wcale jakoś szczególnie mnie nie interesowały. Odpychający był dla mnie ich skład, ale poza tym nie mam pojęcia jak by się sprawdziły i trochę żałuję, że nawet ich nie wypróbowałam. To jedne z tych kosmetyków, których nie użyłam ani razu. Ich termin ważności minął zanim zostały otwarte.

Z podkładami Eveline i Caroline's Rose było podobnie. Nie miałam okazji ich wypróbować. Po pierwsze dlatego, że nie szczególnie mi na tym zależało ze względu na ich skład, a po drugie miały bardzo ciemne odcienie. Pozbywam się ich w całości.

Korektora do brwi od Bell również nie użyłam nawet raz. Wszystko dlatego, że jego kolor był szary. Nie znam osoby, która ma szare brwi ;) Znalazłam ten korektor w jednym z beauty box-ów i pozbywam się go bez żalu.

Naturalne cienie do powiek SBC były bardzo przyjemne, ale miały krótki termin ważności i się zwyczajnie przeterminowały. Trochę szkoda, bo mało ich używałam. 


Z kremem BB i podkładem od Delia Cosmetics było podobnie jak z krememi BB i CC od AVON. Nie użyłam ich nawet raz, ale zupełnie tego nie żałuję. Znalazłam je w kosmetycznych box-ach, ale nie szczególnie chciałam ich używać, a nie miałam komu podarować. Poleżały sobie w szufladzie i nadszedł czas, aby przestały zbierać kurz, więc pa pa. 

Podobnie było z matującym podkładem od Bielenda. Chyba odpychają mnie takie tanie podkłady, nawet już nie umiem przełamać się, aby je choć raz wypróbować. Szczerze mówiąc nie pamiętam, jak trafił w moje ręce. W każdym razie już się go pozbyłam bez żalu. 

Krem CC Figs&Rouge Ideal Equilibre nie dość, że zawierał parafinę to jeszcze był bardzo ciemny. Nie użyłam go nawet razu i nigdy mnie nie pokusiło, aby jakiś inny krem lub podkład z nim zmieszać. Nie wiem, dlaczego nie pozbyłam się go wcześniej.

Jak już wspominałam wcześniej, już od dłuższego czasu nie używam żadnych baz pod makijaż, więc pozbywam się tych od AVON, KOBO i INGRID. Nie są mi potrzebne.

Krem BB od Tołpa okazał się beznadziejny i użyłam go może ze dwa razy. Nie miał on krycia i właściwie nic nie robił. W tym przypadku znów nie wiem, co autor miał na myśli. 
Kolejny krem BB od Organique również się u mnie nie sprawdził i użyłam go zaledwie kilka razy. Ten gagatek podobnie jak krem BB od Tołpa też nic nie robi, a już na pewno nie upiększa.

I to już koniec (albo raczej dopiero) mojego denka związanego z kolorówką. Większość z kosmetyków, jaka się w nim znalazła powędrowała do kosza zanim jeszcze została zdenkowana, ale zupełnie tego nie żałuję.


Praktycznie w każdym moim denku pojawia się jakiś płyn do kąpieli  beBeauty z Biedronki. Lubię je bo są tanie, wydajne, nie wysuszają skóry, ładnie pachną i tworzą super gęstą pianę. Bez żalu można je wlewać do wanny! Jestem ich wierną użytkowniczką.
Zużyłam również żel do mycia ciała aptecznej marki Derma, ale do tej pory nie wiem, co w niej wyjątkowego. Niby przeznaczona dla skóry wrażliwej, ale zawiera SLS. Dziwne to dla mnie, ale może się nie znam. Generalnie według mnie to nic specjalnego.

Skończyły mi się również szampony NIVEA i Herbal Essences. Niestety obydwa zawierały SLS-y i nie mogłam używać ich codziennie d o mycia włosów. Oczywiście większość zużyłam do prania pędzli niż do włosów, bo do włosów używałam ich może raz w miesiącu. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak sprawdzały się przy myciu włosów, ale z pędzlami radziły sobie bardzo dobrze.

Szampony Biolaven i Dermedic używałam do codziennego mycia włosów i sprawdziły się świetnie. Były delikatne dla skóry głowy, nie wysuszały jej i nie podrażniały, a przy tym tworzyły ładną pianę i świetnie oczyszczały włosy. Oczywiści nie zawierały SLS- ów, ani SLES-ów.


W październiku przefarbowałam włosy farbą CASTING Creme Gloss, ale z odcienia, jaki wybrałam nie jestem szczególnie zadowolona. Nie jest to oczywiście wina farby, ale raczej mojego wyboru. Dużo lepiej wyglądam w zimnych odcieniach.

Zużyłam również kilka odżywek do włosów. Żadna z nich nie była rewelacyjna i żadnej Wam jakoś szczególnie nie polecam. NOVEX i Pantene były poprawne, ale CosNature, a tym bardziej BEAVER biorąc pod uwagę ich ceny nie sprawdziły się wcale.


Wykończyłam też kilka suchych szamponów i jestem przerażona tą ilością, ale świetnie się sprawdzały przed wszelkimi imprezami, a we wrześniu i październiku zaliczyłam ich sporo ;) Bezsprzecznie najlepsze okazały się oczywiście Batiste, a na drugim miejscu uplasował się got2be
Aussie zupełnie się nie sprawdził i tego nie polecam. Odświeżał fryzurę tylko na chwilę, a po godzinie było jeszcze gorzej niż przed zastosowaniem.


To czarne pudełeczko opakowanie po moim własnoręcznie zrobionym peelingu cukrowym do ciała z płatkami róż. Oczywiście był najlepszy i jedyny w swoim rodzaju ;)

Zużyłam również wszelkie peelingi kawowe jakie miałam w zapasach. Nie jestem w stanie powiedzieć, który był najlepszy, a który najgorszy. Wszystkie wspominam tak samo. Teraz zrobiłam cały słój swojego, autorskiego peelingu kawowego i używam sukcesywnie. Sprawdza się bardzo podobnie, a kosztował mnie o wiele mniej. :)


Skończyły mi się dwa żele to mycia twarzy.  Żel od Oriflame z serii Love Nature z aloesem wspominam bardzo dobrze, byłam z niego zadowolona, choć natury i aloesu w nim było jak na lekarstwo (mniej niż konserwantów). Pisałam o nim tutaj.
Żel od SYNCHROLINE był poprawny, ale używało mi się go średnio. Co prawda dawał radę oczyszczaniem, ale nie pienił się i brzydko pachniał, więc przyjemność użytkowania była zerowa. Ponownie bym się na niego nie zdecydowała.

Zdenkowałam również trzy mgiełki tonizujące do twarzy. Wszystkie były świetne i wszystkie bardzo dobrze wspominam. Najbardziej zadowolona byłam z Babo (zauroczyło mnie opakowanie) i chętnie do niego wrócę.

Płyn micelarny i tonik w jednym ROSADIA sprawdzał się bardzo dobrze, ale ja jednak wolę tonik, jako tonik, a płyn micelarny, jako micel. Nie bardzo pasuje mi połączenie 3w1.


Peeling do stóp Evree i peeling węglowy Efektima oceniam dobrze. Są to kosmetyki poprawne, ale nie ma się co zachwycać. Dobrze mi się z nich korzystało, ale bez rewelacji.

Rewelacyjna była natomiast wybielająca pasta do zębów Pearl Drops! To już kolejne moje opakowania i z pewnością nie ostatnie. Używam jej stale i zawsze jest w użyciu. Genialnie wybiela zęby i to bardzo szybko, jest najlepsza z najlepszych, jakie są dostępne obecnie na rynku i w całkiem spoko cenie. W Rossku często można ją kupić za 20 zł. 

Dezodoranty w spray-u Fa i w kulce Rexona spisały się bardzo dobrze. Bez problemu radziły sobie z potem i przykrym zapachem. Chroniły bez zarzutu i z całą pewnością jeszcze nie raz pojawią się we wpisach denkowych na moim blogu.

Skończyły mi się również przepiękne, letnie perfumy od Oriflame - Elvie Summer Joy <3 Zapach jest niesamowity i na milion procent wiosną znów je zamówię, oczywiście jeśli będą jeszcze dostępna, ale jestem przekonana, że będę, bo tak cudny zapach nie wyjdzie tak szybko z oferty.
Dzięki nim dostałam wiele komplementów, szczególnie od mężczyzn :)


Jak co miesiąc zużyłam również płatki kosmetyczne, kilka próbek i maseczek w saszetkach. Pozwolicie jednak, że nie będę się o nich rozpisywać. ;)

To już całe moje denko z ostatnich dwóch miesięcy. Jestem w szoku, bo ta ilość kosmetyków jest przerażająca, a denko listopada i grudnia zapowiada się podobnie.

Buziaki :*

DENKO Września i Października 2018

Joanna
,

Cześć Dziewczyny :)

Czas leci nieubłaganie i przyznam się, że już czasem tego nie ogarniam. Wakacyjne denko miało pojawić się na blogu tuż pod koniec sierpnia, a zanim się obejrzałam, jest już koniec września. Niestety nie znalazłam wcześniej czasu, aby się za nie zabrać, ale jakoś się udało. Lepiej późno, niż wcale i w związku z tym zapraszam Was na nie dopiero dziś.

Przez wakacje zużyłam sporo bardzo dobrych kosmetyków do których jeszcze z pewnością powrócę!
Chodźcie dalej i zobaczcie, co o nich myślę :)

BeBeatuy - Płyn do kąpieli

Jestem już chyba uzależniona od kupowania tych płynów do kąpieli z Biedronki. Ładnie pachną, tworzą bardzo wydajna pianę i nie żal ich wlewać do wanny, bo kosztują grosze, poza tym ich skład jest całkiem w porządku! Wypróbowałam już wszystkie wersje zapachowe i wszystkie są ok.

Dezodorant w spray-u Cień TROPICAL SUMMER

Ten dezodorant należał do letniej limitowanej kolekcji kosmetyków Cień. Szkoda, że była ona tylko przez jeden sezon, bo te produkty były naprawdę przyjemne i skuteczne. Mimo, iż zdecydowanie wolę dezodoranty w kulce, to ten wykorzystałam z przyjemnością. Dobrze zabezpieczał przed poceniem i przykrym zapachem, a w dodatku bardzo ładnie pachniał.

BEAUTE MARRAKECH - Dezodorant naturalny ałunowy

Ten dezodorant znalazłam w jednym z kosmetycznych box-ów i początkowo byłam do niego nastawiona sceptycznie, bo z dezodorantami na bazie ałunu do tej pory nie miałam zbyt dobrych doświadczeń. Okazało się jednak, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Doskonale zabezpieczał przed poceniem i przykrym zapachem.
Zastrzeżenia mam jedynie do opakowania. Nakrętka jest wykonana z bardzo kiepskiej jakości tworzywa i połamał się już właściwie na początku użytkowania. Co więcej, szklane opakowanie nie jest zbyt bezpieczne, musiałam bardzo uważać, aby go nie upuścić. Gdyby spadło na płytki z pewnością by się roztłukło.
.
Rexona - Dezodorant roll-on Invisible Black White
Dezodorantów Rexony używam właściwie od zawsze i bardzo je lubię. Ta wersja ma zabezpieczać nie tylko przed przykrym zapachem i poceniem, ale również przed plamami na ubraniach. Moim zdaniem sprawdził się doskonale zarówno w jednym i drugim przypadku.

Farmona - Sól do kąpieli  - Magic Spa Pine Refreshment

Latem zdecydowanie bardziej dbam o stopy niż zazwyczaj i tą sól wykorzystałam właśnie do kąpieli stóp.  Sprawdziła się bardzo dobrze, nie mam zastrzeżeń. Jej zapach był bardzo świeży i w przypadku stóp okazał się idealny. Generalnie ta sól przeznaczona jest do kąpieli w wannie, ale akurat w typ przypadku zapach mi nie odpowiadał. W przypadku stóp za to sprawdziła się idealnie.

Nivelazione - Kontrola Zapachu, dezodorant do stóp i butów

Ten dezodorant uważam za dobry produkt, choć nie idealny. Bardzo dobrze radził sobie z eliminacją przykrego zapachu z butów, jak i stóp, ale był to efekt chwilowy utrzymujący się kilka godzin. Po tym czasie trzeba było użyć go ponownie. Myślę jednak, że nie jest to jego wadą. Nie poznałam jeszcze produktu, który eliminowałby zapach na dłużej. 


Schwarzkopf - Szampony Shauma Nature Moments

O tych szamponach mam niestety bardzo złą opinie i z całą pewnością nigdy nie umyje nimi włosów. Zużyłam je jako detergenty przy porządkach domowych. Nie wiem, co jest z nimi nie tak, ale spowodowały u mnie okropne uczulenie na skalpie. Przez "okropne" mam na myśli wręcz rany na głowie. Coś strasznego! Na szczęście szybko się z tym uporałam, ale teraz wiem, że markę Shauma będę omijała szerokim łukiem i nikomu nie polecam!

Radical Med - Szampon przeciw wypadaniu włosów

Ciężko mi się wypowiedzieć na temat tego szamponu, bo było go zbyt mało. Zachwytów nie było, okazał się być poprawny. Krzywdy nie robił, ale też niczym szczególnym się nie wyróżnił.

Vichy Dercos - Szampon Ultra Łagodzący Do Włosów

Ten szampon natomiast okazał się być moim odkrycie roku! Był fantastyczny! Tworzył bardzo wydajna pianę, świetnie oczyszczał włosy i był niesamowicie delikatny dla skóry głowy. Używałam go przez bardzo długi czas, bo był niesamowicie wydajny! Włosy po jego użyciu były miękkie, sypkie, doskonale oczyszczone i wyglądały naprawdę świetnie. Uważam ten szampon za jeden z lepszych na rynku, a nawet najlepszy! Osoby z delikatną skórą głowy powinny koniecznie go wypróbować!

Equilibra Naturale - Aloesowa odżywka nawilżająca

Bardzo lubię markę Equilibra. Jej kosmetyki są naturalne i delikatne, a jednocześnie skuteczne. ta odzywka jednak nie spełniła moich oczekiwań. Miałam wrażenie, że jej działanie jest bardzo niewielkie. Według mnie jedyne co robiła, to pomagała w rozczesaniu włosów po myciu. Poza tym nie zauważyłam żadnego działania. 

Schwarzkopf - Gliss Kur Supreme Length - Odżywka do włosów

Tą odżywkę mogę polecić z czystym sumieniem. Bardzo dobrze wygładza włosy i świetnie sprawdzi się nawet przy zniszczonych włosach. Co więcej, nie obciąża ich. Pozostawia je gładkie, miękkie i nawet unosi od nasady. Ma ona też bardzo wygodne opakowanie, które umozliwia wykorzystanie jej do ostatniej kropli. Naprawdę świetnie się u mnie sprawdziła.

Aussie - 3 Minute Miracle Nourish - Odżywka głęboko odżywiająca

Do kosmetyków marki Aussie podchodzę zawsze z pewną rezerwą, gdyż większość z nich nie sprawdziła się u mnie zbyt dobrze, ale ta odżywka okazała się naprawdę dobra i ją także mogę polecić. Bardzo dobrze wygładzała i kondycjonowała włosy nie obciążając ich. 

Oway - Hmilk No Stress - Mleczko Odbudowa Wiązań

To mleczko znalazłam  w jednym z kosmetycznych box-ów i byłam pod ogromnym wrażeniem jego działania! Naturalnie odbudowuje wiązania dwusiarczanowe we włosach, zawiera biodynamiczny hibiskus, organiczny olejperilla, proteiny bawełny i olej daktylowy z handlu fair-trade. Stosuje się je tak, jak odzywkę do włosów. Wystarczy umyć włosy szamponem, ale takim, który nie zawiera SLS i SLES, ani silikonów. Następnie nałożyć mleczko na włosy  i spłukać po 2-5 minutach. 
To mleczko jest tak genialne, że potrafi z siana zrobić piękne i gładkie włosy. Niestety nie jest zbyt wydajne.


Barnängen All Over Rescue - Balsam do ciała

Ten produkt nazwałabym raczej masłem do ciała, niż balsamem. Jest bardzo gęsty, wręcz toporny przy nakładaniu na ciało, ale za to bardzo dobrze nawilża, natłuszcza i regeneruje skórę. Z względu na jego toporność używałam go tylko w wyjątkowych sytuacjach, kiedy moja skóra była bardzo sucha.

Senelle Cosmetics - Nawilżający balsam do ciała

Z tego balsamu byłam całkiem zadowolona, ale mimo tego zachwytów nie było. Podobał mi się jego zapach i lekkość, ale podczas nakładania bardzo się mazał i ciężko wchłaniał. Mimo tego zużyłam go do końca, gdyż miał niezłe właściwości nawilżające. Niestety nie skusze się na niego ponownie ze względu na kłopotliwą aplikację.

Vita Liberata Rich Face - Nawilżający balsam brązujący do twarzy i szyi

Lubię produkty samoopalające Vita Liberata. Ich niewątpliwą zaletą jest to, że efekt jest widoczny już po kilku chwilach od pierwszej aplikacji, a uzyskana, sztuczna opalenizna jest ładna i prawie nie do odróżnienia od tej naturalnej. Produkty nie pozostawiają smug.
Wadą jest to, że po ich zastosowaniu trzeba unikać białych ubrań ponieważ mogą się zabarwić. Na szczęście nie ma problemów z wywabieniem plam. Wystarczy standardowe pranie.

Avon - Skin So Soft Mineral Gems Glamorous Gold - Złocisty olejek mineralny w sprayu z połyskującymi drobinkami

Tym produktem nie byłam zachwycona i zużyłam go tylko po to, żeby zużyć, bo nie lubię wyrzucać kosmetyków. Podobało mi się to, że połyskujące drobinki ładnie rozświetlały skórę, ale ten produkt powstał na bazie parafiny i to najbardziej mi w nim przeszkadzało. Poza tym zapach był bardzo sztuczny. Ponownie się na niego nie skuszę, mimo iż żadnej krzywdy mi nie zrobił.

Cien - Tropical Summer - Shaving Oil - Olejek do golenia

Niestety ten olejek się u mnie nie sprawdził. Zdecydowanie nie spełniał swojej funkcji. Używałam go jedynie po goleniu, a następnie spłukiwałam i w tym był całkiem spoko. Dzięki temu uniknęłam podrażnień po goleniu.

Kremy z filtrem UV - Eveline i Lirene

Zużyłam również dwa wodoodporne kremy do ciała z filtrem. Zarówno z jednego, jak i drugiego byłam zadowolona. Nie miały one wysokich filtrów, ale z powodzeniem uniknęłam poparzeń słonecznych.



Oriflame - Love Nature Nawilżający tonik do twarzy z aloesem

Ten tonik uważam za bardzo dobry produkt. On nie tylko tonizował skórę, ale i miał właściwości nawilżające. Niebawem napiszę o całej serii aloesowej z Oriflame składającej się właśnie z tego toniku, żelu do mycia twarzy i kremu nawilżającego. 

Vianek - Łagodzący tonik-mgiełka do twarzy

Ten tonik natomiast bardzo mnie zawiódł, a tego kompletnie się nie spodziewałam. Zachowywał się nie tak, jak tonik, ale jak płyn micelarny. Strasznie się pienił i zostawiał na skórze nieprzyjemną warstwę. Nie byłam nim zachwycona. Dla mnie tonik powinien być tonikiem.

Mincer Pharma - Daily Care - Nawilżający tonik do twarzy

Tonik Mincer Pharma sprawdził się natomiast bardzo dobrze. Działał tak, jak miał działać. Doskonale tonizował skórę i przywracał jej naturalne pH, nie pozostawiał na niej żadnej nieprzyjemnej warstwy. Byłam z niego zadowolona.

Nivea Visage - Pielęgnujący płyn micelarny 3 w 1 do cery wrażliwej i nadwrażliwej

Byłam z niego zadowolona. Doskonale zmywał makijaż i był delikatny dla skóry, nie podrażniał jej. Nie zostawiał też po sobie nieprzyjemnej warstwy i ładnie pachniał. Z czystym sumieniem mogę polecić ten produkt.

AUBE - Epidermal Growth Factor - Dwufazowy płyn do demakijażu

Z tego produktu byłam niesamowicie zadowolona! Rewelacyjnie zmywał makijaż. bardzo szybko rozpuszczał nawet grubą warstwę tuszu do rzęs, czy ciężki podkład. Był bardzo delikatny dla oczu i nie miałam po nim wrażenia mgły na oczach. Po jego użyciu cera była lekko tłustawa, ale wystarczyło, że przetarłam skórę płynem micelarnym i było ok. Niestety bardzo szybko się skończył, ale to dlatego, że bardzo go lubiłam :)

STENDERS - Royal Jelly Clarifying Emulsion - Mleczko do demakijażu

To mleczko również bardzo dobrze sprawdziło się przy zmywaniu ciężkiego makijażu. Szybko go rozpuszczało, nie podrażniało skóry, a nawet ją pielęgnowało. Nie pozostawiało po sobie niewygodnej warstwy. Byłam zadowolona. 

Tołpa Estetic Demakijaż - Ekspresowy żel do mycia twarzy pobudzający skórę

Z tego żelu byłam bardzo zadowolona. Kolejny fantastyczny kosmetyk! Opakowanie jest bardzo wygodne i umożliwia wykorzystanie kosmetyku do końca. Sam kosmetyk jest niesamowicie wydajny, wystarczy niewielka ilość, aby zmyć nawet bardzo ciężki makijaż z całej twarzy. Bardzo dobrze się pieni, nie podrażnia cery.

Tołpa Green Oils Oczyszczanie - Żel Micelarny Do Mycia Twarzy i Oczu

Ten żel natomiast kompletnie nie nadawał się do zmywania makijażu. Właściwie go nie zmywał, bo po umyciu, kiedy przecierałam skórę płynem micelarnym nadal zauważałam na płatku resztki podkładu. W związku z tym używałam go do mycia jedynie "gołej" cery.

Vichy Minéral 89 - Wzmacniający i wypełniający hialuronowy booster

To jest fantastyczny produkt! Używałam go codziennie o poranku i sprawdzał się rewelacyjnie! Ma on konsystencję żelowego serum. Bardzo dobrze i długotrwale nawilża skórę, nie zostawia przy tym po sobie żadnej niekomfortowej warstwy na skórze. Dzięki niemu cera jest promienna, wypoczęta, świeża i doskonale nawodniona. 


Oriflame Giordani Gold - Puder w kompakcie

Puder w przepięknym opakowaniu z lusterkiem! Byłam z niego bardzo zadowolona i z pewnością jeszcze nie raz do niego powrócę! Puder jest bardzo drobno zmielony przez co aplikacja jest bardzo przyjemna i nie nastręcza żadnych problemów.  Fantastycznie utrwala makijaż i lekko matuje cerę na długo pozostawiając satynowe wykończenie, a przy tym ją optycznie wygładza. Daje przy tym naturalny efekt. Jest również wydajny, używałam go naprawdę długo.

VG PROFESSIONAL - Puder mineralny w kompakcie 

Z tego gagatka nie byłam zbyt zadowolona. Średnio utrwalał makijaż, a jego zapach nie bardzo mi odpowiadał. Zużyłam go trochę z przymusu, bo nie lubię wyrzucać kosmetyków. Z pewnością nie skuszę się ponownie na ten produkt. Nie polecam.

Eveline - Face Sensation - Puder do twarzy ultra-trwały matujący 

Podobał mi się jego opakowanie, ale sam produkt nie był rewelacyjny. Nazwałabym go jedynie  poprawnym. Nie osypywał się, całkiem dobrze matowił i wyrównywał koloryt cery. Niestety jego trwałość nie była najwyższych lotów. 

FREEDOM - Paleta cieni do powiek

Z tej paletki całkowicie zużyłam dwa cienie, których kolor niezwykle mi odpowiadał. Pozostały w niej tylko takie, których nie używałam zbyt często więc przełożyłam je do innej, większej paletki z różnymi cieniami, a opakowania się pozbywam. 


Pomadki ochronno-pielęgnujące do ust

Ostatnio zużywam bardzo dużo produktów do pielęgnacji ust. Wszystkie produkty ze zdjęcia bardzo dobrze się u mnie sprawdziły i mogę je tak samo polecić.

Efektima Sunfree-Spa- Chusteczki samoopalające

Wszystkie te chusteczki zużyłam jednorazowo, ale niestety nie zachwyciły mnie. Co prawda, opalenizna, która uzyskałam była jednolita, ale bardzo słaba. Co więcej bardzo szybko się zmyła. Już po pierwszym prysznicu nie było po niej śladu. Dla mnie zakup tych chusteczek jest totalnie bez sensu i mija się z celem. 

L`Oreal Paris - Glow Scrub - Rozświetlający peeling cukrowy do twarzy i ust

Nie zdarza mi się pisanie o próbkach, nawet w postach denkowych, ale tym razem postanowiłam zrobić wyjątek, bo ten peeling kompletnie się u mnie nie sprawdził. Kryształki cukru w nim zawarte błyskawicznie się rozpuszczały i nie dawały żadnego efektu peelingującego. Nie było ani wygładzenia, ani rozświetlenia. Kompletne ZERO! Nie polecam.

INDIGO - Odżywka do paznokci

Z tej odzywki do paznokci byłam zadowolona i zdecydowanie mogę ją polecić. Bardzo dobrze zabezpieczała paznokcie przed łamaniem się i je regenerowała. Używałam jej w przerwach między hybrydami i byłam bardzo zadowolona. Z przyjemnością sięgną po nią ponownie!

STENDERS - Grapefruit Eau de Toilette 

To jeden z trzech letnich zapachów od STENDERS. Miałam jeszcze żurawiną i różę. Grejpfrut ze wszystkich trzech podobał mi się najmniej, ale tonie znaczy, że mi się nie podobał. Ni mniej jednak, najładniejszy zapach z kolekcji to żurawinowy :)


Jak zwykle, zużyłam jeszcze trochę próbek, płatki do demakijażu i moje ukochane maski w płachcie.


Tak oto wygląda moje wakacyjne denko. Jak zwykle okazało się większe, niż mogłabym sie tego spodziewać ;)

Wakacyjne DENKO Lipca i Sierpnia 2018

Joanna
,